AUTOSTOP jak zacząć? TAKŻE TEN Z PSEM

006Konkretne rady  i wskazówki na końcu artykułu. Najpierw odrobina, no może nie taka odrobina, wprowadzenia.

Przejechaliśmy już ponad 40 tys. kilometrów autostopem, w każdym z nich towarzyszył nam Snupi.  Licznik wciąż bije, bo od 4 sierpnia 2017 r. jesteśmy w podróży dookoła świata. Odwiedziliśmy 40 różnych krajów i w każdym z nich próbowaliśmy autostopu. Zatrzymaliśmy między 1300 a 1500 pojazdów, w tym także jachty, przekraczając jachtostopem Ocean Atlantycki (także ze Snupim).

Jazda samochodem w 8 osób może nie była najmądrzejsza, ale gdy jest 7 rano i już ponad 30 stopni, nie ma co wybrzydzać.
Jazda samochodem w 8 osób może nie była najmądrzejsza, ale gdy jest 7 rano i już ponad 30 stopni, nie ma co wybrzydzać. P.S. Iza ze Snupim siedzą na moich kolanach, a jeszcze jedną Panią widać w biało-czarnym sweterku po prawej stronie.

SKĄD POMYSŁ NA PODRÓŻOWANIE AUTOSTOPEM?

Gdyby ktoś jeszcze miesiąc przed naszą pierwszą wyprawą powiedział nam, że będziemy podróżować autostopem, to pukalibyśmy się palcem w czoło. Nigdy taki pomysł nawet nie przeszedł przez nasze głowy. Jednak pewnego dnia kolega zaprosił nas na spotkanie, gdzie w jakiś domu kultury w centrum pewien chłopak miał opowiadać o swoich podróżach. Ponieważ i tak nie mieliśmy żadnych planów na to popołudnie, to pojechaliśmy posłuchać. Gdyby nie fakt, że mamy motocykl, to na pewno nie ruszylibyśmy się do centrum miasta o godz. 17.00.

Tym chłopakiem był Przemek Skokowski, którego niektórzy mogą kojarzyć. Wybrał się autostopem z Polski do Indii. Zaciekawiło nas to, jak szybko i sprawnie udawało mu się przemieszczać. W jego opowieściach wszystko wydawało się takie łatwe, więc w naszych głowach zrodziła się myśl – „My też dalibyśmy radę i moglibyśmy w końcu podróżować ze Snupim, a skoro udaje się w ciągu dnia przejechać kilkaset kilometrów, to nie jest to takie głupie”. Tak więc inspiracja i splot przypadkowych wydarzeń (o których poczytać można TUTAJ) sprawiły, że miesiąc później byliśmy już w trasie…

JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ?

Nigdy nie mieliśmy styczności z autostopem, ale Piotrek od razu stwierdził, że to nic skomplikowanego. Wychodzisz na drogę, wystawiasz rękę i jedziesz. Ot, cała filozofia. Ja, jak to ja, miałam więcej obiekcji. Szukałam w internecie, jak to się robi, czy ktoś już podróżował autostopem z psem, czy ludzie chętnie przyjmowali psy. Wtedy takich informacji nie udało mi się znaleźć. Były pojedyncze wpisy gdzieś na forach, ale nic konkretnego (był to czerwiec 2014, teraz jest już tych informacji więcej).

Piotrek wkurzał się, że ciągle szukam porad i wskazówek. Upierał się, że wystarczy nam zdrowy rozsądek i trochę logicznego myślenia. Przecież nie ma jedynego, właściwego sposobu. Ostatecznie nasze przygotowania ograniczyły się do zdecydowania, co chcemy zobaczyć po drodze, ustalenia orientacyjnej trasy. Do tego wgraliśmy na komórkę mapę GPS, która może działać offline, wzięliśmy duży notes i markera by pisać tabliczki dokąd zmierzamy oraz kupiliśmy kapelusze, by chronić głowy przed słońcem podczas stania dłużej na drodze (polecamy coś porządnego, co wytrzyma trudy podróży, my używamy kapeluszy firmy Sterkowski). Reszta ograniczyła się do uzupełnienia ekwipunku o jakieś drobiazgi, te same, które byłyby potrzebne na każdy inny wyjazd. Trochę więcej przygotowań związanych było ze Snupim, o tym, co może się przydać można poczytać TUTAJ

001
Nasze pierwsze autostopowe zdjęcie. Jak zwykle Iza zdenerwowanie zakrywa wielkim uśmiechem, a po mnie widać zdegustowanie pozowaniem do zdjęcia, zamiast braniem się do roboty.

