Recenzja La Sportiva TX4 TX3 i TX5 buty podejściowe, hikingowe i trekkingowe w jednym

Recenzja La Sportiva TX4 TX3 i TX5 buty podejściowe, hikingowe i trekkingowe w jednym


Recenzje i opinie o butach La Sportiva TX4 przedstawiam po 15 miesiącach ich ciągłego używania (niemal codziennie w naszej podróży do Ameryki Południowej). Pośrednio jest to także recenzja modelu La Sportiva TX3 oraz La Sportiva TX5 i TXS bowiem wszystkie modele z serii TX bazują na tej samej konstrukcji. 
Model TX3 różni się tylko tym, że zamiast z nubuku/zamszu wykonany jest z siatki mesh, a więc materiału syntetycznego. Z kolei model TX 5 jest wersją wysoką – za kostkę – oraz z lekko zmodyfikowaną konstrukcją i mieszanką gumy podeszwy, by lepiej radził sobie w zróżnicowanym terenie, a nie tylko stricte górskim. Z kolei model TXS jest za kostkę, ale wykonany z materiałów syntetycznych. Kilka słów więcej o modelu TX 5 znajduje się w końcowej części tego artykułu, bowiem to właśnie tego modelu zacząłem używać po TX4. Wszystkie te modele mają wersje damskie i męskie. 

La Sportivawłoska firma, choć jest jednym z najlepszych na świecie producentów obuwia górskiego, w Polsce jest stosunkowo mało znana. Lepiej firmę kojarzą zapewne jedynie osoby uprawiające wspinaczkę skałkową i na ściance, bo do tego sportu jej buty są obecne na polskim rynku już od dawna. Do pozostałych dziedzin… cóż, gdy ja kupowałem swoje pierwsze La Sportivy w 2014 roku, w Polsce ich dostępność była taka sama, jak gumisiowego soku. Dorwać je można było tylko na serwisach aukcyjnych od prywatnych osób, czasem zdarzały się jakieś pojedyncze modele w sklepach internetowych. Ich cena była astronomiczna w porównaniu do cen zagranicznych. Teraz ceny są już wyrównane, czasem nawet bardziej korzystne w Polsce. Wciąż ilość pieniędzy, jakie dane nam będzie dać za buty tej marki, jest wysoka jak na polskie standardy życia. Tak też jest z modelem TX4. Jednak jest ona według mnie zdecydowanie warta produktu, jaki dostajemy. Dokładając 100 czy 150 złotych, otrzymujemy produkt znacznie lepszej klasy, niż najpopularniejsze na polskim rynku „nortffejsy”. Niemniej zaznaczyć muszę, że nie wszystkie modele La Sportivy są tak udane. Poza modelem TX 4, i jego wszystkimi kuzynami, z ręką na sercu polecam jeszcze La Sportiva Trango TRK Leather, ale o nich kiedyś powstanie osobna recenzja.  

Kiedy kupowałem TX4, nie zapowiadało się, że ruszymy w kilkuletnią wyprawę dookoła świata. Bardziej prawdopodobne były  jedno-, dwu-, maksymalnie kilkudniowe wycieczki bez większego obciążenia w górach, podczas planowanych wakacje w Rumunii, w Szwajcarii oraz, od czasu do czasu, weekendowe wyprawy w polskie góry. Dlatego zamiast buta do „wszystkiego”, wolałem buta tzw. podejściowego. Przy poszukiwaniach spodobała mi się interpretacja tego pojęcia w rozumieniu La Sportivy. Mianowicie chciała ona stworzyć produkt do długich, wielogodzinnych podejść i wspinaczki, dlatego dołożyła do butów więcej amortyzacji i dość agresywny bieżnik, który dawałby radę na odcinkach górskich pozbawionych gołych skał.

Te dwa ulepszenia sprawiały, że buty okazały się właśnie butami do “wszystkiego” i nie zawiodły mnie ani razu od ponad roku naszej nieprzerwanej podróży. Codziennie dźwigam w nich swój blisko 20-kg plecak. W Wenezueli zrobiłem w nich nieprzerwany 11-dniowy trekking do” i „po” szczycie płaskowyżu Roraima – choć z mniejszym obciążeniem, ale w dniu startu wciąż około 13 kg (zapas jedzenia). I co? Nogi mają się wyśmienicie, zarówno uda, kolana, kostki, jak i stopy. Żadnej kontuzji i żadna z tych części nigdy nie zaczęła mnie boleć ponad normę (relacja z pobytu na płaskowyżu możecie zobaczyć na naszym kanale YouTube ).Nazwałbym więc buty TX4 butami wszelkiego górskiego zastosowania do granicy 3000-3500 metrów nad poziomem morza w górach typu Alpy, Kaukaz, Tatry (oczywiście w sezonie ciepłym), ale także wyżej – na wszelkich górach w cieplejszej części świata, np. azjatyckie wulkany czy góry w okolicach równika.

W tle Mont Blanc. W ciągu dwóch dni na pograniczu szwajcarsko-francuskim przeszliśmy blisko 30 km.

Na marginesie tylko dodam, że te klasyfikacje butów, jak: podejściowe, alpinizm, trekking, hiking itd. oraz definicje, co się pod nimi kryje, rodzą coraz więcej zamieszania. Zwłaszcza gdy uwzględnimy, że np. w języku angielskim rzadko używa się słowa „trekking”, a raczej właśnie „hiking”, który jednak powoli zmienia swoje znaczenie w szybkie/krótkie wycieczki, a długie wyprawy z plecakiem – trekking, zastępuje się tam coraz częściej słowem „backpacking”. Ostatnio pojawia się także określenie buty „turystyczne” oraz „górskie”, to ostatnie ma być chyba czymś pomiędzy butami podejściowymi, a butami wysokogórskimi – alpinistycznymi). 

JAKOŚĆ WYKONANIA:

W ciągu ostatniego roku naszej podróży, buty przeżyły już wszystko. Upały i palące słońce na równiku w suchym klimacie Ekwadoru, tamtejszy pył i skały wulkaniczne, duchotę i wilgoć amazskiej dżungli w Brazylii, alpejskie skały na pograniczu szwajcarko-francuskim w Chamonix. No i wspomniany trekking na Roraime, kiedy w ciągu 11 dni naprzemiennie – co kilka godzin – mokły do ostatniej nitki, a następnie wysychały w słońcu podczas nieprzerwanego noszenia na stopie. Do tego wiele razy zakładałem je do miasta, ba, właściwie to przez ostatnich 5 miesięcy są moimi jedynymi butami i noszę je codziennie – wszędzie. Tymczasem ich stan jest… wzorowy, według mnie. Możecie go ocenić sami na podstawie zdjęć.

ani śladu rozklejania się materiałów, nawet w najbardziej newralgicznych miejscach

Jak widać, poza wycierającą się systematycznie podeszwą i jednym przetarciem na lince od systemu sznurowanie (całą linkę można w miarę łatwo wymienić, poza tym wytarta jest sama otulina a rdzeń linki jest jeszcze cały), but nie ma żadnych usterek. Jest podrapany i… tyle. Nic się nie rozkleja: żadna warstwa podeszwy, ani gumowy otok od skórzanej cholewki. Sama skóra jest w bardzo dobrym stanie – nigdzie nie pęka, jest ciągle miękka, a – co wymaga podkreślenia – w warunkach nieustannej podróży bardzo rzadko udaje mi się buty umyć i użyć jakiegoś środka do pielęgnacji skóry. Nie licząc impregnacji przed wyjazdem, od ponad roku udało mi się ze 2 razy zadbać jakoś mocniej o skórę w butach. Buty zostały uprane w pralce i wciąż skóra ma się wyśmienicie. Wszystkie nici także wyglądają jak świeżo zszyte. Spójrzcie nawet na wyściółkę wewnętrzną, zwłaszcza na pięcie. Tam, gdzie wiele butów przeciera się po kilku miesiącach – tutaj nie widać nawet odrobiny zmechacenia materiału! A przyznam, że często zdarza mi się pochodzić krótkie odcinki bez wiązania butów, a to wyjście na siku z namiotu, a to po hostelu, a to na szybki spacer ze Snupim.

