CO ROBIMY ZE ŚWIATEM?!

CO ROBIMY ZE ŚWIATEM?!

Ci, którzy obserwują nas stale na social mediach, albo byli na naszych prelekcjach, mogli się już przekonać, jak ważna jest dla nas kwestia dbania o naturę. Usłyszeć o tym, jak destrukcyjny wpływ ma działalność człowieka oraz o tym, jak wyraźnie widzieliśmy to w ostatnie 3 lata podróży po różnych zakątkach świata.

W Europie ten widok jest zacierany pozorami reagowania i dbania. Przez władze, rządy i wszelkie instytucje reagowania w sposób o wiele za wolny, niewystarczający, nieadekwatny. Tylko do momentu, aż nie wywoła to za dużych sprzeciwów biznesu i szarych ludzi, którzy nie mają odpowiedniej i pełnej wiedzy. A przez te biznesy poprzez spychanie problemu dalej, do obcych — mniej rozwiniętych — krajów (otwierania tam linii produkcyjnych, wysyłania tam niektórych rodzajów odpadów, wykupywania tamtejszych praw do połowów, wydobycia surowców itd.). Przy jednoczesnym zaśmiecaniu tych krajów w sposób bardziej pośredni — traktowania jako rynki zbytów swoich produktów, równe rynkom krajów cywilizowanych. Wciskania im tych produktów i konsumpcjonizmu za wszelką cenę —  cenę rosnącego z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc — zysku (coca colę w plastikowej butelce i chipsy kupicie wszędzie, nawet w środku amazońskiej dżungli i na najodleglejszych wyspach na oceanie, a nikt z tych miejsc śmieci nie zabiera). Wciskania stylu życia, którego oni nigdy nie dostaną, nie wprowadzą i nie zrozumieją, bo widzą tylko jego strzępy. Na dodatek wydaje się niektórym z nas, zwykłym ludziom, że to nas nie dotyczy. Poniżej wyjaśnimy, jak bardzo wszyscy jesteśmy winni.   

100 lat temu było zaledwie 1,5 miliarda ludzi na całym świecie — 1/5 tego, co jest teraz. Ale to nie przeludnienie, samo w sobie, jest powodem. Powodem jest to, że my: Europejczycy, Amerykanie z USA, obywatele jeszcze kilku rozwiniętych krajów, lub tylko poszczególnych ich regionów (np. w Australii czy Japonii), lub wyłącznie wąskie grono bogaczy w pozostałych krajach, jesteśmy elitą świata i konsumujemy najwięcej, o wiele za dużo. Musicie zrozumieć, że chociaż czujemy się biedakami Europy, a we własnym kraju większość z nas ubogą klasą średnią, to i tak wszyscy należymy do królów życia. Należymy do małego procentu ludzkości (około 1,5 mld z ponad już 7,5 mld wszystkich ludzi żyjących obecnie na Ziemi), którego komfort i zachcianki zaspokaja cała reszta globu z katastrofalnym dla niego skutkiem.  Już w 1999 r. oszacowano, że 16% najbogatszej części ludzkości konsumuje około 80% wytwarzanych zasobów. A kolejna przerażająca liczba jest taka, że już tylko 30% powierzchni planety stanowią tereny dzikie – nieobjęte bezpośrednią działalnością człowieka, 70 lat temu było to ponad 60%.

I wciąż chcemy konsumować coraz więcej. Jednocześnie jesteśmy właścicielami firm, albo pracujemy dla firm, które interesuje tylko to, by zarobić jak najwięcej, by produkcja była jak najtańsza. Dlatego wszystko produkujemy w niedorozwiniętych krajach. Czemu tam jest taniej? Bo cała produkcja odbywa się bez poszanowania środowiska i norm ustanowionych w celu jego ochrony oraz bez poszanowania praw ludzi, tam żyjących. Wykorzystujemy zacofanie miejscowej ludności i krajów jako całości, do których sami doprowadziliśmy setkami lat kolonizacji. Ich nędze, by płacić im mniej. Każdy z nas nagina swoje etyczne i moralne zasady, ukrywa je, zaciera i spycha gdzieś głębiej. Wyłącza chęć zdobycia wiedzy i świadomości, byle tylko mieć taniej swoją wymarzoną rzecz, produkt z supermarketu, albo być lepszym pracownikiem, który generuje lepsze zyski dla swojego pracodawcy, bez żadnych wyrzutów sumienia.

Wielu ludzi sądzi, że jak czegoś nie widzi, to tego nie ma. Dla wielu ludzi to podświadomy, a dla wielu świadomy, mechanizm obronny swojej słabej psychiki. Nie myślimy nad czymś, więc to nie istnieje. Dla przykładu: w Afryce, w wielu rejonach, miejscowi nie mają jak otworzyć swoich biznesów. Czemu? Bo jest to niewykonalne z racji nieopłacalności. Nieopłacalna jest nawet uprawa wielu roślin, bo w wyniku obecności na tamtejszych rynkach wielkich korporacji, które efektem skali i m.in. opryskami czy korupcją przy podatkach, sprawiają swoje produkty tańszymi niż produkty wytwarzane na miejscu przez lokalnych. W Wenezueli widzieliśmy ketchup Heinz za 2 zł, a przecież w Europie jest jednym z najdroższych. Jest tam tańszy, niż ketchup wytworzony w wiosce obok, bo Heinz może wykorzystać swoją siłę do narzucenia dumpingowej ceny i pozbycia się wszelkiej konkurencji. Byle tylko utrzymać swoją fabrykę i wpływy, które ma w Wenezueli. Swoją drogą ciekawe, jakim cudem je ma, skoro relacje dyplomatyczne na linii USA-Wenezuela są tragiczne. (P.S. Zwróćcie uwagę, że nawet Polsce mamy namiastkę tego, w sklepach mamy np. ziemniaki z Niemiec i liczne warzywa z Hiszpanii – nie tylko w okresie zimowym). 

Ktoś nie wierzy w powyższe słowa? Ktoś chce się spierać, na jak dużą skalę to wykorzystywanie ma miejsce – odsyłam do artykułu o tym, że kapitalizm i obecność naszych biznesów w innych zakątkach świata wcale nie niweluje ubóstwa w nich, a wręcz je podtrzymuje o tym ile celowych kłamstw, niedopowiedzeń zawierają wszelkie statystyki związane z ubóstwem (np. minimalna kwota pozwalająca przeżyć dzień) ARTYKUŁ MAGAZYNU KONTAKT. Dla przykładu tylko jeden z wielu wspaniałych fragmentów Jeżeli sprywatyzujesz las i zaczniesz sprzedawać drewno – PKB wzrośnie. Jeśli wypalisz samowystarczalną farmę i zamienisz ją w plantację bawełny – PKB wzrośnie. Ale nic nam to nie mówi o tym, co straciły miejscowe społeczności. Koszty ich życia i dobrobytu zamieciono pod statystyczny dywan. Z tych powodów PKB nie jest odpowiednim narzędziem do mierzenia ubóstwa – a już zwłaszcza nie w erze grodzenia i wywłaszczania”. 

W Europie non-stop słyszymy o problemach, ale niemalże ich nie widać. Samo gadanie ludzi nie przekonuje, a wręcz, widząc po komentarzach w różnych miejscach, tylko irytuje. Już od 40 lat wymyśla się różnego rodzaju biodegradowalne wersje plastiku, ale nikomu nie chce się zapłacić za nie więcej. Każdy w Polsce słyszał o szkodliwości plastiku, większość może nawet jest już o tym przekonana, a i tak każdy użyje codziennie plastikowego worka na śmieci i na jedną bułkę w sklepie. Stwierdzi, że nie ma miejsca w domu na segregowanie odpadów. Kupi w sklepie herbatkę w torebkach (każdą pakowaną osobno w folię) i oburzy się, jakby nowa technologia biodegradowalnego opakowania miała spowodować wzrost ceny jego ulubionego produktu o 10 groszy. Wprowadzamy zakaz używania jednorazowego plastiku (o jakieś 20 lat za późno), a kto jednocześnie jest udziałowcem firm, które będą dalej przez dziesięciolecia produkować ten plastik na rynek Azji czy Ameryki Południowej? Firmy z europejskimi i amerykańskimi właścicielami.

Teraz omówmy… niech będzie mleko.

Jaka w tym logika, że cena krowiego mleka, którego produkcja dewastuje planetę (co widać powyżej) i generuje cierpienie krów (doi się je przy użyciu bolesnych dla nich maszyn, nieustannie się je zapładnia, by wytwarzały mleko, a cielaki odbiera się im zaraz po porodzie, by po 6 latach takiego wykańczającego życia, spędzonych wyłącznie w zamkniętych pomieszczeniach, trafić do rzeźni) jest 3 razy mniejsza od kilkukrotnie (czy nawet kilkunastokrotnie) mniej destrukcyjnego produktu roślinnego. I analogiczne sytuacje można zaobserwować w każdej innej dziedzinie produktów: mydeł, mebli, ubrań, motoryzacji, elektroniki.