Nie wierzyłam, że nam się uda, że ktokolwiek nas weźmie ze Snupkiem. Sołtys, nasz przyjaciel, wywiózł nas za miasto, by zapewnić lepszy start. Śmiał się, że w razie czego, może po nas po południu wrócić. Ale po południu, to my byliśmy już gdzieś za Rzeszowem.

JAK WYGLĄDA AUTOSTOPEM Z PSEM?

Czy różni się on czymś od zwykłego autostopu? Nie, poza tym, że podróżuje z nami pies, wszystko przebiega tak samo bezproblemowo. Kierowca, który zatrzymuje się, by zabrać autostopowicza, ma mniej niż parę sekund na decyzję. Snupi jest małym psem, więc większość naszych kierowców albo dostrzegała go, gdy już się zatrzymali, albo dopiero my ich uświadamialiśmy, że mamy psa. Ci zdziwieni odpowiadali, że nawet go nie zauważyli i że to żaden problem. Możliwe, że gdybyśmy podróżowali z owczarkiem niemieckim, to sytuacja wyglądałaby zdecydowani inaczej 😉 Z drugiej strony, kilku kierowców przyznało, że zatrzymało się tylko dlatego, bo widzieli Snupiego i nie mogli w to uwierzyć albo bardzo lubili psy i dlatego zdecydowali się nam pomóc. Podsumowując, na ponad 200 pojazdów, które zatrzymało się w naszej historii podróżowania autostopem, tylko jeden kierowca odmówił nam przejazdu z powodu psa.

Sam Snupi też nas bardzo zaskoczył, bo stał się idealnym towarzyszem podróży. Był cichy i grzeczny. Wszyscy nasi znajomi czy rodzina nie mogą w to uwierzyć, bo znają go i wiedzą jak nieznośny potrafi być, gdy się ekscytuje. Wulkan energii, ADHD, głośny szczek i chęć zabawy z każdą napotkaną osobą. Natomiast już drugiego dnia poziom jego ekscytacji opadł, kolejne przesiadki stawały się dla niego rutyną i już końca wyjazdu Snupi był psem idealnym.

Podróż w samochodzie Snupi najczęściej odbywał w swoim transporterze na moich kolanach, bądź obok na siedzeniu. Niektórzy kierowcy zapominali, że w ogóle jedzie z nimi pies, inni spoglądali w stronę czarnej torby, jakby skrywała się tam co najmniej jakaś bestia, a jeszcze inni proponowali by go wyjąć, by „nie męczył się”. Wtedy siedział zadowolony u nas na kolanach. Zazwyczaj u Piotrka, bo on siedział z przodu, a kierowcy, którzy to proponowali byli najczęściej psiarzami i chcieli by Snupek siedział koło nich. Chciałabym również podkreślić, że Snupi nie męczył się siedzeniem w transporterze, ani jazdą w ogóle. On wykorzystywał każda taką chwile spokoju i aurę klimatyzowanego samochodu, od razu odpływał, tzn. zasypiał i regenerował siły przed następnym punktem naszych atrakcji.011009012008

Wśród zwiedzonych przez nas miejsc była Turcja. Kraj muzułmański, a muzułmanie – większość z nich, uważa psy za istoty nieczyste. Nie trzymają ich w domach, boją się ich. Baliśmy się, że będzie to dla nas nie lada wyzwanie, przecież chcieliśmy przejechać ten kraj wzdłuż i wszerz. Ale nawet tutaj nie mieliśmy żadnych problemów.002020

INNY POZORNY PROBLEM  – CO GDY JEŹDZIMY AUTOSTOPEM PO KRAJU, KTÓREGO JĘZYKA NIE ZNAMY?