Niebieski materiał, z którego wykonana jest wyściółka jest nadzwyczaj delikatny i przyjemny w dotyku. Dodatkowo, faktura wypustek poprawia przepływ powietrza. Wypełnienie zagłębienia pięty w żaden sposób się nie ubiło ani nie zdeformowało.

Sama podeszwa, poza starciem, również nie ma żadnych nietypowych zniszczeń – wypustki bieżnika nie mają żadnych pęknięć, żadnych oderwanych kawałeczków. Jedynym minusem podeszwy jest właśnie tempo jej wycierania. Znika ona, może nie gołym okiem, ale po każdej dłuższej wyprawie widać zużycie. Najgorzej jeśli w butach pochodzimy po asfalcie i chodnikach, wtedy podeszwa znika w oka mgnieniu. Ale to już ogólna przypadłość Vibramu Megagrip.

No właśnie, może chwila o samym Vibramie. Wiele osób myśli, że Vibram jest jeden. Tymczasem różnorodność dostępnych mieszanek tej gumy i ich najlepsze zastosowanie porównać można na stronie producenta https://us.vibram.com/technology/compounds/ Dodatkowo, niektórzy producenci obuwia wraz z Vibramem tworzą swoje własne mieszanki i kształty bieżników.

Mieszanka Megagrip ma być przyczepna na suchych i mokrych skałach, ma być także kompromisem między wytrzymałością i elastycznością. Co mogę powiedzieć. Tyle, że nie mam żadnych zastrzeżeń, ta mieszanka z konstrukcją bieżnika sprawiają, że but trzyma się po prostu wszystkiego, niczym ślimak. Nawet mokrych czy wytartych pni powalonych drzew i kamieni znajdujących się poniżej poziomu wody (np. przy przekraczaniu strumyków). Nawet nie wiecie jaką frajdę i spokój to daje w naprawdę ekstremalnych warunkach. Na skałach ta podeszwa może się tylko poślizgnąć, gdy skała będzie pokryta jakąś średnio-cienką warstew piasku (bo gdy będzie go więcej, lub tyle co nic, to już trakcja powinna zostać zachowana). Co w terenie nie skalistym? Buty oczywiście nie mają tak głębokiego bieżnika, jak buty trekkingowe, jednak zachowują się dobrze. Powiem tak, zachowywały się tak samo dobrze, jak buty stricte trekkingowe Izy, innej marki. Poza i tak dość dobrze rozbudowanym bieżnikiem, na pięcie znajduje się jeszcze więcej jego deformacji, co skutecznie chroni przed poślizgnięciami przy schodzeniu po luźnych kamykach, żwirze, ziemnej czy trawiastej ścieżce. Jedynym problemem jest błoto, głębokość bieżnika jest niska i nie ma dużych szczelin miedzy wypustkami, więc podeszwa szybko się “zalepia” błotem i nie czyści się ona sama, tak, jak potrafią to robić niektóre buty trekkingowe. Po dłuższej chwili chodzimy więc nie bieżnikiem, a samy błotem przyklejonym do buta.

Jeszcze 3 miesiące temu podeszwa była o wiele grubsza.

By Was uspokoić, wytarcie podeszwy nie oznacza, że skończy się żywot butów. Bowiem większość obuwia La Sportiva jest tak skonstruowana, że można je „przepodeszwować”, tłumacząc dosłownie z języka angielskiego, czyli wkleić nową podeszwę. Niestety polski dystrybutor La Sportiva nie posiada żadnego autoryzowanego punktu do takiej usługi. Musicie znaleźć taki punkt sami, jednym z nich jest http://friction.pl/cennik.php albo udać się do któregoś z autoryzowanych punktów zagranicznych. Oto ich lista https://www.lasportiva.com/en/authorized-resolers

WYGODA

Dla mnie TX4 są jak druga skóra. Należy jednak pamiętać, że każdy ma inną budowę stopy. Wielu osobom dobranie odpowiedniego rozmiaru w numeracji La Sportivy sprawia trudności. Ale to dlatego, bo każdy model La Sporitva – w zależności od przeznaczenia: alpinizm, wspinaczka, bieganie, trekking, hiking, a nawet wśród tych grup ma pewne wahania i trochę inną konstrukcję. Przez co rozbieżność rozmiarów może u niektórych osób wynosić nawet cały jeden rozmiar – u mnie to pół rozmiaru. W TX4 mam rozmiar 42,5 i pokrywa on się z większością moich butów. Niektóre jednak modele La Sportivy są dla mnie dobre w roz. 43, a żadnych innych butów nie miałem nigdy w tym rozmiarze.

Te różnice wynikają z tego, że każdy rodzaj aktywności wymaga innych parametrów od buta (buty podejściowe powinny być bardziej dopasowane i twardsze, a buty trekkingowe, w których przyjdzie nam czasem maszerować nieprzerwanie przez kilkanaście dni, muszą dostarczyć stopie więcej luzu i amortyzacji, itd., itd.). Faktycznie La Sportiva mogłaby popracować nad zmianą sposobu produkcji butów, by jeśli ktoś już odnajdzie swój rozmiar, to mógł w ciemno kupować inne modele. Myślę jednak, że wariacja jest dobra, bo każdy może znaleźć produkt idealny pod siebie, bo gdy ktoś już odnajdzie swój krój i rozmiar w La Sportiva, to uzna je za jedne z najwygodniejszych butów, jakie miał na stopach. Gdy kupowałem TX4, przymierzałem dziesiątki innych butów: Millet, Scarpa, Zamberlan, Salewa, North Face, Hanwag, i w każdym coś mi przeszkadzało. Gdy pierwszy raz założyłem TX4, to było dziwne uczucie, bo poczułem … nic nie poczułem. Nic mnie nie uwierało, nic nie było za twarde, nic za sztywne, nic za luźne, nic za cienkie, nic za grube. Tak, jakby te buty były uszyte na wymiar dla mnie. Z czego to wynika?

Poza całą masą technologicznych rozwiązań, których nie widać gołym okiem (system Impact Brake System – czyli specjalne ukształtowanie, nachylenie i rozłożenie bieżnika w podeszwie, które zmniejszają przeciążenia przy schodzeniu i wchodzeniu o nawet 20% względem butów bez tego systemu oraz system STB – czyli wstawki z twardego plastiku stabilizujące buty po bokach i na pięcie, jednocześnie nie odbierającą im elastyczności) model TX4 zawdzięcza to także bardzo przyjaznemu dla stopy kształtowiczyli dużej ilości przestrzeni dla palców i przedniej części stopy.

Jednocześnie but jest tak skonstruowany, że wciąż umożliwia precyzyjne wciśnięcie stopy w malutką szczelinę czy stopień skalny. Buty podejściowe innych firm często charakteryzują się spiczastym czubkiem i ściskaniem palców, by właśnie to wciskanie umożliwić. Zresztą dużo producentów robi to też tylko dlatego, że buty wtedy ładniej wyglądają. Mylicie się, jeśli sądzicie, że ta szerokość TX4 utrudnia wspinaczkę. W praktyce okaże się, że ją wręcz ułatwia, bo zamiast wisieć całym swoim ciężarem na palcach, możemy oprzeć większa płaszczyznę stopy, co da odpocząć całemu ciału. Taka budowa gwarantuje też więcej gumy stykającej się ze skałą, gdy musimy zrobić kolejny krok, opierając się jedynie na płaskiej, mocno nachylonej płaszczyźnie. A jeśli już trafimy na stopień/szczelinę, gdzie naprawdę nie ma miejsca, to możemy wykorzystać “dziób” buta w okolicach dużego palca, wymaga to tylko odrobiny innego ułożenia stopy.