Krótkowzrocznie zarządzające gospodarkami i skorumpowane rządy oraz instytucje państwowe nawet nie próbują producentów tymi kosztami środowiskowymi obciążać. Dlatego cena mleka krowiego jest niższa niż każdego innego. Inne wyroby są na razie tak drogie z powodu marketingu i stosunkowo niskiej podaży (im większa podaż, tym niższa cena), efektu skali itd., a także patologicznie zarządzających rządów, które nieodpowiednio dofinansowują pewne sektory gospodarki. 

Dlatego to też idealna odpowiedź dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się, czy ich pojedyncza decyzja — o zmianie diety — może coś zmienić na świecie. Oczywiście, że tak. To wpływa na podstawowe prawo ekonomii rynku: jest popyt — jest podaż, nie ma popytu — nie ma podaży. Im więcej osób zmieni swoje nawyki, tym bardziej jedne biznesy staną się opłacalne, a inne mniej. Bo jedyne, co ratuje teraz niektóre biznesy, to efekt skali oraz to, że jego wytwórca nie ponosi właśnie wszystkich kosztów, tylko przerzuca je na nas wszystkich. Na nas, na przyszłe pokolenia, na dzikie zwierzęta, na cierpienie zwierząt hodowlanych, na dewastacje całego środowiska naturalnego. 

Dlatego cała nadzieja jest tylko w nas, zwykłych ludziach, i naszych wyborach komu dostarczamy pieniądze. Dopóki firmy nie poczują tego na własnej kieszeni, że ich działalność się nie sprzedaje, albo ich produkty powodują, że Ty czujesz się źle z ich posiadaniem/użyciem (co jest dla nich najgorszą rzeczą, jaka może mieć miejsce w obecnych czasach potężnego marketingu i rynku opinii), tak długo nic się nie zmieni w ich polityce.

Ale to nie jest tylko walka z nimi, to walka na równi z nami samymi. Każdego z nas z samym sobą. Musimy w końcu zrozumieć, że w tym świecie musi zgadzać nam się coś więcej, niż tylko nasz portfel i komfort. Jeśli trzeba, musimy teraz zapłacić więcej za produkt, jeśli jego wytworzenie jest droższe, ale zużywa mniej surowców lub mniej zanieczyszcza naszą planetę. Najprostszy przykład: mydła naturalne, zamiast najtańszej inwazyjnej chemii. Przecież przy okazji awarii oczyszczalni ścieków w Warszawie, wyszło na jaw, że żadna skontrolowana oczyszczalnia ścieków w Polsce nie działa prawidłowo. W niektórych, więcej niż połowa ścieków nie była w żaden sposób oczyszczana, tylko od razu wrzucana do rzek. Po nocach, za przyzwoleniem ich władz, przymrużeniem oka władz lokalnych, bo nie wyrabiają z ilością ścieków. Szacuje się, że w skali globalnej raptem 20% wykorzystanej wody trafia do oczyszczania (temat wody zasługuje na swój własny artykuł, nad którym już pracuję). A stan niemal wszystkich rzek świata jest tragiczny lub zły – ARTYKUŁ z LINKAMI DO BADAŃ.

Musimy wziąć odpowiedzialność za swoje własne działania, bo nie może być tak, że za wszystkie ktoś inny będzie brał za nas odpowiedzialność: budując oczyszczalnie ścieków, wprowadzał recykling śmieci pod domem, edukował i walczył o działania mniej inwazyjne dla planety. A my ciągle i tak będziemy narzekać, albo wykorzystywać gotowe rozwiązania do jeszcze gorszych działań. Ścieki to idealny przykład naszego lenistwa i ignorancji. Myślimy sobie, że muszla klozetowa, to jakaś magiczna czarna dziura, która pochłania wszystko, i potem oczyszczalnia ścieków czyni cuda i zamienia w co? Eliksir młodości? W kiblach ląduje wszystko (pomijając już przedziwne rzeczy, które zatykają rury i kanały pod miastami: podpaski, waciki, patyczki do uszu, pieluchy, resztki jedzenia czy martwe chomiki), ale co najgorsze, produkujemy tyle brudnej wody – kąpiąc się 3 razy dziennie, myjąc swoje auto na błysk co tydzień, nastawiając pranie po jednorazowym użyciu ubrania, myjąc zęby, goląc się i zmywając przy lejącej się wodzie z kranu. Kto by sobie na to pozwolił, jakby miał tylko swój mały domek z dostęp do studni 100 metrów dalej?! I musiał całą wodę sobie przynieść w wiadrze?! Pokolenia dały nam rozwój, a my go nadużywamy, nie doceniamy, więc oczyszczalnie stają się niewydolne. Mało tego, przecież wciąż mnóstwo w Polsce i na świecie w cywilizowanych krajach: miast, miasteczek, które nie mają oczyszczalni. 

Przestańmy tyle konsumować i zastanówmy się co konsumujemy, to mój apel. Czy koronawirus nie pokazał, jak mało tak naprawdę potrzebujemy? Jak nieznaczące są te wszystkie zachcianki i farsa konsumpcyjnego stylu życia, jaki wciskany jest nam od dziesięcioleci? Nie zauważyliście, jak kruche i nieznaczące jest “imperium” naszej cywilizacji budowane przez ten konsumpcjonizm i styl życia, jaki wprowadza. Jak łatwo może nim zachwiać jeden wirus, i to nawet nie jakoś wybitnie niebezpieczny?!

Ktoś powie “ja muszę pić krowie mleko, bo inne mi nie smakuje”, a czy kiedykolwiek spróbował inne, niż jeden czy dwa rodzaje mleka roślinnego. By odnaleźć takie, które mu pasuje (przecież obecnie na rynku jest z 10 rodzajów takich napojów: sojowe, ryżowe, migdałowe, owsiane, jaglane, orkiszowe, z orzechów laskowych, nerkowca czy ich mieszanki)?! Czy dał sobie czas na przyzwyczajenie się?! No i właśnie, kwestia najważniejsza – czy w tym wszystkim, chodzi o twój “zachciany” smak mleka?

Jest wiele sposobów żeby być bardziej przyjaznym środowisku. I nikt nie musi z dnia na dzień stać się wegetarianinem, weganinem, nigdy nie pijącym mleka krowiego czy jedzącego sera z takiego mleka, nigdy nie używającym samochodu, chodzącym tylko w starych ubraniach, zero-emisyjnym i całkowicie neutralnym środowiskowo. To trudne przedsięwzięcie, nieosiągalne do zaaplikowania w jeden dzień. Zresztą chyba w ogóle niewykonalne w pełni. Ale każdy z nas może, po prostu, zacząć myśleć nad tym co robi, co zużywa i w jaki sposób. Zacząć ograniczać ilość wszystkiego, czego zużywa, a nawet nie zużywa, tylko kupuje i kupuje (mniej więcej 1/3 całej żywności produkowanej na świecie nigdy nie jest spożywana).  Zastanowić się nad ilością i jakością samego produktu, ale też i jego produkcji. I stopniowo wchodzić na nowe etapy proekologicznych rozwiązań. Lepiej robić mały krok niż żaden.

Działaniem, którym NAJBARDZIEJ NISZCZYMY NASZĄ PLANETĘ jest MASOWA PRODUKCJA MIĘSA. Czemu? 

Bowiem szacuje się, że od 60 do 85% produkcji rolnej świata wykorzystywanej jest tylko po to, by nakarmić te krowy i świnie, które sami zjadamy. Skąd takie rozbieżności w tych szacunkach, bo 60% to minimum, ale są takie rośliny, jak soja, której blisko 90% produkcji idzie na paszę.

Wypalanie lasów, niszczenie naturalnych/dzikich ekosystemów odbywa się po to, by mieć coraz więcej miejsca na uprawy roślin na paszę, by te zwierzęta wykarmić (bo miejsca nie robi się już pod pastwiska, bo teraz większość zwierząt hodowlanych spędza całe swoje życie w klatkach wielkości swojego własnego ciała). Produkcja mięsa to nie jest więc tylko cierpienie krów, świń i kurczaków w ubojniach i “fabrykach mięsa”, gdzie cierpią każdego dnia życia. To cierpienie całej planety, to cierpienie każdego dzikiego stworzenia, któremu odbierana jest przestrzeń do życia i pożywienie. A za kilka lat cierpienie nas samych i naszych dzieci. Bo już teraz cierpią ludzie w krajach mniej cywilizowanych (brak wody na skutek wycięcia gigantycznych połaci lasów itp.), zatrucie rzek, brak ryb i pierwotnie występujących, właściwych dla regionu warzyw i owoców. Będziemy żyć w świecie spełniającym wszystkie czarne wizje z filmów science fiction. 