To się go szybko uczymy 😛 Zawsze warto poznać podstawowe słowa w języku kraju, który zwiedzamy. Oczywiście, nie pozwalają nam one na pełną konwersację, ale zawsze jest to jakiś początek i dzięki temu łapiemy nić porozumienia z naszym kierowcą. Atmosfera się rozluźnia, my się czegoś uczymy, a kierowca ma ciekawszy dzień. Można ściągnąć na smartfona tłumacza w trybie offline, kupić rozmówki, czy samemu prowadzić zapiski i wszystko, co ważne i przydatne sobie notować.

W kraju, gdzie ludzie mówią po angielsku, bądź dopiero się go uczą i nie wstydzą się używać swojej wiedzy, podróżowanie jest proste. Ale my jeszcze w takim nie byliśmy 😀 Oczywiście trafiały się pojedyncze osoby, ale było ich tak mało, że każdą z nich dokładnie pamiętamy. Pewnie dlatego, że od nich najwięcej mogliśmy się dowiedzieć o danym kraju. Zazwyczaj było tak, że gdy pytaliśmy się kogoś na ulicy – czy mówi po angielsku? Słyszeliśmy „YES!”, a okazywało się, że na tym znajomość angielskiego tej osoby się kończy, no może jeszcze „friend”. Najbardziej irytujące było to informacjach turystycznych albo hotelach.

Jednak brak znajomości wspólnego języka, to świetny motywator do nauki. Osobiście sprawiało mi to wielką radość, tym bardziej, że ta nowo nabyta wiedza od razu się przydawała. Czy to w sklepie, czy podczas kolejnego autostopu.

Pamiętajcie: bezcenne, a jednocześnie zaskakująco efektywne, są także umiejętności gry w kalambury. Nie musimy znać tysiąca słów, by dowiedzieć się jak nasz kierowca ma na imię, dokąd jedzie, czym się zajmuję i czy ma rodzinę. Wystarczy, że nie boimy się starać.0110a010b010c

RADY I WSKAZÓWKI

Najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok, czyli wyjść z domu z plecakiem i zamknąć drzwi. Bo gdy już staniecie na drodze, to historia sama się potoczy. Lepiej bądź gorzej, szybciej bądź wolniej, każdego dnia uda Wam się przemieścić. Nie ma jednej zasady – jak jeździć autostopem. I to jest w tym najlepsze, bo chodzi właśnie o to, by zrobić coś po swojemu, by nie wszystko było przewidywalne i zaplanowane. Niemniej podzielimy się kilkoma radami, zasadami, które sami wypracowaliśmy podczas naszych podróży:

– Nie pozwalaj psu jeść trawy w trakcie łapania stopa, bo nigdy nie wiesz, kiedy ktoś się dla Ciebie zatrzyma. Brzmi absurdalnie, ale pierwszego dnia mieliśmy taką sytuację. Po godzinie bezowocnego stania i łapania, stwierdziliśmy – dobra niech sobie już Snupi robi co chce. A tu po 2 minutach zatrzymała się upragniona podwózka, a Snupi w tym momencie siedział i… szykował się do wymiotowania. No super…, na pewno ktoś zgodzi się na takiego psa w aucie. Na szczęście kierowca wykazał się zrozumieniem, bo sam posiadał psa i wiedział, że trawa to „jednorazowa akcja”.

– Miej pod ręką miskę i wodę, tak byś mógł ją podać psu. Czy to w trakcie krótkiego postoju, kolejnej przesiadki czy nawet podczas jazdy. Dla psa uzupełnianie płynów jest tak samo ważne, a nawet ważniejsze, niż dla Ciebie. Spragniony pies jest też bardziej nadpobudliwy.

– Dbaj o czystość swojego psa. Przecież nie chcesz by zabrudził komuś samochód bądź Twój śpiwór, kiedy będzie się chciał do niego wepchnąć.

–  Sam wyglądaj schludnie. Wielu kierowców mówiło nam, że od autostopowiczów odstrasza ich to, że wyglądają jak lumpy.