Widok z 4700 m.n.p.m z wulkanu Rumiñahui na najsławniejszy w Ekwadorze wulkan, i cały park narodowy, Cotopaxi.

 Ten but wygląda tak… prosto, a jednocześnie jest przemyślany i dopracowany w każdym detalu. Spójrzcie np. na otok po bokach, czy widzicie te delikatne nacięcia, czy raczej miejsca, gdzie użyto odrobinę cieńsza warstwę wzmocnienia? Detal, którego na początku nie widać, albo może wydawać się elementem ozdobnym.

ani śladu rozklejania się materiałów, nawet w najbardziej newralgicznych miejscach

Gdy przyjdzie nam jednak się wspinać i wyginać przednią część stopy w poszukiwaniu oparcia w skałach, nawet przez chwilę dzięki tym nacięciom nie odczujemy niewygodnej sztywności buta. But po prostu robi to, co wasza stopa i w żaden sposób was nie ogranicza.

Nie każdy rozumie frajdę trudności szlaku. Niektórzy idą w góry i myślą, że potrzebują buta “traktora”, który ochroni ich przed wszystkim “co czyha na szlaku”. Jednak gdy ktoś już trochę w tych górach czasu spędzi, zrozumie jaką frajdę daje pokonywania szlaku, czucia go, im on trudniejszy, tym więcej frajdy, a wysokie, toporne, ciężkie czy zbyt zamortyzowane lub zbyt chroniące stopę buty tą frajdę odbierają. Jak by to wytłumaczyć… to jak tańczenie w kaloszach, albo pływanie w czepku, albo zasypianie przy swojej partnerce/partnerze ubranym w 2 swetry, zamiast przy dotyku gołej skóry. Kiedy coś robisz i naprawdę to lubisz, chcesz to czuć całym sobą.

Nie dajcie sobie wmówić, że na wyprawę w góry typu Tatry potrzebujecie buty “do” lub “za” kostki. Oczywiście, potrzebujecie, jeśli idziecie z bardzo ciężkim plecakiem, albo w wysokim śniegu lub w fatalnych warunkach atmosferycznych (chociaż problem rozwiązać mogę stuptuty). Zadaniem butów wysokich jest wspieranie stawu skokowego i mięśni dolnych partii nóg przy dużym obciążeniu. Na 1- czy 2-dniową wycieczkę, z małym plecakiem takie buty są zbędne. Jeśli zakładasz wysokie buty, bo boisz się, że skręcisz nogę, to tylko dlatego, że pewnie nie próbowałeś/próbowałaś nigdy chodzenia w butach niskich. Znaczy też, że nie umiesz do końca chodzić po górach. Czemu tak uważam? Otóż wysokie buty często wręcz grożą większa kontuzją niż niskie. W niskich i lekkich butach czucie podłoża: jego nachylenia, punktów podparcia itp. jest dużo lepsze, niskie buty gwarantują też większa swobodę i przyspieszają czas reakcji w nagłej sytuacji, np. poślizgu czy utraty równowagi. Chodząc w niskich butach udoskonalicie swoje umiejętności. Zaczniecie chodzić szybciej i pewniej. 

Należy także zauważyć, że wiele modeli niskich butów, ma tak skonstruowane wcięcie na kość stawu skokowego, że jest ono lekko podwyższone i wystarczająco podpiera staw, by zapobiec delikatnym skręceniom. Tak też właśnie jest w modelu TX4.

Jak już jesteśmy przy okolicach kostki, to w TX4 wyróżnić wypada lekko przekrzywiony, asymetryczny język, który dzięki swojemu kształtowi w żaden sposób nie uciska w przód stawu skokowego. Można mu jedynie zarzucić, że nie jest połączony z resztą buta poprzez zszycie, co budzić może obawy o przedostawanie się przez tę szczelinę woda, kamyczki i pył. Jednak przy właściwym zawiązaniu, but staje się bardzo szczelny na takie drobne zanieczyszczenia (jedynie woda pozostaje zagrożeniem), jednocześnie wyeliminowane zostały wszelkie wewnętrzne fałdy i zagniecenia języka, które mogą drażnić.

Bardzo wygodne jest też wykończenie, które otula staw skokowy – ten czarny materiał. Jest miękkie i elastyczne. Przy maksymalnym wygięciu stopy w pozycję pionową, w żaden sposób nie wżyna się w tylną cześć kostki, zamiast tego zgniata się „mięciutko”.

Otok ochraniający po bokach oraz palce jest perfekcyjny, co już zasygnalizowałem. Dodam tylko, że w wielu butach innych firm otok przypomina bardziej swoimi właściwościami oponę samochodową. Ten w TX4 nie w sobie nic z takiej oponiarskiej „ciężkości” czy „sztywności”. Tylko na samym czubku jest trochę bardziej gumowy i mocny, chociaż wielu osobom i tak może się wydać za miękki, wręcz lichy. Jednak ta miękkość powoduje idealnie pochłanianie siły uderzenia. A wielkość tej części nie jest ani za duża, ani za mała, po prostu wystarczająca do ochrony palców, które najbardziej narażone są na bezpośrednie uderzenie o kamienie, korzenie itd. Cała reszta otoku jest elastyczna niczym skóra, z którą jest złączony. Otok bardzo skutecznie chroni but przed uszkodzeniem, a stopy przed uderzeniem spadających kamieni. Sama skóra również jest materiałem, który bardzo dobrze amortyzuje uderzające małe kamyczki i kamienie.

Do wygody buta należy dodać jeszcze bardzo niską wagę (producent podaje 370 gram dla roz. 42, moje buty w roz. 42,5 ważą 380 gram) oraz użycie skóry, która jest materiałem gwarantującym dopasowanie do kształtu stopy (bo jeśli trzeba, to się trochę rozciągnie).

Lepsze dopasowanie TX4 jest także możliwe poprzez sięgające nisko sznurówki – niczym w butach do wspinaczki, które pozwalają maksymalnie ciasno związać buta. Najlepsze jednak jest to, że system wiązania, jest jedną, zintegrowaną całością, która otula stopę równomiernie na całej swojej długości. Osiągnięto to poprzez zastąpienie klasycznych “oczek”, jedną, nieprzerwaną nigdzie, nylonową linką, która stanowi wszystkie szczeble sznurowadeł. Ta sama linka dochodzi aż do pięty, dzięki czemu regulować można stopień ściskania piętyJednocześnie ta sama linka pełni rolę troczka ułatwiającego zdejmowanie i zakładanie butów, czy umożliwia ich podpięcie do plecaka. Inne firm wymyślają jakieś dziwaczne systemy, przeganiają się w nadawaniu im jeszcze dziwaczniejszych nazw i robią z tego super hiper element marketingu i technologicznej innowacyjności. Tymczasem La Sportiva wykorzystała „zwykły” sznurek. Nie nazywa go super, hiper systemem, a sprawdza się wyśmienicie. Ten sznurek jest dla mnie idealną metaforą podejścia La Sportiva do tworzenia butów – innowacyjność z zachowaniem prostoty. 