Jak bardzo już zniszczyliśmy tym ziemię:

Zaledwie 4% ssaków na świecie stanowią obecnie dzikie zwierzęta?! 4%! WSZYSTKIE GATUNKI DZIKICH SSAKÓW NA ŚWIECIE.  Szacuje się, że za wymarcie 83% wszystkich gatunków dzikich ssaków odpowiada bezpośrednio człowiek, 80% ssaków morskich oraz połowy gatunków roślin. Jak pokazał opracowany przez WWF Living Planet Index “w ciągu ostatnich 40 lat populacje dzikich zwierząt zmalały o 60%, co stanowi prawdopodobnie najlepszy wskaźnik ukazujący, jaki nacisk wywieramy na naszą planetę. W ciągu ostatniego półwiecza, nasz ślad ekologiczny – jedna z miar zużycia zasobów naturalnych – zwiększył się o blisko 190%”. Sama populacja człowieka sprawia, że stanowimy 34% wszystkich ssaków na Ziemi. Co więc stanowi resztę ssaków na ziemi? 60% ssaków na Ziemi to zwierzęta, które produkujemy tylko po to, by je zjeść lub coś z nich zrobić: KROWY, ŚWINIE itd. Jak sytuacja ma się z ptakami? 70% stanowią kurczaki i inne do zjadania, 30% dzikie.  A ryby?  Jak szacuje jednostka ONZ ds. do spraw Wyżywienia i Rolnictwa: Ponad 90% zbadanych światowych stad ryb jest przełowionych lub poławianych na najwyższym możliwym poziomie. No i przypominam, obecnie tylko 30% powierzchni naszej planety stanowią tereny dzikie – niepodlegające bezpośredniej działalności człowieka. Jeszcze w połowie poprzedniego wieku było to ponad 60%. 

Płaczesz nad wypalaną Amazonią? A dla kogo ona płonie? Dla widzimisię prezydenta Brazylii czy dla kasy korporacji za produkty, które pochłaniasz bez zastanowienia, czyli dla Ciebie? Amazonia płonie, by zdobyć miejsce na uprawy paszy dla krów, świń i kurczaków. Brazylia jest największym eksporterem mięsa drobiowego na świecie, a w zakresie wołowiny naprzemiennie zmienia ten prym ze Stanami Zjednoczonymi. W Polsce o wiele bardziej popularna jest konsumpcja świń, ale soja na ich paszę pochodzi właśnie z Ameryki Południowej. Amazonia czy  lasy w Indonezji płoną na plantacje palm olejowych, bo każde zjedzone przez ciebie ciastko z olejem palmowym w składzie umacnia takich ludzi, jak aktualny prezydent Brazylii. Którego przecież pewnie nienawidzisz za niszczenie środowiska? Pora zrozumieć, że twoje ciastko i twój kotlet przyczynia się do śmierci setek zwierząt w Amazonii i dżunglach Azji. Morderstw ludzi, np. przywódców lokalnych społeczności, którzy sprzeciwiają się biznesom wielkich korporacji. W ciągu ostatnich 30 lat można się doliczyć tysiące zamordowanych aktywistów. Ten prezydent liczy bowiem tylko kasę, jaką te korporacje mu zapłacą inwestycjami czy czystą korupcją. W ciągu zaledwie 50 lat 20% Amazonii zniknęło z powierzchni Ziemi, a 80% tego zniszczenia odbyło się pod agrobiznes związany z hodowlą bydła i pasz dla zwierząt hodowlanych. Jedna krowa zjada od 20 do ponad 50 kg paszy dziennie (w zależności od przeznaczenia hodowli, odmiany itp.) i wypija ok. 120 litrów wody dziennie , jedna świnia zjada 3 kg paszy dziennie i 15 litrów wody. A przecież już ogromną ilość wody zużywa się do wyprodukowania paszy. Rzeki, a potem oceany  zanieczyszczane są najpierw pestycydami i związkami chemicznymi wykorzystywanymi przy rolnictwa do produkcji paszy (nie mówiąc o wcześniejszej deregulacji naturalnych źródeł wodnych dokonywanych przez rolników i całe rządy centralne oraz samorządowe), a  potem te same rzeki i morza zanieczyszczane są odchodami krów oraz produktami ubocznymi przetworzenia zwierząt w mięso na talerz i pozyskiwaniem mleka. Przy całym procesie zużywa się ogromną ilość energii i wytwarza zanieczyszczenia, związane chociażby z transportem zwierząt, produkcją leków i antybiotyków dla nich (globalne użycie leków znacznie przekracza globalne ludzkie użycie leków) itd. itp… – można ten łańcuch ciągnąć w nieskończoność.

Pora zrozumieć, że takie hipotezy to nie są wyolbrzymiane i przesadzone teorie spiskowe, to jest uświadamianie związków przyczynowo-skutkowych podporządkowanych pieniądzu.

Jeśli globalny popyt na produkty zwierzęce i odzwierzęce wzrośnie zgodnie z oczekiwaniami, szacuje się, że produkcja soi będzie musiała wzrosnąć o prawie 80%, aby nakarmić wszystkie zwierzęta przeznaczone na nasze talerze. To nadwyrężenie skończonych zasobów Ziemi i siła napędowa utraty różnorodności biologicznej. Polecam film Cowspiracy

ROCZNIE ZABIJAMY NA POTRZEBY PRODUKCJI MIĘSA I TOWARÓW ZE SKÓRY znacznie ponad 70 miliardów zwierząt:

  • 67 mld. samych kurczaków. Kaczki, indyki i gęsi stanowią kolejne 4 miliardy.
  • następne 4 miliardy to ssaki (1,5 mld. świń, 400 mln. krów i bawołów, 1 mld. kóz i owiec, 1 mld. królików, konie, wielbłądy… )
  • oraz 2,7 biliona ryb!

A czego nie ma w tej liczbie? Co trzeba dołożyć? W ssakach nie uwzględniono ssaków morskich, jak: foki, wieloryby, delfiny i wszelkie pozostałe walenie, ani także psów (rynek azjatycki). Nie uwzględniono ani także płazów i gadów (a więc ogromny przemysł związany z mięsem i skórami z krokodyli i aligatorów), owadów. Do tego brakuje całej branży azjatyckiego (i chociaż znacznie mniejszych to także: afrykańskiego i Południowej Ameryki) rynku handlu mięsem zwierząt dzikich, a przede wszystkich tych dzikich zabijanych na całym świecie pośrednio przez dewastację ich naturalnego środowiska życia. Cierpienia zwierząt wodnych, które nie są celem połowów, ale giną przy ich przeprowadzaniu oraz pogarszanie kondycji, a nawet śmierć zwierząt morskich, które umierają w wyniku brak możliwości odnalezienia wystarczającej ilości pokarmu z powodu przełowienia ryb lub zanieczyszczeń i chorób powstających na morskich fermach.  I pewnie jeszcze wiele, wiele innych…

Tylko częściowo w tych szacunkach uwzględnione są zwierzęta zabijane w laboratoriach i eksperymentach (a to przynajmniej 200 milionów) oraz tylko częściowo farmy futrzarskie, również przynajmniej 200 milionów. W Polskich farmach futrzarskich zabija się ponad 10 milionów samych norek i lisów, a nasz kraj znajduje się w gronie 4. największych wytwórców futra (Dania, Chiny, Finlandią), wytwarzamy więcej niż 170 innych państw świata razem wziętych). Jednocześnie branża ta ma marginalne znaczenie dla polskiej gospodarki, bo nie wytwarza sama żadnych produktów, a tylko odsprzedaje surowiec (na szczęście to biznes bez długiej perspektywy istnienia przy dynamicznym rozwoju postaw humanitarnych u konsumentów).

W polowaniach zabija się przynajmniej 100 milionów (ale to tylko częściowe dane, szacuje się, że ta liczba może być w rzeczywistości dwukrotnie większa), a kłusownictwo to przynajmniej 200 milionów zwierząt (ta liczba może być w rzeczywistości dwukrotnie czy nawet trzykrotnie większa).

Zabijanie zwierząt – statystyki

Tymczasem zamiana jednego dania mięsnego w tygodniu na bezmięsne przez każdego z nas oszczędziłaby miliardy zwierząt rocznie i zdrowia naszej planety. Badanie „Meat Makes the Planet Thirsty” wskazują, że potrzeba około 4 milionów litrów wody do „produkcji: 1 tony wołowiny, ale już jedynie 85 tysięcy litrów do przygotowania 1 tony jadalnej mieszanki warzyw (wspomniałem już powyżej, ile zjada i wypija krowa czy świnia). ONZ wskazuje, że hodowla masowa odpowiada za większą emisję gazów cieplarnianych niż cały transport lądowy, lotniczy i morski razem wzięte. Biorąc pod uwagę wszystkie skutki i działania związane z produkcja mięsa, jest to prawdopodobnie jedna z 3 największych przyczyn destrukcji naszej planety!

Przy okazji, wiecie co jest przyczyną pojawienia się epidemii koronawirusa? Właśnie targi dzikich zwierząt. By nie wydłużać tego artykuły na kolejne 2 strony wyjaśnień, odsyłam do już gotowego ARTYKUŁU . Tutaj tylko najciekawsze fragmenty “Ponadto badania sugerują, że nadużywanie profilaktycznie(!) antybiotyków – powszechna praktyka we współczesnym rolnictwie mającym na celu raczej zapobieganie chorobom niż ich leczenie – może tłumić układ odpornościowy zwierząt, czyniąc je bardziej podatnymi na infekcje wirusowe.” oraz ” Chaos i ciasne warunki osłabiają układ odpornościowy zwierząt, tworząc środowisko, w którym wirusy mogą się mieszać, wymieniać fragmenty kodu genetycznego i przechodzić między gatunkami. W ten sposób mogą stanowić taki sam czynnik ryzyka, co rynki, na których odbywa się rzeź. Trzymanie razem wielu różnych gatunków zwierząt – dzikich, udomowionych i wielu nieurodzonych w tym konkretnym miejscu – daje wirusom większe możliwości przenoszenia się między gatunkami.