– Miej przy sobą dobrze widoczny atrybut podróżnika. Czy to kapelusz na głowie, czy postawiony przed sobą plecak (albo najlepiej na sobie). Zwiększasz tym swoją autentyczność, a podróżnika chętniej ktoś weźmie, bo taka osoba ma za sobą dużo przygód i może umilić drogę opowieściami. O dziwo, to Piotrek złapał większość naszych autostopów, ale po zgubieniu swojego kapelusza w Armenii, wyraźnie spadła jego efektywność.

– Podczas łapania stopa nie zasłaniaj twarzy okularami przeciwsłonecznymi. Nie wzbudzisz zaufania, jeśli nie widać kim tak naprawdę jesteś i „czy dobrze ci z oczu patrzy”. Jeśli jednak stoisz pod słońce i masz mieć grymas twarzy jak Golum, to już lepiej zostań w tych okularach.

– Staraj się wszystkie swoje bagaże zmieścić do plecaka, a jeśli to niemożliwe, to nie rozkładaj ich na dużej przestrzeni. Kierowcy łatwiej wtedy ocenić, czy zmieścisz się do jego auta. Dużo bagażu może najzwyczajniej odstraszyć kierowców, nawet jeśli są to jakieś małe torebki, to kierowcy może się wydawać, że jest tego za dużo. Jeden bagaż to także przejaw porządku i schludności.  Mniej pakunków oznacza sprawniejsze i szybsze wchodzenia do auta i nam samym pomaga wszystkiego upilnować.

– W ramach ostrożności, niech dziewczyna siada z tyłu a chłopak z przodu. Mimo stosowania takiego ustawienia i tak kilku kierowców zabłądziło ręką do nóg Izy, albo wpatrywało się nieustająco w tylne lusterko, by ją obserwować. Poza tym w wielu krajach (nie tylko muzułmańskich) kobiety nie są traktowane jako osoby decyzyjne, więc kierowcy wolą rozmawiać z mężczyzną. Niektórzy robią tak też dlatego, bo według ich zasad nie wypada im rozmawiać z czyjąś partnerką, bez przyzwolenia ze strony mężczyzny.

– W przypadku dziewczyn lepiej nie przesadzać z nagością. Po pierwsze ze względu na to, co wspomnieliśmy wyżej. Ale także dlatego, że spotykamy różnych ludzi z różnymi zasadami, a to właśnie na nich w danej chwili jesteśmy zdani. Niektórzy mogą się przy naszej swobodzie czuć niekomfortowo. A już na pewno załóżcie długie spodnie w krajach muzułmańskich.

– Miej ze sobą dodatkowo mały plecak albo nerkę na biodra, albo cokolwiek innego, co będziesz miał zawsze przy sobie. W nich trzymaj wszystkie najważniejsze rzeczy, by w ramach niespodziewanego zagrożenia albo nagłej potrzeby móc łatwo się do nich dostać, albo z nimi uciekać 😀 Gotówkę staraj się jednak ukryć jeszcze dokładniej, najlepiej na sobie (np. w butach).

– Przy wsiadaniu, niech jedna osoba pakuje plecaki, a druga patrzy czy wszystko jest OK i czy wszystko zabraliście. Nie doprowadzajcie do sytuacji, w której wszystkie wasze rzeczy są w samochodzie, a wy poza nim. Zazwyczaj to chłopakowi łatwiej zapakować rzeczy. Więc gdy dziewczyna jest w samochodzie, niech nie zamyka drzwi dopóki w aucie nie będzie też chłopaka. Nie pozwalaj obcym pakować swoich rzeczy, gdy nie widzisz co dokładnie robią, nie chodzi tu tylko o kradzież, ale może coś wypaść, a oni tego nie zauważą. Ta sama zasad dotyczy wysiadania.

– Niech ostatnią czynnością przed opuszczeniem auta będzie sprawdzenie, czy nie zostawiłeś w aucie drobiazgów: telefonu na desce rozdzielczej albo na siedzeniu, ładowarka, kubek w kieszeni drzwi itp.