Przykładowo, w swoich innych butach – modelach Stream i Spire, La Sportiva zrobiła dziury po bokach podeszwy, oraz wewnątrz buta – pod wkładką oraz kanały do tych dziur, przez które but zasysa świeże powietrze i jednocześnie wypycha nagrzane z wnętrza. Dziury zabezpieczone są wodoszczelną membraną Gore-Tex – to chyba najlepsze wykorzystanie technologii wodoodpornych membran, jaki widziałem dotychczas w odzieży turystycznej.

Wróćmy do TX4. Co jeszcze można powiedzieć o zaletach tego “sznurkowego” rozwiązania? A no tyle, że sznurek zapewnia większe tarcie niż metalowe oczka, dzięki czemu sznurówki nie mają tendencji do luzowania się i cofania między kolejnymi rzędami, co ułatwia wiązanie i umożliwia wielogodzinne noszenie buta bez konieczności – poprawiania. Tutaj jednak duże rozczarowanie samą sznurówką, która rozwiązuje się z klasycznej kokardki, bardzo łatwo. Jeśli więc faktycznie nie chcemy co chwilę poprawiać butów, wymagają one zakończenia sznurowania bardziej specjalistycznym węzłem, lub chociaż podwójną kokardką, która jednak po kilku godzinach również się luzuje. Zawiązanie lepszego węzła utrudnia „krótkość” sznurówek.

ODDYCHALNOŚĆ

Buty oddychają bardzo dobrze. Zawdzięczają to wykonaniu ze skóry zamszowej, która ma bardzo dobre właściwości pod tym względem, a dodatkowo jeszcze u La Sportiva punktuje jakość tej skóry. (drobna uwaga do wszystkich wegan – nie traktujcie z góry buta zrobionego ze skóry jako największa zbrodnię, bo zastanówcie się, ile świństw dla natury wytwarza się przy produkcji wszystkich sztucznych materiałów, a często żywotność butów ze sztucznych materiałów jest o wiele krótsza niż butów skórzanych. Jeśli to nie przekonuje to do wyboru jest model TX3 z siatki mesh).

W butach przeżyłem brazylijskie upały, sięgające 45 stopni i dużej wilgotności. Wiadomo, nie było perfekcyjnie, ale w połączeniu z dobrą skarpetką bez problemu mogłem nosić buty przez długie godziny. Moje stopy zaczęły się poważnie grzać, gdy buty totalnie zalepił drobniutki pył wulkanicznym w Ekwadorze. Po upraniu butów oddychalność się poprawiła, ale wciąż nie było tak, jak poprzednio. Dopiero, gdy nawilżyłem buty odpowiednim preparatem, wróciła ona do normy.

Mimo bardzo dobrej wentylacji, skóra jednocześnie bardzo dobrze chroni przed chłodem z zewnątrz. Jednak nie ma co rozwijać tego wątku, bo odczuwanie ciepła to zbyt indywidualna kwestia. Wiele zależy też od jakości używanych skarpetek.

 Jeśli jednak ktoś chce coś jeszcze bardziej lekkiego i przewiewnego, lub ze względów etycznych nie chce używać skóry naturalnej, to występuje model TX3, który jest idealną kopią TX4 tylko z cholewką wykonaną z siatki mesh. Jest on także odrobinę lżejszy, ale zaledwie o jakieś 20-25 gram na jednym bycie. 

tak wygląda praca przy Futrzaku :), już chcesz robić zdjęcie, a tu ci się wpycha wielki, mokry nos

ODPORNOŚĆ NA WODĘ

Moje TX 4 są bez jakiekolwiek membrany wodoszczelnej (ten model występuje też w wersji z membraną Gore-Tex, jest też model TX 5 z membraną oraz model TX-TOP z membraną i dodatkową osłoną na zewnątrz buta). Po poprzednich butach, marki North Face, które oddychały okropnie z wbudowanym goretexem, no i nieświadom naszej wyprawy, zdecydowałem się na buty bez membrany. Jak teraz to analizuję, to chyba musiałem mieć jakieś chwilowe zaćmienie mózgu. Nawet jeśli zostalibyśmy w Polsce, to powinienem pamiętać, że membrana uratowała mi, może nie życie :D, ale samopoczucie nawet w środku lata, np. w Gruzji, gdy szliśmy przez szlak pokryty ogromną ilością kałuż, w których większość woda wymieszana była z krowimi odchodami. Membrana byłaby zbawienna nawet w upalnej Brazylii, gdzie w połowie dnia następuje potężne urwanie chmury i po ulicach płyną wręcz małe potoki.

Jak mnie już złapie deszcz lub woda, to jest kiepsko. But przesiąka błyskawicznie, czasem wręcz czuje, jak przez skórę przesiąkają pojedyncze krople deszczu. Na szczęście but też bardzo szybko wysycha. Zazwyczaj wystarczą 3 godziny ich leżakowania, by dało się je dość komfortowe nosić. Jeszcze szybciej wysycha na nodze, a dzięki dobrej oddychalności skóry zamszowej, nie kończy się to dramatycznym kiszeniem stopy.

Docenić za to można jakość łączenia podeszwy z otokiem i górną częścią buta, które zapewnia, że woda nie dostaje tędy do wnętrza – przynajmniej nie robi tego w tempie błyskawicznym w razie wdepnięcia w kałużę. Skóra w TX4 jest naprawdę dobrej jakości, więc pewnie dobrą wodoodporność można osiągnąć poprzez użycie dużej ilości dobrego impregnatu.

AMORTYZACJA:

Amortyzację należy rozumieć jako amortyzowanie sił przy stawianiu kroków, jak i tłumienie nierówności podłoża.

Buty bardzo dobrze amortyzują piętę, jednocześnie nie zapadamy. Bezboleśnie jestem w stanie w nich nosić 20-kg plecak. Amortyzacja przedniej części jest już trochę mniejsza , ale to niezbędne do czucia podłoża. Po wielu godzinach marszu można czuć lekki ból przedniej części stopy, bo but nie zapewnia dodatkowego wsparcia stopie w tej części – w sensie nie ma żadnego systemu, jak np. lekko wyprofilowana kształt podeszwy (tzw. drop), który wspomagałby przetaczanie stopy w krokach. TX4 są niemal całkowicie płaskie. No i choć zastosowana amortyzacja jest dobra, to nie sprawdzi się przy naprawdę długich trasach po nierównym terenie, bo jest za mała, bywygłuszyć” wszystkich nierówności. But też jest bardzo elastyczny, więc palce i przednia cześć stopy wyginają się „w pełni” przy każdym kroku, co jest męczące przy długich dystansach. Jeśli jednak chodzi o chodzenia po wyższych górach, to buty są wręcz idealnym złotym środkiem między amortyzacją a czuciem podłoża. Zachowanie pewnej twardości jest też zdrowsze dla prawidłowego funkcjonowania stóp. Tymczasem wielu producentów obuwia ma teraz manię maksymalnego amortyzowania, jakbyśmy chodzili po łóżku wodnym.

PODSUMOWANIE:

TX4 to nowoczesne rozumienie buta podejściowego, a może jednak ulepszone hikingowego… hmm… Tak czy inaczej, posiada w sobie najważniejsze cechy butów podejściowych uzupełnionych o rozwiązania z butów trekkingowo/hikingowych. Czyli jednocześnie twarda podeszwa o płaskim profilu, która umożliwia czucie podłoża po którym się wspinamy, możliwość ciasnego dopasowania i kształt pozwalający zachować precyzję i swobodę kroków oraz odporność konstrukcji, a jednocześnie jej metaforyczną “lekkość”, wygodę dla stopy przy kilkugodzinnym noszeniu, amortyzację i bieżnik umożliwiające wielogodzinny marsz.