Ok. 60% znanych współczesnej medycynie chorób zakaźnych wywodzi się od zwierząt, a spośród ponad 30 nowych ludzkich patogenów wykrytych w ciągu ostatnich trzech dekad, 75 procent pochodzi od zwierząt.

COVID-19 zalicza się do kategorii chorób odzwierzęcych, podobnie jak SARS, ebola i MERS. Także grypa z 1918 r., która zabiła około 50 milionów ludzi, miała pochodzenie ptasie. Z kolei rozprzestrzenianie się wirusa HIV na ludzi nastąpiło z szympansów, najprawdopodobniej poprzez rzeź i spożycie ich mięsa. Do tej pory HIV-AIDS zainfekował 75 milionów ludzi i spowodował 32 miliony zgonów.

Możesz się spierać o polityczne, społeczne, ekonomiczne aspekty zmian nawyków czy biznesów, a w tym czasie przegrywamy jako gatunek, przegrywamy jako całe życie na Ziemi. Wszystkie gospodarki zapędzają się obecnie w róg bez wyjścia. Rządzący wciskają nam kit o tym, że musi być więcej ludzi, by napędzać gospodarki itd. Nikt z nich nie rozumie, a raczej rozumie, ale nie chce tego zmienić, że te gospodarki są po prostu niewydolne, a dalsze podążanie tę ścieżką, jest jak kopanie grobu nam wszystkim. Nikt nie chce patrzeć dalekowzrocznie i globalnie. Kiedy wynaleziono parę, spalanie węgla i paliwa, to też nikt nie widział w tym nic złego, czerpał z tego pełnymi garściami i nie myślał jak wyszukać inną drogę rozwoju. Popełniamy ten sam błąd. Czemu? Bo patrzymy wszyscy tak krótkowzrocznie, egoistycznie i komfortowo.

Dalej myślisz, że plastik jest największym problemem świata? Największym problemem świata są Twoje codzienne decyzje. Plastik to tylko wierzchołek góry lodowej, wisienka na torcie syfu, jaki serwujemy naturze. Od diety, przez gigantyczne statki kontenerowe, których jest już na świecie 10 tysiące, a każdy z nich wypala dziennie od kilkudziesięciu do kilkuset ton paliwa dziennie.

Dokładne objaśnienie wykresu sprawdzisz TUTAJ (często wciąż statki napędza mazut – jedno z najbrudniejszych paliw)

Pływają, by przetransportować nasze konsumpcyjne dobra. Bo chcesz mieć egzotyczny owoc, zamiast rodzimego jabłka i kolejną tanią rzecz, gadżet, ubranie. Pora zrozumieć, że twoja chęć kupienia wszystkiego jak najtaniej, coraz więcej, w każdym miejscu i czasie, kosztuje wzrost emisji zanieczyszczeń z transportu.  Setki tysięcy samolotów na niebie (i nie ma tutaj żadnego znaczenia, że samolot jest stosunkowo mniejszym trucicielem niż samochód – to jak porównywać II wojnę światową do I i zastanawiać się, która była dobra). Po takie drobne i niezauważalne, ale jakże zabójcze dla natury, kremy przeciwsłoneczne z filtrem. Gdy idziesz na plażę, smarujesz się nimi na potęgę i wchodzisz potem do wody, a one z ciebie spływają, a toksyczne w nich substancje zabiją życie wodne. Czy Twoje pomalowane paznokcie, z których odpadające kawałki lakieru zamienią się w mikroplastik? Poczytaj np. o tym, jak zanieczyszczone jest Morze Śródziemne O naszym Bałtyku, to chyba nie muszę nic dopowiadać? Że jest jednym wielkim szambem, w środku Europy.

Nasze marnowanie elektryczności na „upiększanie” budynków w nocy i twoje zapominanie gaszenia światła, które wymusza nieustannie wysoką pracę elektrowni. Tony smarów, olejów, zużytych baterii i żarówek wypełnionych szkodliwymi chemikaliami i przeterminowanych leków, które trafiają do zwykłych śmieci, zamiast w specjalne zbiórki odbioru, bo nie chce ci się albo twierdzisz “że nie masz miejsca w domu na pudła do recyklingu”, albo zanieść do apteki czy odpowiedniego sklepu. Tony tych szkodliwych śmieci wywożone przez cywilizowane kraje do niedorozwiniętych krajów, np. w Afryce. Ciężkie chemikalia z rolnictwa, hodowli, produkcji przemysłowej, które trafiają do rzek i w powietrze. Kopalnie złota i diamentów, które zużywają i zanieczyszczają wodę, dewastują ogromne połacie terenu, a tylko część tych surowców idzie na produkcję elektroniki czy narzędzi, cała reszta służy tylko próżności. Wydobywanie innych rzadkich minerałów, z których wytwarza się elementy elektroniki, którą najchętniej każdy z nas wymieniałby na lepszą co rok, nowy telefon, nowy smartwatch, nowy telewizor, moniotor, tablet, laptop. Tymczasem złoża tych minerałów znajdują się często w krajach ogarniętych domowymi konfliktami zbrojnymi, wywołanymi… właśnie przez te złoża (obejrzyjcie film dokumentalny “Virunga“, o tym, jak przeróżnymi pośrednimi działaniami, wielkie firmy chciały zniszczyć ścisły rezerwat natury w Kongo, byle tylko dorwać się do zasobów na jego terenie). Setki… tysiące innych działań, których negatywnych efektów nie widzimy co dzień, bo wydaje nam się, że są daleko od nas. Bo trzeba poświęcić czas na ich odkrycie. Więc bardziej kłuje nas w oczy plastikowa torebka na poboczu, migająca nam co chwilę przez okno samochodu.

Pora zrozumieć, że to, iż ktoś uważa to za naturalną kolej rzeczy i nieunikniona rzeczywistość, wynika tylko z wbitego do głów już za głęboko konsumpcjonizmu, lenistwa do poszukania alternatyw oraz megalomanii. Przykładem niech będą święta Bożego Narodzenia, które z religijnego obrządku przekształcone zostały przez firmy i rządy w konsumpcyjne szaleństwo.

Nie wierzę, by coś mogło zatrzymać ten destrukcyjny kierunek naszej cywilizacji. Na pewno nie bez „pomocy” gigantycznej katastrofy naturalnej, epidemii czy wojny światowej. Czegoś, co zatrzymałoby przeludnienie ziemi – a przynajmniej nieustającą chęć posiadania więcej dóbr – i byłoby wystarczająco mocnym bodźcem do zmian i zrozumienia naszych działań w skali globalnej.

Czy wystarczającą lekcją będzie koronawirus? Czy dla Ciebie jest? Czy zrozumiesz tę lekcję, czy ją zapamiętasz? Jest to wstrząs dla świata, którego potrzebował. Jak zwykle najbardziej oberwą zwykli ludzie, nawet my sami (a nie decyzyjni tego świata). Ale to właśnie od nas wszystkich, zwykłych ludzi, zależy co będzie potem. Czy zmienimy swoje, rujnujące planetę i nas samych, nawyki? A przez to wywierać będziemy presje społeczne na konieczne zmiany i kursy polityki.  Czy może odwrotnie Po zakończeniu tego okresu, tylko bardziej je nakręcimy. Próbując odreagować “niedogodności”, wskoczymy w jeszcze bardziej szalony konsumpcjonizm. Zapewne wiele firm i rządów będzie chciało nam takie rozwiązanie wcisnąć, argumentując to stratami gospodarki. Ich nie obchodzi to, że dalsze podążanie dotychczasowym system gospodarek i ekonomii doprowadzi nas wszystkich do wielkiej przegranej planety.

Ja uważam, że nie będzie to wystarczającą lekcja. Planeta jest już stracona. To znaczy… ona przetrwa, ale każdy z Was musi sobie uświadomić, że Wasze dziecko będzie żyło w otoczeniu zupełnie innym niż to, które sobie wyobrażacie – myśląc o pełnej życia, zielonej planecie Ziemia. Sami dokładacie do tego cegiełkę, a wręcz cegłę, ścianę. Zaledwie, w ciągu ostatnich 100 lat nasza cywilizacja zmieniła krajobraz planety, który pozostawał w zasadzie niezmienny od początku historii naszego gatunku. Chyba nic nie jest już w stanie zatrzymać tego, że za kolejne 100 lat świat zamieni się w wizje znane z filmów science-fiction. Gdzie miasta będą przypominać betonowe mrowiska, a jedyne „tereny zielone” wokół nich to będą zautomatyzowane plantacje podstawowych roślin, z których dostarczać się będzie składniki odżywcze do obiadów w tubce. Taka wyciskana papka to będzie jedyne jedzenie, jakie dostępne będzie dla przeciętnego człowieka.

Jestem o tym przekonany, bo większość ludzi swą inteligencję wykorzystuje tylko na swoje lenistwo, egoizm i wygodę. Ta „wspaniała” inteligencja i tak jest niewystarczająca do zrozumienia jakichkolwiek dalekosiężnych powiązań, wybiegających odrobinę dalej niż to, co przed własnym nosem czy zdobycia się na odwagę do reagowania na patologię. Przykład – w Polsce od kilkudziesięciu lat nie da się zwalczyć problemu bezdomności psów i niehumanitarnego ich traktowania. Mimo tysięcy fundacji i stowarzyszeń, setek kampanii informacyjnych z udziałem celebrytów i odpowiedniej legislacji, nie potrafimy zawalczyć o szybką poprawę losu psów czy kotów. Zwierząt, które przecież powszechnie przez większość społeczeństwa uważane są za te „do kochania”. Nie potrafimy przerzucić chociaż odrobiny tych uczyć na los świń, krów, zwierząt futerkowych. Tylko dlatego, że ktoś kiedyś uznał je za te “do zjadania”. Nie potrafimy zrozumieć, że każdy nowy pies i kot na tym świecie, powoduje więcej zabitych zwierząt hodowlanych na karmę dla naszych pupili. Każdy pies z hodowli zabiera dom psom bezpańskim. Wszystko dla kasy. Nie mówiąc o tym, że ktoś tuląc swojego psa na kanapie, traktuje dziką zwierzynę jako bezmyślne i bezuczuciowe rzeczy. Nie dopuszcza krzywd, jakie cywilizacja wyrządza dzikim zwierzętom, odbierając im codziennie tysiące hektarów siedlisk i źródła pożywienia. Czy ,wspomniana na samym początku tego artykułu, kwestia plastiku.

XXI wiek, a przeciętny człowiek z super technologicznie rozwiniętej metropolii nie używa mocniej swojego mózgu niż chłop z XV-wiecznej wioski. Dopóki ktoś mu łopatologicznie do głowy nie wbije jakiś myśli i przekonań, sam nie uruchomi procesu myślowego. Czy wspomniana kwestia na samym początku kwestia plastiku.

Pomimo przegranej, musisz zadać sobie  pytania: Co mogę zrobić dla planety – Po co? Dlaczego? Byś zrozumiał, jaki ogrom cierpienia innych ludzi i zwierząt sprawiło wytworzenie dobra materialnego, które właśnie zużywasz. Każdy, kto uważa że jest dobrym człowiekiem, tylko dlatego, że nikogo jawnie nie krzywdzi, nie jest wcale dobrym człowiekiem, jest tylko ignorantem. Czy czujesz się dobrze wywołując to całe cierpienie i jak dużo chcesz wpisać go na swój rachunek egzystencji na tym świecie? Czy koronawius jest dla Ciebie wystarczającą lekcją i  na jak długo ją zapamiętasz? 

Stąd nasza idea stworzenia komiksu. Jesteśmy bowiem przekonani, że tylko dzieci, nowe pokolenie ma na tyle świeże i nieskażone spostrzeżenia, by móc odmienić diametralnie pojmowanie i patrzenie na istotę istnienia gatunku ludzkiego, człowieka jako jednostki oraz zmienić otaczającą nas rzeczywistość i destrukcyjny kurs cywilizacji. Chcemy zatem przekazać im w przyjemnej formie podstawową wiedzę i świadomość, by mogły stworzyć idee i rzeczy, które pozwolą im zacząć budować lepszy świat. Zaczynając od najprostszych wyborów. Komiks dostępny TUTAJ, a poczytać o nim więcej możesz TUTAJ

Jeśli chcesz więcej poważnej, trudnej treści w tym temacie, zerknij do naszego kolejnego artykułu “Dzieci – władca, niszczyciel czy szansa dla świata”. Śledź konto dziennikarza Szymona Bujalskiego (na instagramie lub facebook). Obejrzyj film “Można panikować” z polskim profesorem. Zajrzyj na stronę Nauka o klimacie, dowiedz się o i dołącz do inicjatyw Extinction Rebellion, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Rodzice dla Klimatu, stowarzyszenia Wolne Rzeki i wielu innych, które walczą o los natury, planety, a dzięki temu nasz wszystkich.

 P.S. Bardzo śmieszy mnie krytyka Grety Thunberg i szukania dziury w całej jej działalności i ukrytego celu jej działań.

Wyśmiewanie, że nie robi nic, bo tylko mówi. Gdyby nie tacy jak Greta, nie byłoby takich ludzi, którzy wymyślają proekologiczne wynalazki i rozwiązania. Prawie nikt nie interesowałby się też zmianą swoich nawyków. Bo nikt nie miałby pojęcia o istnieniu problemów i nikogo by one nie obchodziły. Wiecie jak długo Boyan Slat (z którym często w negatywnym świetle porównywana jest Greta) zbierał finansowanie swojego wynalazku i fundacji Ocean Clean Up, która wcale nie potrzebuje dużo do działania?! Długo… I z wielkim z trudem się to udało. Ci, którzy interesują się ekologią, już dawno o Ocean Clean Up słyszeli. Kiedy jeszcze było tylko zamysłem. Kolejne 90% ludzi, którzy mają to gdzieś, nie miało o nim pojęcia, a żaden rząd nie kwapił się do wyłożenia kasy. Tymczasem o to walczy Greta – by było o tym głośno i by w każdej dziedzinie pojawił się taki Boyan i taki wynalazek. A przede wszystkim, by każdy z nas wziął się za siebie, a nie zwalał robotę na chłopców, którzy nie mogą już patrzeć na syf wyrządzany naturze. A nie ma tylu geniuszy, którzy są w stanie zwalczyć inne problemy planety, a przynajmniej bez wsparcia społeczeństwa. Ci, którzy wynajdą takie rozwiązania, zostaną zignorowani bez wsparcia społecznego i zadeptani przez korporacje i ich wpływy. I nie może być podziału na żadną lewacką ani prawicową propagandę w kwestii walki o los planety. To obszar, który w żadnym stopniu nie dotyczy sporu na tej linii. Jest tylko jedna propaganda – tych, którym ekologia psuje biznesy i umożliwia dalsze przerzucanie kosztów swojej produkcji na nas wszystkich, na nasze dzieci, na dzikie zwierzęta i na cierpienie zwierząt hodowlanych.

Kolejny zarzut to, że Greta otrzymuje wsparcie finansowe ze strony firm, które robią biznesy związane z OZE (Odnawialnych Źródeł Energii) albo z produkcją roślinną.  Nawet jeśli mają na sumieniu coś te firmy i coś dewastują, to i tak dewastują planetę, społeczeństwa i gospodarki krajów nierozwiniętych i szkodzą w stopniu znacznie mniejszym niż biznesy obecnie rządzące światem. IKEA, która wspiera Gretę, to firma, która może szkodzi, ale ciągle szuka rozwiązań proekologicznych i zużywania mniejszych surowców, dba o pracowników i szkody wyrządzone przy całej swojej produkcji, by było ich jak najmniej, w przeciwieństwie do dziesiątek innych, firm, które nie dbają o to… wcale. To takie straszne dla kogoś, że ktoś, kto działa w rynku odnawialnych i mniej szkodliwych energii sponsoruje Gretę, ale nie przeszkadza mu to, że koncerny naftowe i produkcji mięsa przekupują – nie nastoletnich aktywistów – ale całe rządy i polityków?!

No i mój ulubiony argument – religia. Jeśli w Twoim mniemaniu, czy wyznawanej wierze, człowiek jest lepszy od zwierzęcia, to żadne usprawiedliwienie do zadawania cierpienia na masową skalę. Nie tylko zwierzętom hodowlanym, ale dzikim i całej naturze, która jest pod to niszczona. Jeśli człowiek ma pokazać swoją wyższość wobec zwierząt, to powinien to udowadniać właśnie HUMANITARYZMEM, szukaniem rozwiązań swoim intelektem, swoją moralnością i etycznością. A nie myśleć tylko o kasie i komforcie. Aktualny stan rzeczy, to także działanie wbrew Bogu. Jako osoby, które przyczyniają się do rujnowania świata, który (jak część z Was wierzy) on stworzył, jest niszczeniem jego dzieła, więc działaniem wbrew Niemu. To chów masowy/produkcyjny przyczynia się obecnie do największej dewastacji natury, środowiska i wyginięcia kolejnych gatunków zwierząt – świata stworzonego przez Boga.

Nawet papieża Franciszka opętali diabelscy aktywiści i stał się jednym z nich poprzez Synod Amazoński, bo nawet on zrozumiał, jak gigantyczny i ważny to problem.

Jeśli chcesz więcej rzetelnych, ciekawych, inspirujących i przerażających wiadomości o bardzo różnorodnej tematyce z zakresu ekologii, to ogromnie polecamy konto na facebook Dziennikarz dla Klimatu – Szymon Bujalski
lub Ekowyborca
oraz …
…źródła:

 

POMOC PSOM W GWATEMALI

POMOC PSOM W GWATEMALI

Strony Dogs Of Lanquin na facebook i instagram , gdzie każdy będzie mógł śledzić działania i postępy w ramach akcji oraz będą one, niejako, bazą psów poddanych leczeniu: instagram https://www.instagram.com/dogsoflanquin/ oraz facebook https://www.facebook.com/dogsoflanquin/

I. CO CHCEMY ZROBIĆ?

AKTUALIZACJA: AKCJA ZAKOŃCZONA POWODZENIEM – co udało się zrobić oraz dokładne rozliczenie zrzutki znajdziesz w “aktualnościach” na stronie zrzutki. Tutaj tylko krótko:

– 70 zwierząt (67 psów, 3 koty) przyjętych do oględzin przez weterynarza w ciągu 2 dni:
• 49 (22 suki, 27 psów) wykastrowanych i wysterylizowanych,
• 3 koty (2 koty, 1 kocica) wykastrowanych,
• wszystkie psy otrzymały jakieś leczenie: pastę odrobaczającą, w razie potrzeby – kurację na świerzba – oraz obroże przeciwpchelne, (niektóre) wyprawki w postaci karmy i witamin,
• pozostałe psy nie przeszły zabiegów, gdyż były zbyt osłabione lub miały poważne, nieleczone schorzenia (epilepsja, erlichioza) i nie mogły zostać poddane zabiegom, bo by ich nie przeżyły, bądź były za młode,
• były też suki w czasie cieczki i one też nie mogły przejść zabiegu,
• 3 suki były świeżymi matkami i zabiegi pozbawiłyby je całego mleka i pożywienia dla szczeniąt oraz osłabiłoby je to, więc też nie zostały poddane zabiegom.
• 1 pies poddany eutanazji, podjęliśmy taką decyzję, gdyż pies bez właściciela, miał ogromnie zaawansowane stadium mięsaka Stickera, musiałby mieć amputowaną łapę z zaawansowaną infekcją, miał ogromną infekcję świerzba skórnego na całym ciele, jego organizm był ogólnie poważnie wyniszczony),
• 1 pies powinien zostać poddany eutanazji z powodu zaawansowanego stadium mięsaka Stickera, ale miał właścicieli, więc pozwoliliśmy by umilili mu dzień i przyszli z nim wieczorem na uśpienie. Niestety… nie pojawili się – to dla nas nauczka, by od razu usypiać zwierzęta, które zagrażają pozostałym, przenosząc tak groźną chorobę,
• 18 psów złapaliśmy z ulicy, resztę ktoś przyprowadził

1. Kastracja i sterylizacja psów w wiosce Lanquin w Gwatemali. W tym celu stworzyliśmy zbiórkę https://zrzutka.pl/z/psy-gwatemala

Wnioskowana kwota umożliwi nam przeprowadzenie zabiegów na ok. 60 psów. Psów w Lanquin i okolicznych osadach jest znacznie, znacznie więcej (trudno to oszacować, ale może ich być kilkaset). Zatem, im więcej uda się pozyskać funduszy, tym więcej psów uda się poddać zabiegom. Stąd nasze próby włączenia do akcji miejscowych obiektów i instytucji – o czym w dalszej części.

2. Przy przeprowadzaniu zabiegów, wykorzystane zostanie przebywanie psów pod narkozą i opatrzone zostaną wszelkie rany, kontuzje oraz obcięte pazury.

3. Kuracja zastrzykami w celu wyleczenia i powstrzymania panującej w Lanquin u psów epidemii świerzba skórnego.

4. Zabezpieczenie psów obrożami przeciw insektom (pchłom, kleszczom, komarom) i jednoczesne ich oznakowanie tym sposobem na potrzeby tego projektu i przyszłych działań.

5. Zaszczepienie przeciw chorobom wirusowym tych psów, które nie są jeszcze nimi zarażone (podanie szczepionki tym, które są już zainfekowane, grozi ich śmiercią).

6. W recepcji hoteli i innych obiektów, które zdecydują się wspierać akcje, ustawimy zapieczętowane puszki na zbiórkę datków i darowizn na poczet kontynuacji oraz rozwój akcji po naszym wyjeździe stąd.

7. Podnieść świadomość mieszkańców na temat właściwego dbania o psy, ich aktualnego bólu i cierpienia, negatywnego oddziaływania obecnego stanu i sytuacji na wizerunek wioski, okoliczny ekosystem oraz zdrowie ludzi.

8. Pokazanie tutejszym właścicielom hoteli, że skoro czerpią korzyści z tego rejonu, powinni dać coś od siebie. Pokazać im, że nie jest to takie skomplikowane przedsięwzięcie. Nie będzie to proste zadanie. Po pierwsze, dlatego, że hoteli nie ma tutaj tak dużo, są od siebie oddalone o kilka kilometrów i często nie ma właścicieli na miejscu. Po drugie, wiele z nich zarządzanych jest przez osoby całkowicie obojętne na los psów, a wręcz same je trujące i krzywdzące (np. zabiją je, gdy wejdą na ich teren). Po trzecie… wiecie jak to jest z wieloma właścicielami biznesów, zwłaszcza w takich miejscach, nie interesuje ich nic więcej niż własny zysk. Dlatego będziemy starali się im pokazać, że to także w ich interesie, m.in. w celu promocji miejsca i poprawy jego wizerunku w oczach turystów.

9. Na ostatnim miejscu, jako dodatek jeśli starczy funduszy, jest zamówienie maszyny do automatycznego dawkowania psiej karmy, wysypywanej po wrzuceniu drobnej sumy. Ustawienia jej pod urzędem miasta (ze względu na bezpieczeństwo). Umożliwi to turystom i lokalnym na chociaż minimalną poprawę sytuacji psów.

II. PO CO? CO TO ZMIENI?

Miejscowe psy są zaniedbane, schorowane, czasem zagłodzone: świerzb skórny i uszny, grzybica, pchły i infekcje skórne, częste są epidemie kaszlu kennelowego (odpowiednik ludzkiego zapalenia płuc), dirofilariozy – robaczycy serca (pasożyta, który bytuje – wyjada serce psa), a także najgorszego – mięsaka Stickera – psiego nowotworu zakaźnego. Jest to jeden z 3 na świecie rodzajów nowotworu, który roznosi się na kolejne osobniki drogą zakaźną, tak samo jak choroby wirusowe i bakteryjne (w Polsce niemal on już nie występuje).

Nowotwór rozprzestrzenia się głównie poprzez kontakty płciowe. Dlatego tak ważne jest wysterylizowanie psów, którego następstwem jest spadek popędu seksualnego, co diametralnie obniża ryzyko zakażenia. Jedynym sposobem leczenia nowotworu jest chemioterapia, która jest kosztowna i nieosiągalna dla tutejszych właścicieli psów, a tym bardziej dla psów bezpańskich. Tylko akcja sterylizacji i kastracji może zatrzymać, a przynajmniej znacząco ograniczyć, ten zamknięty krąg psiego cierpienia, a także niekontrolowane rozmnażanie się psów.

Psy często są karmione tylko plackami kukurydzianymi (popularnymi dla tego regionu tortillami, które nie mają dla nich żadnych wartości odżywczych), psy są często połamane i pokaleczone na skutek agresji ludzi i wypadków z udziałem samochodów oraz motocykli.

– zwiększyć świadomość mieszkańców, wzbudzić u nich empatię, wyjaśnić, że psy posiadają takie same emocje, odczuwają smutek i ból jak ludzie,

– chcemy im pokazać, że warto dbać o psy,

– psy będą zdrowsze, nie będą roznosiły chorób i rozmnażać się. Dzięki temu, że zmniejszy się ich populację, będzie łatwiej o nie zadbać. Po kastracji i sterylizacji będą spokojniejsze (zmienia się produkcja hormonów) oraz ukróci się popularność zakaźnego raka. Psy będą żyły dłużej przez co staną się mądrzejsze i mieszkańcy pozytywnie odczują tę różnicę.

– zdrowsze i szczęśliwsze psy wpłyną również na poprawę zdrowia mieszkańców wioski (nie będą roznosiły chorób – np. świerzba, obroże zabiją chociaż część pasożytów np. pchły czy kleszcze),

– psy chore i wygłodniałe zagrażają okolicznej, naturalnej faunie. Wygłodniałe psy mogą polować oraz roznosić choroby na zwierzęta innych gatunków żyjące w okolicy. Niektóre choroby mogą też przenosić się na ludzi.

Co dla nas bardzo ważne, nie chcemy byśmy to my, Polacy, wszystko tu finansowali, bo sami w naszym kraju mam wiele do naprawienia. Chcielibyśmy być zmianą, która da podstawy, by wszystko ruszyło. Żeby pokazać mieszkańcom, że można wziąć sprawy w swoje ręce, że wspólnie można realizować takie akcje i że warto dbać o psy. Chcemy dać narzędzia do zmian i przykład, bo sami pewnie wiecie z własnego doświadczenia, że najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok. Chcemy by działania tego projektu trwały dalej, po naszym wyjeździe. Dlatego tak zależy nam na zaangażowaniu władz i hoteli w celu dalszego własnego finansowania.

III. CO JUŻ JEST ZORGANIZOWANE:

1. Weterynarz z dwojgiem swoich pomocników gotowi do przeprowadzenia i udziału w akcji w ramach wolontariatu w razie uzbierania funduszy na minimum 30 psów. Fundusze potrzebne są na zakup materiałów medycznych, leków i niezbędnej logistyki – najbliższe miasto znajduje się 2 godziny drogi z Lanquin i stąd trzeba przetransportować sprzęt weterynarza i artykuły.

2. 80 obroży przeciw insektom firmy Selecta HTC, które przekazali nam (Podróże z Pazurem), podczas naszej 4-miesięcznej przerwy w podróży. Przerwy spędzonej w Polsce w okresie od października 2019 r. do stycznia 2020 r.

3. Pomysłodawcy gotowi poświęcić siły, czas i swoje wpływy do przeprowadzenia akcji,

4. Dokument (przetłumaczony na język hiszpański i angielski) z planem realizacji projektu i wniosek do miejscowych władz z prośbą o pomoc w jego realizacji – udało nam się już osobiście go złożyć i porozmawiać z burmistrzem miasteczka, który zadeklarował wsparcie projektu ze strony lokalnych władz (proszę, pamiętajcie, to bardzo uboga mieścina, tutaj nawet nie istnieje system zbierania śmieci, każdy je po prostu pali i miejscowe władze – wybrane zaledwie miesiąc temu – starają się chociaż to zmienić i edukować ludzi). Pomogą m.in.: udostępnieniem miejsca do zabiegów oraz odpoczynku psów, ochroną weterynarza, jego pomocników i sprzętu (okazać się może, że będą musieli tutaj nocować), osobę tłumacząca z hiszpańskiego na k’eqchi’ (wielu miejscowych nie zna nawet hiszpańskiego, a tylko pozostałości języka majów i plemiennego), poinformowaniem mieszkańców oraz pomoc jednego pracownika w wyłapaniu psów bezdomnych. Nie są znane niestety możliwości stricte finansowej pomocy władz, będą one ustalane na następnych spotkaniach.

– wstępne projekty puszek na zbiórki i metoda ich funkcjonowania,

– dokument namawiający miejscowe hotele (przetłumaczony na język angielski i hiszpański) i inne obiekty do zaangażowania się w akcje i przekazanie m.in. więcej funduszy, co umożliwi przeprowadzenie zabiegów na większej ilości psów i kontynuowanie akcji w przyszłości.

-Strony Dogs Of Lanquin na facebook i instagram , gdzie każdy będzie mógł śledzić działania i postępy w ramach akcji oraz będą one, niejako, bazą psów poddanych leczeniu: instagram https://www.instagram.com/https://www.instagram.com/dogsoflanquin/dogsoflanquin/ oraz facebook https://www.facebook.com/dogsoflanquin//

IV. ORGANIZATORZY:

1. Podróże z Pazurem czyli my, Iza i Piotr Miklaszewscy, wraz z naszym psem, Snupim, od sierpnia 2017 r. realizujemy autostopową podróż dookoła świata. Pod nazwą Podróże z Pazurem odnajdziecie nas na kanałach instagramfacebook i youtube, a tu możecie przeczytać o nas więcej: https://www.podrozezpazurem.pl/o-nas/

2. Hotel Viñas – współwłaściciel i cześć obsługi, która już się zaangażowała i wykonała dużo pracy m.in. przy tłumaczeniu (o czym przeczytacie dalej)

3. Każdy z Was, kto dołączy i pomoże nam zmienić życie psów i całej wioski, a także dzikich zwierząt żyjących w okolicy

V. CZEMU MIAŁBYŚ WESPRZEĆ PROJEKT?

Jeśli nie Ty, to kto pomoże tym psom? Wspólnie możemy więcej i zrobić to lepiej. Czerpiemy korzyści z bycia turystami w wielu zakątkach świata, z zacofania tych krajów i panujących w nich niskich cen, więc dajmy coś od siebie i pomóżmy zadbać o większy kawałek świata.

Podczas naszej podróży widzimy mnóstwo wspaniałych widoków i miejsc. Ale tuż obok nich dzieją się prawdziwe tragedie, których większość turystów – zauroczonych swoim krótkim urlopem – nie dostrzega. A może nie chce dostrzec i celowo ignoruje. Podać możemy mnóstwo przykładów, jak np. turyści na barkach po rzece Amazonce, którzy cieszą się, że kupują sok ze świeżo wyciskanego owocu mango za równowartość 1 zł. Nie dostrzegają, że soki te sprzedawane są w plastikowych torebkach śniadaniowych, które zostaną albo wrzucone bezpośrednio do wody albo spalone na nabrzeżu rzeki. A sprzedawcą soku jest 8-letnie dziecko, które spędzi tak całe swoje życie…

Z racji posiadania psa oraz świadomości, jak wiele mu zawdzięczamy (bo to on zapoczątkował zmianę trybu naszego życia), wyjątkowo porusza nas widok bezpańskich, i na wpół bezpańskich, psów. W miasteczku Lanquin w Gwatemali (położonego obok jednej z największych atrakcji tego kraju – naturalnych basenów na rzece, zwanych Semuc Champey), na równi z niektórymi rejonami w Wenezueli czy Boliwii, widzieliśmy psy w najgorszym stanie, z dotychczasowych 40 odwiedzonych przez nas krajów.

W wielu miejscach na świecie widzieliśmy też psy w fatalnych stanach i źle traktowane, nie zrobiliśmy z tym nic, przerastało nas to. Ale mnóstwo ludzi, jak zobaczyło naszego psa: czystego, wychowanego, reagującego na komendy i przyjaznego, to zmieniło swój sposób patrzenia na psy. W tym ludzie, którzy nie lubili albo bali się psów. Wierzymy, że pokazując inteligencję psów, ich umiejętność poprawiania nam, ludziom, humoru, to wiele osób zacznie je darzyć większym szacunkiem i miłością. Teraz jest inaczej, sprzyjające okoliczności (obecność Pauliny – Polki, która pracuje w hotelu Vinas, koneksje, które ma, i jej perfekcyjna znajomość języka hiszpańskiego) pozwalają nam połączyć nasze siły i podjąć zakrojone na dużą skalę działania.

Świadomość społeczna, edukacja, przez co poziom empatii, są tutaj wyjątkowo niskie. Zwłaszcza, że większość osób żyje tu w skrajnym ubóstwie i fatalnych warunkach sanitarnych. Ludzie nie mają możliwości i nie potrafią zadbać o samych siebie. Na dodatek leki i preparaty dla psów są w Gwatemali bardzo drogie (wiele cen jest ponad dwukrotnie wyższych niż w Polsce). Wierzymy, że będzie to punkt zapalny, fundament pod uświadamianie i rozbudzenie empatii u miejscowej ludności co do losu psów. Liczymy na to, że uda nam się przekonać chociaż część tych mieszkańców, którzy roszczą sobie prawa własności do poszczególnych psów (pomimo że nie potrafią, nie chcą, a czasem nawet nie wiedzą jak i nie mają funduszy, by o nie zadbać), do pokrycia chociaż części kosztów operacji ich psów. A władze regionu i miejscowe hotele do dofinansowania, by kontynuować pracę na kolejne, mniejsze zgrupowania domostw oraz pozostałe psy, których nie uda się zebrać w pierwszym etapie akcji.

Weterynarz uzgodniła z nami warunki, że jeśli uda się zebrać przynajmniej

30 psów, to jest w stanie zamknąć koszt sterylizacji jednego psa w 150 quetzalach (miejscowa waluta quetzal to 1 GTQ = 50 groszy polskich), a suki w 250 GTQ (najlepsze rezultaty da sterylizacja suczek, dlatego starać będziemy się zgromadzić ich przewagę).

VI. CO POTRZEBUJEMY I CO TRZEBA ZROBIĆ:

1. Znaleźć miejsce do przeprowadzenia operacji (weterynarz nie jest w stanie przeprowadzić operacji byle gdzie. Musi to być miejsce: bezpieczne, spokojne i stosunkowo sterylne, nie jest też w stanie jednego dnia zoperować wszystkich zgłoszonych psów, więc sprzęt medyczny musi być pod ochroną, po operacji psy muszą przez kilkanaście do kilkudziesięciu godzin mieć miejsce do odpoczynku i wstępnego zagojenia ran) – teoretycznie, do zapewnienia tego zadeklarowały się miejscowe władze.

2. Poinformować mieszkańców o akcji (plakaty, wizyty osobiste, komunikat z samochodu lokalnych władz) – mamy w tej kwestii zadeklarowane częściowe wsparcie ze strony władz lokalnych, ale musimy przygotować projekt plakatu i treść komunikatu.

3. Pozyskać wolontariuszy/ochotników do pomocy, zarówno do przeprowadzenia rejestru, wyłapania psów bezpańskich, jak i zadbania o nie: przed, w trakcie i po zabiegach (napoić, skontrolować rany i ogólny stan, wyprowadzenie, zdjęcie szwów, itd.).

4. Zorganizować bazę danych/zapisów psów mających wziąć udział w akcji.

5. Przeprowadzić rejestr psów wziętych z ulicy (bezdomnych) i zgłoszonych (przez osoby zgłaszające prawa własności do poszczególnych psów). Rejestr będzie obejmował m.in. wykonanie im zdjęcia i przypisanie numeru, który zapisany zostanie także na obroży przeciw insektom.

6. Zdobyć materiałów (plexiglass lub duże – 20-litrowe – baniaki po wodzie) oraz wykonawcę do zrobienia pudełek na datki i darowizny. Pudełka muszą mieć konstrukcję, która zapewni transparentność zbiórki oraz zabezpieczy przed nieautoryzowanym i złodziejskim wyciąganiem zebranych dóbr.

7. Stworzyć dokument do podpisania dla właścicieli psów, że akceptują ryzyko zgonu lub komplikacji u psa po przeprowadzeniu zabiegów. Wyjaśnienia w nim także celu działań, a następnie przekazania zaleceń, by psy mogły dojść do siebie. By właściciele nie mogli się domagać żadnych roszczeń w razie powikłań, których najbardziej prawdopodobnym powodem byłby ogólny fatalny stan zdrowia psa w momencie przyjęcia do akcji, wynikający z długotrwałego zaniedbywania psa przez osobę roszczącą sobie rzekome prawa własności.

8. Zdobyć FUNDUSZE na przeprowadzenie akcji: zabiegi i kuracje, wyżywienie weterynarza i jego pomocników/wolontariuszy, dystrybucja plakatów i formularzy, wykonanie puszek na darowizny i datki, koszty transportu niemedycznych materiałów związanych z akcją i ludzi w razie konieczności załatwienia spraw poza Lanquin (detale wydatków w dalszej części tego dokumentu). Wyżywienie nas samych (Podróże z Pazurem) podczas akcji, której zorganizowanie i przeprowadzenie zajmie co najmniej 3 tygodnie.

VII. KOSZTA – planowane WYDATKI:

(Przy minimum 30 psach – tyle psów musi zostać minimum zebranych, by weterynarz była w stanie przeprowadzić najważniejszą część akcji – sterylizację – w podanych jej kosztach). Psów w Lanquin i okolicznych osadach jest znacznie, znacznie więcej, trudno to oszacować, ale psów może być w miasteczku i okolicznych osadach ponad kilkaset. Zatem im więcej uda się pozyskać funduszy, tym więcej psów uda się poddać akcji. Stąd nasze próby włączenia do akcji miejscowych obiektów i instytucji. Fundusze nie pokrywają pracy weterynarza, który zgodził się wykonać to w ramach wolontariatu, fundusze pokrywają niezbędne materiały medyczne oraz leki i transport niezbędnego sprzętu.

Waluta gwatemalska to guetzal, 1 zł (PLN) to ok. 2 quetzali (GTQ).

1. Kastracja i sterylizacja:

– 250 quetzali (GTQ) za sukę i 150 GTQ za psa

– zakładamy droższą wersję, same suczki (ponieważ od strony pragmatycznej większy rezultat daje sterylizacja suczek niż kastracja psów)

7 500 quetzali (czyli ok. 3250-3500 zł)

Przypominamy, chcemy zebrać 10 tys. zł, co powinno starczyć na około 60 psów = 7 tys. zł ich kastracja/sterylizacja i 3 tys. zł na resztę działań.

2. Kuracja zastrzyków przeciw świerzbowi:

– 20 GTQ za zastrzyk, a potrzebne są dwa (drugi po 2-3 tygodniach) czyli= 40 GTQ za psa

Przy 30 psach:

= 1200 quetzali (czyli ok. 600 zł)

Przy 60 psach = 1200 zł.

3. Szczepienie na choroby wirusowe – koszt stosunkowo wysoki, bo 125 GTQ za psa, więc z weterynarzem należy ustalić indywidualnie, który pies może je dostać, gdyż wiele psów zostało już tutaj zarażonych i przeżyło np. nosówkę. Gdy poda im się szczepionkę, umrą.

Zobaczymy ile psów się nadaje i ile funduszy zostanie. Szczepionka i tak może zostać podana najwcześniej po tygodniu od zabiegów kastracji/sterylizacji.

4. Odrobaczanie – uzgodnić z weterynarzem koszt i sens.

5. Jedzenie dla psów (bezpośrednio przed i po operacji psy nie mogą nic jeść, jednak w razie konieczności wydłużenia opieki nad psami szczególnie zaniedbanymi). Niektóre psy są zaniedbane i ich wypuszczenie zaraz po operacji może grozić ich śmiercią z osłabienia. Dlatego chcemy zebrać przynajmniej 50 kg = 320 GTQ = ok. 160 zł – na najtańszą, najbardziej popularną tutaj karmę. Niezbyt dobra ani zdrową, ale lepsze to, niż nic lub, wspomniane, kukurydziane tortille. Więcej funduszy pozwoli na zakup karmy lepszej jakości i jej większą ilość. Lepsze karmy są tu kosmicznie drogie (jakieś 30-40% droższe niż w Europie czy USA).

6. Dodatkowe wydatki, trudne do określenia:

– sznur na smycze i obroże do ich kontrolowania w trakcie przeprowadzania akcji,

– rękawiczki jednorazowe dla pomocników i wolontariuszy

– rękawice i inne ubrania chroniące wolontariuszy i pomocników przed niekontrolowanymi reakcjami psów oraz pchłami, wszami i brudem psów.

– koce, ręczniki – cokolwiek do zrobienia posłań dla psów po zabiegach sterylizacji

– pojemniki na wodę.

– stworzenie puszek na darowizny i dobra – w zależności od ilości, a zatem ilości obiektów i instytucji, które dołączą do akcji,

– wydruk plakatów,

– niespodziewane wyjazdy i transport towarów lub ludzi,

– wszelkie drobne, niespodziewane wydatki

– wyżywienie nas (Podróże z Pazurem) na czas trwania akcji (ok.2-3 tygodnie). Nocleg mamy zapewniony w hotelu Viñas. Wyżywienie to ok. 30 – 50 GTQ quetzali na osobę dziennie (15-25 zł) czyli za naszą dwójkę ok. 50 zł. Transport – już teraz musieliśmy w tej sprawie jechać ze stolicy Gwatemala City i teraz musimy tam wrócić, 8 godzin jazdy (staramy się i będziemy starali jeździć autostopem, ale to nie zawsze jest wykonalne). Poza tym doładowania kredytu do telefonu, by mieć internet, by działać oraz relacjonować akcję w social mediach (w Lanquin nie ma normalnego dostępu do internetu, często wyłączany jest prąd i woda). Chcielibyśmy zrobić z tego coś w rodzaju reportażu, pokazać w nim jak ta cała akcja przebiega, po co i dlaczego, oraz by wszystkim darczyńcom pozwolić „być tu razem z nami”. Problemem takich zbiórek jest to, że często są zbierane pieniądze, a potem są podziękowania i nikt za bardzo nie wie, co się wydarzyło. My chcielibyśmy być w naszych działaniach transparentni i motywować innych do podjęcia podobnych akcji w innych miejscach na świecie.

VIII. JAKĄ MASZ PEWNOŚĆ, ŻE ŚRODKI TRAFIĄ NA PODANY CEL?

Cel główny to sterylizacja i kastracja – będziemy udostępniać bazę danych psów poddanych zabiegowi i leczeniu pobocznemu, więc każdy będzie mógł łatwo zweryfikować ich liczbę. Koszty kastracji są podane wyżej. Możemy, też udostępnić rachunki, które zgromadzimy, jeśli weterynarz będzie mogła nam je udostępnić. Postaramy się prowadzić też dokładny rejestr wydatków. Ręczymy za nasze uczciwe działania swoim wizerunkiem, reputacją i dotychczasowymi działaniami, trwającymi od 4 lat. 4 lat blogowania. Nie chcemy tego stracić, bo chcemy w przyszłości móc realizować takie i podobne akcje – na świecie, jak i w Polsce (jak kiedyś, gdy udało nam się pozyskać obroże przeciwpchelne od firmy Selecta HTC dla Stowarzyszenia Psi-jaciel Schroniska dla bezdomnych zwierząt we Wrześni i schroniska dla bezdomnych zwierząt w Mielcu – dowód TUTAJ czy sprzęt video dla fundacji TROP , czy wtedy, gdy przez 2 tygodnie pracowaliśmy nad artykułem o tragicznym losie psów rasy Galgo i Podenco w Hiszpanii).

Konto bankowe, na jakie przekazane zostaną fundusze z tej zbiórki, zostanie przeznaczone tylko na ten cel, oddzielone od naszych pozostałych kont.

Pomimo przekroczenia wnioskowanej kwoty, WCIĄŻ MOŻNA PRZEKAZYWAĆ ŚRODKI. Więcej pieniędzy oznacza, najzwyczajniej, poddanie zabiegom większą ilość psów. Ewentualnie – jeśli uda nam się pozyskać sensowne wsparcie ze strony lokalnych hoteli oraz instytucji i zechcą one kontynuować te działania po naszym wyjeździe – to zachowamy nadwyżkę pieniędzy od Was, by móc zrealizować podobną akcję w innym miejscu. Być może w Meksyku, do którego zmierzamy po Gwatemali. Uwierzcie, miejsc, gdzie taka pomoc jest potrzebna, są tysiące na świecie. Teraz, gdy już wiemy, jak się za to zabrać i mamy wiele dokumentów w języku hiszpańskim, będzie nam łatwiej coś takiego zorganizować. Każdemu z Was, kto chce skopiować nasz pomysł i zrealizować go w innym miejscu na świecie, udostępnimy wszystko – co stworzyliśmy (plan, listę pytań/wątpliwości/zagadnień, WSZYSTKO!), piszcie tylko do nas i dajcie znać, że tego potrzebujecie.

Problemem takich zbiórek jest to, że często są zbierane pieniądze, a potem są podziękowania i nikt za bardzo nie wie, co się wydarzyło. My chcielibyśmy być w naszych działaniach transparentni i motywować innych do podjęcia podobnych akcji w innych miejscach na świecie.