– Zabierz ze sobą rozmówki, bądź zainstaluj offlinowego tłumacza. Nawet jeśli jesteś świetny w kalambury, to trudno, żeby Twój kierowca ciągle się patrzył na Ciebie, zamiast na drogę.

– Miej ze sobą klasyczną mapę albo mapę w komórce, nawigację itp.
Po pierwsze umożliwi to kontrolowanie dokąd jedziecie. Zdarzały nam się bardzo często osoby, które nie znały topografii swojego kraju! Głównie w Turcji, nie potrafiły czytać mapy, nie znały miejscowości położonych nawet kilkadziesiąt kilometrów dalej. Poza tym z mapą możecie wytypować najlepsze miejsce do kolejnej przesiadki. Często lepiej wysiąść wcześniej, ale uniknąć wjazdu do miasta, czy na dużą autostradę bez dogodnego miejsca do stania. My zdecydowanie polecamy mapę offline z GPS (używamy OSMAND). Mogliśmy wszystko sobie przybliżyć i dokładnie widzieliśmy, że wystarczy przejść kilkaset metrów i jest tam dużo lepsze miejsce albo w odwrotną stronę – że następne skrzyżowanie dróg jest niewarte trudu marszu.

– Unikaj wjeżdżania do miast, jeśli oczywiści nie chcesz ich zwiedzać. Łapanie w mieście jest psychologicznie niekorzystne. Psychologiczny aspekt u kierowców – wielu z nich pomyśli, że przecież możesz iść sobie do pociągu albo autobusu. U Ciebie psychologicznie niekorzystne, bo minie Cię ogromna ilość samochodów. Nie dlatego, że nie chcą Cię zabrać, ale dlatego, że nie wyjeżdżają one nawet z miasta.  A to, że nikt się nie zatrzymuje, będzie Cię załamywało i pozbawiało morale.

– Stój w miejscu, w którym widać Cię z daleka i nie zagrażasz bezpieczeństwu na drodze. Czyli nie stój tuż za/przed zakrętami, a już na pewno nie na zakrętach. Chyba że jest gdzie się tam bezpiecznie zatrzymać albo to trasa o niewielkim natężeniu ruchu. Wybierając miejsce, nie musisz szukać takiego, gdzie kierowca będzie miał kilkaset metrów na wyhamowanie. Jeśli widać Cię z daleko, to kierowca już wcześniej zaczyna się zastanawiać, czy Cię zabrać. Ostatnie metry co najwyżej utwierdzą go w przekonaniu, ale zdążył wcześniej zwolnić, by Ci się przyjrzeć. To był nasz błąd na samym początku, ciągle szukaliśmy miejsca idealnego i nieraz szliśmy bardzo długo w jego poszukiwaniu. A wystarczy naprawdę niewiele miejsca. Ważniejsze by samochód miał gdzie się zatrzymać.

– Staraj się stać w miejscach, w których auta jadą wolno i nie zdążą się rozpędzić: przed/za zjazdami, skrzyżowaniami, w tym także na zakrętach – pod warunkiem, że to bezpieczne dla Ciebie, a przede wszystkim dla innych.

– Nie musisz mieć kartki z napisem dokąd zmierzasz. Żeby byłą ona widoczna dla kierowców, musiałaby być naprawdę ogromna i bardzo czytelna. My nie zauważyliśmy żadnej lepszej efektywności z kartką, chyba właśnie nawet mniejszą. Niektóre osoby gdy zobaczą Cię w Krakowie z kartką „Gdańsk”, to nie pomyślą, że wystarczy, gdy zabiorą Cię do Warszawy. Kartka jest przydatna tylko, gdy jesteś już na peryferiach i zmierzasz do jakiegoś małego miasta, albo wtedy, gdy zaraz za tobą jest kilka zjazdów na różne duże miasta.

– Nie załamuj się! Może czasem będziesz łapać w strugach deszczu, ale to wtedy właśnie zatrzyma najfajniejszy kierowca w całej Twojej wyprawie. Albo minie Cię kilkadziesiąt ciężarówek, stracisz nadzieje, to zatrzyma się nowe, klimatyzowane auto, którym przegonisz wszystkie te ciężarówki.