Buty są idealne dla tych, którzy wiedzą konkretnie czego chcą i mają duże górskie doświadczenia, i będą potrafili wykorzystać je do granic ich możliwości. Jak i dla tych, którzy do końca nie wiedzą lub dopiero zaczynają swoje przygody w górach, albo dla tych, których nie stać na posiadanie kilku par butów: lekkich trekkingowych, podejściowych, do wspinaczki skałkowej czy halowej (pod warunkiem, że nie jest to wspinaczka w szczelinach i stopniach wielkości paczki zapałek :D). Nazwałbym więc buty TX4 butami wszelkiego górskiego zastosowania do granicy 3000-3500 metrów nad poziomem morza w górach typu Alpy, Kaukaz, Tatry (w sezonie ciepłym) ale także wyżej na wszelkich górach w cieplejszym klimacie np. azjatyckie wulkany i góry w okolicach równika.

Jedyne, czym na pewno nie są, to butem turystycznym do ciężkiego trekkinguczyli w moim rozumieniu butami do wielogodzinna noszenia z dużym obciążeniem. Choć u mnie się jako takie sprawdzają, tak samo, jak wszedłem w nich na 4600 metrów w delikatnym śniegu. Jednak tylko dlatego, że nie miałem alternatywy. Aczkolwiek istnieje model TX4 w wersji pół wysokiej (tj. dochodzącej do stawu skokowego), który już takim butem może być (aczkolwiek wciąż pozostają pewne braki podeszwy i niewystarczające podparcie stawu skokowego).

KILKA SŁÓW O MODELU LA SPORTIVA TX 5

Dlatego jeśli nie potrzebuje perfekcyjnej precyzji we wspinaczce, a więcej robimy trekkingów, lepszym wyborem może być model TX5, czyli niemal w całości TX4 , ale już w wersji w pełni wysokiej i ze zmodyfikowaną podeszwą, która jest odrobinę bardziej toporna w wyczuciu, ale daje więcje przyczepności w zróżnicowanym terenie. To właśnie tego modelu teraz używam. Mimo że to niemal identyczna konstrukcja, polecam go kupić o pół rozmiaru większego niż TX4, ponieważ ochrona palców wykonana jest z twardszej mieszanki, wykonany jest ze skóry licowej – a nie nubuku – oraz masywniejsza i bardziej sztywna konstrukcja podeszwy, sprawiają, że but rozciąga i dopasowuje się mniej mniej niż TX4).

Jeśli ktoś z kolei szuka takiego buta do wycieczek w warunkach bardziej ekstremalnych, czyli deszcz, śnieg, to dostępny jest model La Sportiva TX-TOP. Żaden z tych butów nie będzie jednak dobrym wyborem do wycieczek w lodzie. Problemem będzie podeszwa, która jest zbyt elastyczna i zbyt miękka do wygodnego zintegrowania z rakami. Aczkolwiek TX4, TX5 i TX3 dobrze sprawdza się w warunkach wilgotnych i deszczowych, jeśli połączymy je ze stuptutami (dzięki bardzo nisko schodzącym sznurówkom w butach, podpięte do nich stuptuty ochronią prawie całego buta).

TX4, jak i WSZYSTKIE WYMIENIONE MODELE WYSTĘPUJĄ TAKŻE W WERSJI KOBIECEJ https://www.lasportiva.com/en/approach-footwear-woman

Pozostałe uwagi:

na początku but za mało trzymał mi piętę – ale to pewnie zależy już od kształtu stopy danej osoby. Dało się to także mocno poprawić naciągnięciem linki na pięcie, ale wciąż nie było do końca wzorowo Na szczęście po kilku dniach użytkowania buty dopasowały do moich pięt,

nie wiem, jak rozwiązana jest konstrukcja języka w wersji z membraną Gore-tex, ale jeśli tak samo jak tutaj, tzn. brak zszycia z butem na całej swojej długości., to należy na to uważać przy głębszych kałużach,

– świetny wygląd – agresywny, nowoczesny, jednocześnie prosty, harmonijny, bez żadnej krzykliwości i rażenia w oczy. Jeśli ktoś jednak woli, może wybrać bardziej wyraźne kolory – czerwony, żółty, jasno-niebieski  

Jeśli doceniasz pracę, jaką włożyliśmy w stworzenie tego obszernego poradnika, znacząco on Ci pomógł lub czytanie naszego bloga jest dla Ciebie najzwyczajniej… przyjemnością, to będziemy ogromnie szczęśliwi, jeśli zdecydujesz się nam odwdzięczyć i kupić komiks naszego autorstwa – szczegóły o nim przeczytasz TUTAJ.

Pierwsza autostopowa podróż w 2014 r. całkowicie odmieniła nasze życie. Ale gdyby nie Snupi, to nigdy by do niej nie doszło i nigdy nie powstałyby „Podróże z Pazurem”. O tym, a także o rozpoczęciu w 2017 r. ciągle trwającej wyprawy dookoła świata, opowiada 1. odcinek KOMIKSU

Możesz także wykonać darowiznę. Ten blog od strony czysto finansowej to dla nas spory wydatek, a nie źródło realnego dochodu (o czym poczytać możecie TUTAJ). Pomóż nam go prowadzić. Każda złotówka się liczy i nawet taką kwotę możesz przekazać. Jeśli każdy, kto skorzystał z naszych poradnikowych artykułów, przelałby zaledwie po „tej 1 złotówce”, to zebralibyśmy w ten sposób ponad 20 tys. zł. Co, przy naszym sposobie podróżowania, starczyłoby na blisko rok życia w trasie i możliwość przecierania szlaku dla kolejnych psi podróżników. Tak, jak uczyniliśmy to tym artykułem.

  • możesz wesprzeć nas poprzez platformę Patronite https://patronite.pl/podroze-z-pazurem
  • jeśli wolisz poprzez bezpośredni przelew na konto bankowe 62 1090 1014 0000 0001 3754 5690 Izabella Miklaszewska, w tytule darowizna (według polskiego prawa, każda osoba fizyczna może każdej innej wykonać darowiznę).
  • możesz to zrobić także poprzez PayPal – na to samo nazwisko i odnośnik do naszego konta paypal.me/zpazurem

Za darowizny znacznie przekraczające symboliczną wdzięczność, będziemy wysyłać różne podziękowania, o czym dokładnie poczytać możesz na stronie PatroniteNp. zaproszenie do „tajnej” grupy, gdzie możesz być z nami w stałym kontakcie,  zadać bardziej skomplikowane i indywidualne pytania. Czy to poprosić o pomoc w doborze sprzętu, czy poradę ws. podróżowania z psem, z plecakiem, w trudne tereny, w góry… Zapytać o kulisy prowadzenia bloga, czy poprosić o wskazówki do rozpoczęcia/prowadzenia swojej twórczości. Inna opcje, to że do Ciebie zadzwonimy z miejsca, gdzie aktualnie jesteśmy, umówimy się na spacer, a może nawet dołączysz do nas na jakimś etapie wyprawy i nauczymy Cię wszystkiego, co potrafimy. Dziękować też będziemy m.in.  przypinkami (tzw. button) lub magnesami na lodówkę z otwieraczem do kapsli z grafiką naszego bloga (zdjęcie poniżej).

3. Wesprzeć nas także możesz poprzez zakup koszulki/bluzy z wzorami naszego autorstwa w sklepie Power Canvas (20% zysku z nich idzie do nas).

Z projektu bluzy jesteśmy najbardziej dumni, ale są także 3 zacne wzory koszulek. Wszystko w wersji damskiej i męskiej TUTAJ

 

Snupi się pyta, gdzie są jego butki?!  😀

 

Pidżama party – czyli trochę o odzieży termoaktywnej

Pidżama party – czyli trochę o odzieży termoaktywnej

bt_patagoniaKilka osób pytało się nas “Jakie rzeczy trzeba ze sobą koniecznie zabrać na dłuższą wyprawę?“. O tym co potrzebne dla psa, pisałem tutaj. Jeśli chodzi o ludzi, to odpowiedź jest już trudniejsza, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia i potrzeby.  Jest jednak kilka przedmiotów, które uważamy za ogromnie użyteczne, np. latarka – czołówka, jakieś nakrycie głowy, butelka z wygodnym otworem i wbudowaną  miarką (np. firmy Nalgene)… no i ona – odzież termoaktywna, której poświęcony jest ten wpis.

Snupi ma swoje futro, które sprawdza się idealnie niemal w każdych warunkach. Poci się tylko przez łapy, a gdy jest bardzo zimno, jemu wciąż jest ciepło, bo nieustannie biega w tę i z powrotem, podtrzymując wysoką temperaturę ciała (o tym jak genialną konstrukcję ma psie futro możecie poczytać na początku tego wpisu, albo poszperać w internecie). My, ludzie, niestety musimy wspierać swoją skórę dodatkowymi warstwami ubrań.bt_szwajcaria-szczytJa powoli staję się świrem na punkcie odzieży termoaktywnej. Najchętniej chodziłbym tylko w niej. Niestety nikt jeszcze nie wprowadził na rynek termoaktywnych eleganckich koszul i dżinsów :D. Jednak spodni i koszulki termoaktywnej używam już jako piżamy i, nie, nie używam jej do spania gdzieś wysoko w górach, tylko w moim własnym łóżku w mieszkaniu.

Tak polubiłem odzież termoaktywną, bo naprawdę się sprawdza i znajduje dla niej zastosowanie w ogromnej ilości czynności. Nawet takich, które nie wiążą się z uprawianiem sportów. Przykłady? Zaraz przykłady, najpierw postaram się wyjaśnić, co oznacza ta cała „termoaktywność”?

bt_s-speer
Na drugim zdjęciu krzyż, na tym też krzyż, zaraz wyjdziemy na jakiś katofaszystów 😀

Ubrania termoaktywne są stworzone ze sztucznych włókien, których zadaniem jest poprawa (względem odzieży w całości bawełnianej czy wełnianej) takich  właściwości jak: przewiewność (izolowanie od wiatru), oddychalność (przepuszczalność pary wodnej wytwarzanej przez organizm), ilość wchłaniania potu, następnie prędkość jego wyparowywania. Dzięki temu, odzież reaguje na zmiany temperatury naszego własnego organizmu (np. wraz z intensywnością podejmowanego wysiłku fizycznego), jak i temperatury otoczenia, w którym przebywamy. Trudno to wszystko wytłumaczyć, bo składałby się na to wykład o sposobie odczuwania przez ludzkie receptory zimna i ciepła, wilgotności (której tak naprawdę nie potrafimy odczuwać, jej rozpoznawanie jest połączeniem odczuć receptorów temperatury i nacisku – dotyku). O funkcji naszego potu. Kolejny o wpływie wilgotności powietrza i wiatru na odczuwanie przez nas temperatury. O tym jak zbudowane są włókna w bieliźnie termoaktywnej. To wszystko zajęłoby z 10 stron (fragment wyjaśnień znaleźć można tutaj). Uogólniając, odzież termoaktywna świetnie izoluje od warunków zewnętrznych, jednocześnie odpowiednio reguluje transport potu z powierzchni naszej skóry do kolejnych warstw odzieży i na zewnątrz. Pot w jednych warunkach sprawia, że jest nam zimno – tak jak krople wody na nas, gdy wychodzimy z kąpieli, a raz sprawia, że jest nam za ciepło, gdy nie może odparować i robi się go za dużo, zalepia naszą skórę i zwiększa wilgotność pod ubraniami, co utrudnia cyrkulację powietrza i zdolność naszej skóry do oddychania. Najlepiej działanie takiej odzieży po prostu na sobie sprawdzić. Wiele osób jednak nie widzi sensu w jej używaniu. Według mnie są tego 4 podstawowe powody:

  1. Część osób po prostu nie wie o jej istnieniu i zaletach, jakie daje, albo w te zalety nie wierzy – „No bo jak sztuczne (skojarzenie – plastik) włókna mogą oddychać lepiej od naturalnych. Zawsze mi mówili, że noga lepiej oddycha w bucie skórzanym, a nie jakimś plastikowym”. Wiele osób przekonany jest też, że bielizna termoaktywna jest przydatna tylko w niskich temperaturach.
  2. Uważa, że bielizna jest zarezerwowana tylko dla profesjonalistów, bo tylko oni potrzebują ubrań o jakiś super-hiper parametrach. „A ja sam przecież tylko od czasu do czasu wejdę na jakąś górę, wyskoczę na rower”.
  3. Uważa ją za „obciachową” do noszenia. Wynika to ze zwykłych kompleksów – taka odzież ściśle przylega do ciała, a przecież mało kto z nas ma sylwetkę kulturysty (a dziewczyna jakieś gwiazdy Hollywoodu), więc boimy się, że będziemy w takiej odzieży wyglądali nieatrakcyjnie, bo podkreśli wszystkie niedoskonałości.
  4. Uważa ją za „obciachową”, bo jest na niej zazwyczaj wielkie logo producenta i występuje w jakiś rażących kolorach, przez co będziemy wyglądali jak klaun.

bt_gruzja
Niewiele się zmieniliśmy, ale uwierzcie, zdjęcie stare jak świat.

Jeśli kwalifikujesz się do którejś z tych grup, to przeczytaj dalej ten wpis. Bo ja miałem podobne przemyślenia, ale po 6 latach używania ciuchów termoaktywnych, już bym ich nigdy nie oddał.

Przykłady zastosowań (z pominięciem oczywistych, czyli wszystkich sportów):

1.Chociażby wspomniana przeze mnie piżama. W lato, kiedy noce są upalne, spanie w bawełnie jest masochizmem. Pewnym rozwiązaniem jest spanie nago, ale i tak się wtedy pocimy i czujemy ten pot na sobie, a później wycieramy go w pościel. Tymczasem spanie w lato w odzieży termoaktywnej jest do wytrzymania, jest nawet przyjemniejsze niż spanie nago, bo odzież wciąga pot z naszego ciała, nie czujemy się mokrzy, umożliwia jego wyparowanie, zamiast wtarcie w pościel. Zmiana piżamy co kilka dni jest dużo łatwiejsza niż całej pościeli. Nawet przy standardowych temperaturach piżama termoaktywna działa efektywniej od bawełnianej, bo w ciągu nocy temperatura naszego organizmu zmienia się wraz z fazami snu. W odzieży, w której mniej odczuwamy te zmiany temperatury, nie musimy się przebudzać, żeby odkryć się spod kołdry, zamknąć okno itd.

Według mnie przy spaniu zaletą jest też obcisłość takiej odzieży, bo nie lubię luźnych nogawek czy materiału spod pach, które utrudniają mi wygodne ułożenie się. Jeśli ktoś lubi taki luz, to nie problem, bo można znaleźć odzież termoaktywną właśnie do spania, która nie jest tak obcisła, jak ta, do noszenia w ciągu dnia.

2.Gdy jesteśmy narażeni na długotrwałe działanie promieni słońca. Najlepszy przykład – na pustyni, ale równie dobrze w Polsce, gdy musimy w środku lata cały dzień spędzić na dworze. Trudno wytrzymać w ubraniach przy ogromnym nasłonecznieniu, chcemy się też opalić, ale zbyt duża dawka promieniowania UV (zawartego w promieniach słońca) jest szkodliwe dla naszego organizmu (poparzenia to najmniejszy problem, największy to rak skóry). Odzież termoaktywna w jasnych kolorach jest więc idealna do ochrony. Nawet przy 40 czy 50 stopniach możemy założyć koszulkę z długim rękawem. Nawet, jeśli na początku będzie nam cieplej niż bez ubrań, to z upływem minut odczujemy, że jest to przyjemniejsze ciepło niż parzenie skóry promieniami słońca, a już na pewno będzie nam dużo przyjemniej niż w trzymającej wilgoć, tj. pot, bawełnie. Ja w koszulce termoaktywnej z długim rękawem spędziłem każdy dzień na pustyni Atacama.

bt_atacama-chaxa
Iza rumakowała w krótkich rękawkach, a potem chodziła spalona.

bt_atacama

3.Jako dodatkowa warstwa ubrań w zimę przy normalnych czynnościach (dochodzi tutaj cały wątek ubrań termoaktywnych z dodatkiem wełny merino, czyli pozyskanej z rasy owiec Merynos, która świetnie izoluje przed chłodem). Wiem, wiem panowie, kalesony to temat tabu 😀 Każdy z nas będzie się zarzekał, że ich nie nosi, nawet jak zamierza założyć jeansy przy -15 stopniach. Ale uwierzcie mi, dużo mniejszy uszczerbek dla naszego ego, jak kumple zapytają czy mamy kalesony, a my do twierdzącej odpowiedzi będziemy mogli dodać „ale TERMOAKTYWNE!!!” :D.

Po pierwsze termoaktywne kalesony nie „gryzą” i nie powodują uczucia swędzenia, tak jak mają to do siebie wełniane i bawełniane. Poza tym nie przesuwają się, nie zsuwają się z tyłka tak, że co 30 min musimy iść do łazienki i zdjąć spodnie, żeby je poprawić. W takich kalesonach zrobi nam się „za gorąco” dużo później, gdy wejdziemy do ocieplanego pomieszczenia. W praktyce ja często zapominałem, że mam cokolwiek pod spodniami. Iza ma jedne spodnie z dużą domieszką wełny merynosów i chodziła tylko w nich (na to krótka spódnica) przy -30 stopniach w Szwecji. A Iza jest zmarzluchem! W tych samych spodniach chodziła potem po domu przy temperaturze 19 stopni.

bt_szwajcaria-mgla
Niektórzy w kurtkach, a mi wystarczy jeden sweter z wełną merino.

Dodatkowa warstwa nie dotyczy tylko nóg. Cienka bluzka termoaktywna może zastąpić sweter, gdy nie lubimy mieć na sobie za grubej warstwy ubrań. Ja czuję się jak sardynka w puszcze, jak muszę pod zimową kurtkę albo pod płaszcz założyć jeszcze gruby sweter. Co więcej, raczej trudno założyć t-shirt na sweter, tymczasem t-shirt założony na koszulkę termoaktywną dalej wygląda dobrze, więc możemy w środku zimy paradować w swoich ulubionych t-shirtach. Ta sama zaleta dotyczy osób, które na co dzień muszą chodzić elegancko ubrane. Odzież idealnie przylega do ciała, więc nie widać jej np. pod elegancką koszulą u mężczyzny, czy żakietem u kobiety. Poza komfortem termicznym, zyskujemy też komfort ruchowy, bo odzież termoaktywna się nie rozciąga i nie przesuwa, więc nic nam się nie podwija ani fałduje pod naszym normalnym ubraniem.  Odzież termoaktywna jest też dość śliska, więc ubranie wierzchnie się o nią nie zaczepia.

3b.Te cechy sprawiają odzież termoaktywną również idealną do różnych aktywności, które wymagają założenia dodatkowych warstw, czy to ubrań czy ochraniaczy np. jazda na motocyklu, jazda na rolkach, na nartach.

bt_paragliding
Przed lotem paralotnią. Długi rękaw i czarny kolor niwelują trochę chłód wiatru, który jest przecież kwintesencją tego sportu.

 

4.Odzież termoaktywną zakładam też do prowadzenia samochodu, jeśli wiem, że czeka mnie kilka godzin nieustannej jazda. Przy takiej wyprawie plecy i tyłek pocą się od fotela, poza tym odzież termoaktywna zmniejsza problemem zgrania komfortu naszego i pasażerów. Po pierwsze wynika to z tego, że każdy z nas ma inny komfort termiczny, a samochód to mała przestrzeń. Po drugie kierowca się rusza – mało, ale zawsze coś – i jest skupiony, więc jest mu cieplej niż pasażerom.

bt_miasto
Koszulka termoaktywna może wyglądać też całkowicie zwyczajnie.

5.Zwykły długi spacer do lasu. W ciągu kilku godzin pogoda potrafi się zmienić, może przyjść wiatr, deszcz, zachmurzenie. Gdy wiosną i jesienią idziemy ze Snupim na kilka godzin do lasu, zakładamy termoaktywne ubrania. Przy spacerowaniu po lesie w/po deszczu świetnia sprawdza się mój patent, o którym napiszę dalej, a który gwarantuje brak brudnych nogawek w spodniach.


Jak widać okoliczności do wykorzystania odzieży termoaktywnej jest mnóstwo i wcale nie muszą ona być związane tylko ze sportem. Czy w odzieży termoaktywnej wygląda się „obciachowo”. Hmm, odpowiedź zacznę od tego, że my sami z Izą nie wyglądamy jak bogowie Olimpu i nie mamy perfekcyjnych sylwetek, ale przestaliśmy się tym przejmować. Trzeba zadać sobie pytanie – czy ważniejsza jest wygoda czy nasz perfekcyjny wizerunek? Ja wybieram już wygodę. Poza tym nikt, nie ma idealnej sylwetki, tylko postacie z okładek czasopism, po tym jak grafik komputerowy będzie je poprawiał przez godzinę. Oczywiście bielizna termoaktywna najlepiej działa, gdy ściśle przylega do skóry, jednak zawsze możemy kupić rozmiar ciut większy, lub znaleźć modele o luźniejszych krojach. Ja np. kupiłem damskie spodnie w roz. M, bo męskie w rozmiarze S były za małe, a M już za duże. Zawsze możemy też na odzież termoaktywną zarzucić zwykłą luźną bluzkę. Producenci odzieży termoaktywnej robią coraz więcej, żeby każdy znalazł coś dla siebie, a także by odzież poza funkcjonalnością, miała też walory estetyczne. W jednych produktach bardziej stawiają na wygląd sportowy (dodatkowe przeszycia, wyraziste kolory, strefy z grubszego albo niemal prześwitującego materiału), w innych wręcz przeciwnie – na prostotę i stonowanie, a logo jest malutkim napisem. Większość produktów występuje też w kilku wersjach kolorystycznych. Powiedziałbym, że podstawową opcją są co najmniej 4 kolory: czarny, biały/beż, niebieski, czerwony. Firmy dbają też coraz bardziej o płeć żeńską i wprowadzają takie odcienie albo całe kolory (jak fioletowy, miętowy), żeby trafić w kobiece preferencje.

Możemy kupić nawet koszulkę termoaktywną o kroju polo, którą zresztą ogromnie polecam. Bo poza tym, że wygląda schludnie do noszenia na co dzień, to dodatkowo świetnie sprawdziła się podczas mojego ostatniego chodzenia po górach. Krój polo sprawia ją wyjątkowo uniwersalną. Koszulka jest dość gruba, więc byłem pewien, że będzie za ciepła, tymczasem okazało się, że dzięki temu bardzo dobrze wciąga pot i jest w stanie wciągnąć go naprawdę dużo. Przez to nie czujemy, że koszulka jest nim przemoczona, pot przesuwa się daleko od naszej skóry (inne koszulki o cieńszej konstrukcji nie mogą już wciągnąć w siebie tyle potu). Sprawdza się zatem wyśmienicie, kiedy mamy na sobie plecak i skóra pod nim nie ma kiedy wyschnąć od potu, albo wtedy, kiedy jest potwornie gorąco i uprawiamy bardzo intensywny wysiłek. Luźniejszy krój sprawia, że koszulka jest dość przewiewna, dodatkowo przewiewność możemy zwiększyć poprzez rozpięcie guzików w dekolcie i wybranie kroju z krótkim rękawem. Jednocześnie polo jest też idealne, kiedy robi się chłodniej: dzięki swojej grubości dobrze izoluje i chroni od wiatru oraz trzyma ciepło naszego organizmu, gdy zaczynamy wchodzić w wyższe partie gór, albo stajemy na przerwę. No i mamy do dyspozycji kołnierzyk, który możemy postawić i ochrania nasz kark i plecy przed bezpośrednim uderzeniem podmuchów wiatru.

bt_santis
Koszulkę polo mam przez przypadek. Sprzedawca pomylił się przy wysyłce. Dostałem ją, zamiast innej – upatrzonej, ale teraz to moja ulubiona koszulka w góry…

bt_grindelwald

bt_miasto-lucerna
… i wygląda też bardzo schludnie do chodzenia po mieście.

Jak już jestem przy moich odkryciach, to polecę drugi patent – mianowicie noszenie zestawu: krótkie spodnie + kalesony termoaktywne zamiast długich spodni (czy do trekkingu, czy do wszelkich innych sportów). Pod względem wygody taki zestaw bije na głowę każde długie spodnie. Po pierwsze zapewnia dużo większą cyrkulację powietrza i oddychalność. Po drugie nie ma nogawek, które krępują ruch kolana przy bardzo wysokim podnoszeniu nogi. Po trzecie nie obcieramy jedną nogawką o drugą, co eliminuje denerwujący dźwięk i poprawia komfort ruchu. Eliminujemy też problem brudnych dołów nogawek, gdy trafimy w zabłocone tereny, albo spotka nas deszcz. To też zagrywka strategiczna, bo jakby nie patrzeć mamy na sobie dwa potencjalne odpowiedniki spodni. Gdy złapie nas ogromna ulewa możemy zdjąć jedną warstwę i schować ją do plecaka, a gdy przestanie padać, to zmienić z przemoczoną. Tak samo, gdy wpadniemy nogą do potoku, możemy zdjąć mokre kalesony, a wciąż mamy na sobie krótkie szorty, które się nie zamoczyły. No i argument finansowy: dobre długie spodnie trekkingowe to wydatek co najmniej kilkuset złotych, koszt spodni termoaktywnych to ok. 100 zł, a wygodne szorty możemy kupić niemal w każdym sklepie za 50 zł.

bt_gruzja2
Termoaktywne gacie można też wykorzystać jako osłonę głowy 😀 Śmieszne, śmieszne, ale ostatnio koleżanka skorzystała z tego rozwiązania i przyznała “to działa” i z nogawek dodatkowo zrobiła sobie szalik. P.S. Ten różowy plecak, to nie mój 😀

Kolejna rada: radzę unikać czarnego koloru odzieży termoaktywnej. Ma on swoje plusy: nie widać plam i zabrudzeń, jest też najbardziej stonowanym kolorem, ale ma jeden, ogromny minus – ogranicza uniwersalność takiej odzieży. Bowiem czarny kolor pochłania niemal wszystkie barwy światła, w przeciwieństwie do białego, który je odbija. Robi nam się w nim błyskawicznie gorąco, jeśli trafi nam się ładna pogoda z nieźle przygrzewającym słonkiem (światło słoneczne zawiera wszystkie długości fali światła – barwy). Nawet jeśli temperatura jest niska, promienie słońca potrafią nas nieźle przegrzać. Jeśli ktoś takiego efektu potrzebuje, np. wysoko w górach, no to nie ma problemu. Jeśli jednak ktoś zaczyna użytkować odzież termoaktywną, chciałby sprawdzić, jak się sprawuje w różnych warunkach, to powinien poszukać innego koloru.

Poza cechami stricte termicznymi, odzież termoaktywna ma swoje inne zalety:

– jest lżejsza i zajmuje mniej miejsca po złożeniu, co jest ogromnie ważne przy długich wyjazdach i ograniczonym bagażu

– dopasowuje się do ciała, nie jest ani za luźna, ani za obcisła. Nie przeszkadza nam przy czynnościach, które wymagają maksymalnej swobody ruchów i minimalnego rozproszenia naszej uwagi (np. wspinaczka). Materiał sam też się prostuje pod wpływem ciepła naszego organizmy, więc nie jest pognieciony.

– jest bardziej wytrzymała na rozerwania i przetarcia

– wykonuje się ja w technologii bez szwów, co zapobiega otarciom

– sztuczne materiały są antyalergiczne

– często producenci dodają do włókien nici srebra, które powstrzymują rozwój bakterii, co spowalnia brzydkie zapachybt_s-speer-wspinaczka-1Są też minusy, chociaż te ograniczają się raczej do samej eksploatacji:

– niby szybciej wysycha, ale zaleca się ja prać w delikatnych programach, wtedy wirowanie jest niższe, więc wyciągamy odzież bardziej mokrą z pralki. Zatem tracimy trochę tej cechy szybkiego wysychania

– trzeba ją prać w specjalnych płynach, a przynajmniej bez płynów zmiękczających, które mogą zalepić pory i zniszczyć włókna. Nie możemy bezmyślnie nastawić prania, musimy na to poświęcić trochę więcej czasu. Jest to jednak też plus, bo środki do prania odzieży termoaktywnej są  bardziej naturalne niż większość proszków do prania, więc nosimy na sobie trochę mniej szkodliwej chemii, która zawsze zostaje na ubraniach po praniu.


Na rynku jest mnóstwo producentów odzieży termoaktywnej i mnóstwo jej odmian. Wynika to z tego, że występuje cała paleta sztucznych włókien i technologii ich konstrukcji. Każdy powinien się zastanowić, czego najbardziej potrzebuje, albo poszukać produktu najbardziej uniwersalnego.

Przy zakupie najlepiej kierować się rozmiarówką danej firmy. By była odpowiednia dla naszej sylwetki. W moim przypadku często rozmiar M jest u o wiele za duży pod pachami i na plecach (mam 180 cm wzrostu, ale tylko ok. 70-72 kg), a S jest za ciasne i za krótkie. Z kolei na Izie często rozmiary najmniejsze już wiszą (160 cm, 46 kg). Dlatego im więcej dostępnych rozmiarów jest w ofercie danej firmy, tym lepiej.

Warto poszukać też firmy, która ma duży wybór kolorów i wzorów. Jak wspomniałem możemy kupić nawet polo, piżamę, czy zwykłe majtki, ale też grubszą odzież z wełną merynosów, koszulki bez rękawów, krótkie spodenki, odzież stworzoną pod konkretny sport, czapki, rękawiczki… kilkaset produktów do wyboru. Dobrze więc ją mieć w różnych kolorach, by łatwiej odróżniać ją od siebie, no i nie chodzić codziennie w tym samym kolorze 😀

P.S. Bielizna często dostarczana jest w bardzo ładnych i porządnie wykonanych pudełkach, więc idealnie nadaje się na prezent.

Gdybyście mieli jakieś pytania, piszcie śmiało.

bt_s-mythen
Niby “oczojebny” kolor, a jednak ładny i idealnie kontrastuje na otwartej przestrzeni