– Kiedy wracasz do domu, miej flagę swojego państwa albo barwy narodowe (na plecaku, koszulce itp. O ile w drogę „do” danego miejsca, to raczej zawęża potencjalnych kierowców, to w drodze powrotnej może się zdarzyć, że kilka tysięcy km od domu spotkasz rodaka, który właśnie wraca do kraju.018a013016

Coś, co wydaję się naturalne i oczywiste, ale może warto przypomnieć, bo jest najważniejsze – zachowaj kulturę osobistą. Jest to szerokie i płynne pojęcie. Wiadomo, że zachowanie należy dostosować do kierowcy, tego jak się dogadujecie i relacji, jakie między Wami się wytworzą, ale podstawy są nienaruszalne:

– Nie narzucaj się kierowcy. Pamiętaj – to Ty jesteś gościem, a on wyświadcza przysługę podwożąc Cię.

– Nie okazuj, że nie podoba Ci się jego muzyka. Nie zmieniaj muzyki bez pytania.

– Nie jedz w samochodzie. Postaraj się to robić na postojach. Jeśli musisz, spytaj czy możesz. Unikaj jedzenia chipsów, herbatników i podobnych rzeczy, którymi łatwo nabrudzić w samochodzie. Jeśli już jesz, to zaproponuj poczęstunek kierowcy.

– Nie wykonuj gwałtownych ruchów, nie sprawiaj by kierowca czuł się niekomfortowo.

– Poruszaj neutralne tematy. Jeśli czujesz, że rozmowa zmierza w złym kierunku, to zmień szybko temat. Lepiej nie rozmawiać na tematy związane z religią czy polityką, chyba ze kierowca jest ciekaw Twojego punktu widzenia.

– Uważaj na to, co mówisz i nie rzucaj słów na wiatr. Nigdy nie wiesz, jak coś może zostać odebrane albo, w jakiej sytuacji zostaniesz postawiony, np. coś obiecasz, podkolorujesz jakąś historię, albo powiesz coś skomplikowanego, czego dokładnie wytłumaczenie uniemożliwiają bariery językowe.

– Jeśli jedziecie we dwójkę, to nie rozmawiajcie za dużo między sobą w języku, którego kierowca nie rozumie (a już na pewno nie na początku podróży), bo kierowca może pomyśleć, że coś knujecie. Nie rozmawiajcie też o rzeczach z negatywnymi emocjami, bo je czuć, nawet gdy ktoś nie rozumie naszego języka. Kierowca może pomyśleć, że te negatywne emocje dotyczą jego.

– Nie śpij. A przynajmniej niech jedno z Was, tylko dotrzymuj towarzystwa kierowcy i pilnuj czy wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli jedziesz długo z jednym kierowcą albo długo już pogadaliście, to możesz się zdrzemnąć.

– Miej dobry humor i sprawiaj miłe wrażenie. A przynajmniej nie bądź naburmuszony, zdegustowany i ponury, bo o ile już jesteś w aucie i raczej nikt Cię z niego nie wyrzuci, to z drogi nikt nie weźmie takiej osoby. Czyli uśmiech, jak z reklamy pasty do zębów, albo przynajmniej wyglądaj na pogodnego, to naprawdę ma znaczenie.

My w naszą autostopową podróż do Turcji i Armenii zabraliśmy także podarunki. Była to przez nas robiona biżuteria, połączenie srebra z modeliną. Prowadziliśmy wcześniej własną firmę, ale nam nie wypaliła i trochę takiej biżuterii nam po niej zostało.

Chcieliśmy je podarować osobom, które będą wobec nas najbardziej życzliwe. Jak łatwo się domyślić, bardzo szybko je rozdaliśmy, bo wiele niesamowitych osób po drodze spotykaliśmy.  Z niektórymi po dziś dzień utrzymujemy kontakt.

Autostop to nieustępująca przygoda. To sinusoida rozpaczy i zmęczenia, ale także nadziei i wiary. Wiary w ludzi, której na co dzień tak nam brakuje. Autostopu nie da się zaplanować. To podróż, która sama się piszę. Ty jedynie wybierasz jej kierunek.

017

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *