MASOWA ZAGŁADA PSÓW W HISZPANII

MASOWA ZAGŁADA PSÓW W HISZPANII

Sprawa Soty, psa zastrzelonego przez służby mundurowe w Barcelonie #justiciaparasota , poruszyła lawinę naszych wspomnień z podróży przez Hiszpanię i Wyspy Kanaryjskie. Pewne sprawy, związane z posiadaniem tam psa czy funkcjonowaniem schronisk, wydawały się nam wtedy, delikatnie mówiąc, niedogodnością oraz dziwne. Teraz, po poczytaniu i zagłębieniu się w tematyce traktowania psów rasy Galgos i Podencos w Hiszpanii, widzimy że ten kraj ma gigantyczne problemy. Jest to tak brutalne i okrutne, że nie do pomyślenia jest, iż dzieje się w XXI wieku, na kontynencie europejskim, w kraju członkowskim Unii Europejskiej, a jednak… co roku cierpi tam przynajmniej 50 tys. psów tych ras.

fot. YoGalgo / Instagram

O CO CHODZI I CZYM SĄ GALGOS?

Chodzi o polowania na zające oraz wyścigi z wykorzystaniem psów (głownie Galgos, rzadziej Podencos). Właściwie to raczej o sposób traktowania tych psów, bo nie będziemy już kwestionować samych polowań i wyścigów.

Galgo Español to inaczej chart hiszpański. Starożytna rasa, niegdyś była cenną własnością, hodowaną przez rodziny szlacheckie. Obecnie jest jedną z najbardziej prześladowanych ras na świecie. Te piękne zwierzęta stały się jednorazowymi narzędziami w rękach hiszpańskich galgueros (hiszpańskich myśliwych, posiadaczy galgo).

Galgo można kupić już za 10 euro(!), więc gdy się nie sprawdza lub przestają być potrzebne, mordowane, okaleczane i traktowane w brutalny sposób. Szacuje się, że co roku ginie, poważnie okaleczanych, zaniedbywanych i porzucanych jest od 50 000 do nawet 100 000 tych zwierząt. Nie regulujcie monitora, nie mieni Wam się w oczach, widzicie dobrą ilość zer. Minimum 50 tys! Nie da się tego oszacować dokładnie, bo hodowle nie są w żaden sposób kontrolowane, a także istnieją np. masowe groby, pośrodku pustkowii, które funkcjonują już od 20 lat, a dopiero teraz są odkrywane. Jedno jest pewne, używana czasem nazwa „holokaust chartów” jest jak najbardziej adekwatna.

fot. YoGalgo – Wiele osób nie wierzy w to, co się dzieje… dopiero jak zobaczą to na własne oczy…
fot. YoGalgo – masowy grób w okolicy miasta Tarancón. Niektóre z tych psów zostały powieszone przed wrzuceniem ich do dołu. Wszystkim zostały wycięte chipy z karków.
fot. YoGalgo – Gdy ekipa wróciła, by wyjąć ciała, okazało się, że conajmniej 2 zniknęły. Społeczność myśliwska twierdzi, że psy porzucone czy zabite, to niech ich sprawka, tylko że psy zostały skradzione, bo przecież “żaden galguero nie potraktowałby tak swojego psa”. Tylko… kto kradłby wycieńczonego, niedożywionego psa, potem go zabijał, a potem jeszcze wróciłby po zwłoki psa?

SKĄD TAKIE ILOŚCI PRZEŚLADOWANYCH PSÓW?

Charty wykorzystywane są zazwyczaj tylko przez jeden sezon, a następnie odrzucane i zastępowane nowymi. W sezonie łowieckim, który trwa od listopada do lutego, myśliwi mają po 10, a nawet więcej galgos, niektórzy nawet 70! Jeśli polują słabo, są torturowane, jako kara za wstyd, jaki przyniosły swoim właścicielom. Tradycyjne wytłumaczenie okrucieństwa wobec nich polega na tym, że jeśli psy zawstydzą swego pana, nie spełniając jego oczekiwań, to zniesławienie musi zostać zmyte przez tortury i zabicie zwierzęcia. W rzeczywistości wytłumaczeniem tego zjawiska jest tylko sadyzm oraz ekonomiczny aspekt kosztu utrzymania psa. Psy polewane są kwasem, przeciągane za samochodem, obdzierane ze skóry, grzebane żywcem, wrzucane do głębokich studzien, kanionów, no i postrzelane (jak mają szczęście i myśliwemu nie szkoda naboju). Ale jest jeszcze jedna – najgorsza tortura.

Taniec fortepianowy”. Polega on na przywiązaniu psa za szyję i przymocowaniu go w taki sposób, że tylko lekko dotyka opuszkami tylnich łap ziemi. W ten sposób pies walczy o każdy oddech i powoli dusi się od tych ruchów. Trwać to może nawet 3 dni. Czemu fortepianowy? Bo pies wydaje przy tym charakterystyczne dźwięki.

Psom, które „dobrze się spisują”, wciąż młode i silne, oszczędza się tortur i śmierci… Chwilowo, bo służą więcej niż jeden sezon. Trzyma się je jednak w “zulosach” – w brudnych i ciasnych zagrodach, pozbawione światła dziennego, ćwiczeń, opieki oraz uczuć. Karmione często głównie chlebem, zjadają siebie nawzajem, gdy któryś pada z wycieńczenia. Przed „występem” są dodatkowo głodzone i szczute, aby lepiej sprawdzały się podczas polowań. Panuje przekonanie wśród myśliwych, że głodny chart daje z siebie więcej. Kiedy j osiągają wiek około trzech lat, są osłabione niedożywieniem i brakiem opieki, to czeka je tak samo śmierć. Myśliwym łatwiej i taniej jest im je zabić, niż płacić za utrzymanie do następnego sezonu. Przypominamy, nowego psa można kupić już za 10 euro. Skąd takie ceny? Jest popyt, jest biznes, jest konkurencja, więc hodowle ustawiają takie ceny i tak trwa błędne koło.

Śmierć przez tortury to nie jedyna droga pozbywania się psów. Te które nie zawstydziły swojego właściciela, są “nagradzane” przez wysłanie do „perreras”. Czyli obiektów w rodzaju komunalnych/państwowych schronisk. Ale co to za schroniska, w których psy, po odczekaniu 10 dni, mogą zostać poddane eutanazji?! (niektóre prowincje czy miasta w Hiszpanii wprowadziły politykę nie uśmiercania psów w schroniskach, w innych to wciąż norma). Niektórzy „łowcy” decydują się po prostu porzucić Galgo. Wywożą je gdzieś daleko, często łamiąc im nogi bądź przywiązując, by nie mogły wrócić. Jeśli psy mają tatuaże czy chipy, są im one wycinane, by zatrzeć jakiekolwiek ślady po właścicielu. Więc i te psy zwykle umierają – z głodu, wycieńczenia lub trafiają do schronisk, gdzie… zostają ostatecznie uśpione. Niektórzy galgueros, którzy mają „więcej (śmiechu warte) serca”, oddają je do prywatnych schronisk, gdzie psy mają szansę na kolejne życie. Te schroniska natomiast pękają w szwach.

fot. YoGalgo
fot. YoGalgo – Hiszpańskie schroniska sa pełne niechcianych psów myśliwskich. Większość z nich jest niestety po traumatycznych przeżyciach…

Jest jeszcze grupa psów szczęśliwców”, które są odratowywane przez wolontariuszy podczas interwencji. Nie jest to łatwe zadanie, bo psy są często przerażone, nieufne i nie dają się złapać dniami czy wręcz tygodniami. Wolontariusze spotykają się z ogromną wrogością i pogardą ze strony myśliwych, za okazywanie troski wobec rasy i indywidualnych psów, uznawanych przez nich za bezwartościowe. Istnieje kilka schronisk poświęconych wyłącznie ratowaniu galgos oraz podenco. Organizacje i fundacje pomagają w opiece weterynaryjnej, adopcjach oraz w zbieraniu funduszy. Prawie wszystkie środki na pomoc dla psów pochodzą spoza Hiszpanii, a mianowicie z USA, Wielkiej Brytanii, Belgii, Danii, Francji, Holandii i Niemiec.

fot. YoGalgo

CO NA TO RZĄD HISZPANII?

Prywatni ludzie i kilka organizacji walczy o „prawa” tych zwierząt i coś się powoli zmienia… Jednak o wiele za wolno, a na przeszkodzie stoi brak odpowiedniego prawa i ignorancja ze strony instytucji to prawo stanowiących.

Najbardziej szokujące w tym wszystkim jest to, że władze w Hiszpanii doskonale zdają sobie sprawę z tego zjawiska i z tego, co się dzieje na koniec sezonu łowieckiego. Wydaje się jednak, że nie chcą tego powstrzymywać. Przeciwnie, przepisy są wprowadzane w taki sposób, aby galgueros unikali kary za swój sadyzm. Wynika to z tego, że wielu myśliwych to osoby z „wyższych sfer”, członkowie elit politycznych, lub przynajmiej z wpływami i znajomościami w tych elitach oraz władzach państwowych. Przypomnieć tylko można, że jeszcze 4 lata temu, sam król Hiszpanii jeździł do Afryki i urządzał polowania na słonie – taki „świetny” przykład dają władze w Hiszpanii.

Zgodnie z hiszpańskim prawem, Galgos, tak samo jak Podenco, są uważane za psy myśliwskie, czyli „służbowe/pracujące”, są więc wyłączone z przepisów dotyczących okrucieństwa wobec zwierząt domowych. Są po prostu narzędziami do użycia i wyrzuconymi, gdy właściciel nie uważa ich dłużej za przydatne do pracy.

Ponadto przywiązywania Galgos do samochodów, motocykli, koni itp. – w celu sprawdzenia ich prędkości – co jest powszechną praktyką, jest tylko przestępstwem administracyjnym, a nie z kodeksu karnego (chyba że skutkuje śmiercią lub poważnymi obrażeniami. I choć oba występują często, rzadko są zgłaszane).

Istnieje także Krajowa Federacja Galgos, która przenika wszystkie obszary społeczeństwa i ma wpływy polityczne. Przedstawiają tradycję polowania z chartami jako tysiącletni skarb kulturowy, praktykowany z pokolenia na pokolenie.

Żadne z gospodarstw hodowlanych nie było również ścigane.

CO UNIA NA TO?

Nic konkretnego. Pojedyncze osoby się starają, ale nie przynosi to jak na razie żadnych spektakularnych efektów.

8 marca 2017 r. Anja Hazekamp, holenderska poseł, wiceprzewodnicząca Intergrupy Parlamentu Europejskiego ds. Opieki nad Zwierzętami, zorganizowała wydarzenie “Broken spirit – The galgo’s last run”, które skupiło się na losach chartów w Hiszpanii. Stara się zwrócić uwagę Parlamentu Europejskiego na złe traktownie tych psów oraz podnosić świadomość w kwestii galgos wśród posłów do PE, aby móc “współpracować i to zakończyć”.

Karen Soeters, założycielka Animals Today, pojechała do Hiszpanii i nakręciła dokument, który zaprezentowała na tym posiedzeniu Broken Spirit – The Galgo’s Last Run ( https://vimeo.com/198363758 – w ustawieniach można włączyć angielskie napisy. Więcej filmów odnajdziecie na dole artykułu w źródłach).

Stefan Eck, niemiecki poseł, również dodaje, że ludzie muszą być informowani o tej brutalnej rzeczywistości, zarówno posłowie do Parlamentu Europejskiego, jak i społeczeństwa obywatelskie. Fakt, że galgueros obawiają się już petycji oraz tego, co ukazuje dokument Karen Soeters, pokazuje, że coś się już dzieje. Tu znajdziecie link do petycji https://www.spcai.org/other-ways-help/sign-our-petitions/sign-our-petition/

AKTUALIZACJA – o wiele WAŻNIEJSZĄ PETYCJĄ jest ta, złożona do Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, którą znajdziecie TUTAJ.  Jeśli link nie działa, wyszkuj petycję, wpisując jej numer 0516/2016 Czemu jest taka ważna? Bo nie jest petycją istniejącą samą dla siebie. Ta petycja w razie rozpoznania zmusi Hiszpanię do odniesienia się do problemu i skutecznego zajęcia się nim. Zobliguje to stosowania wymogów dyrektyw z zakresu dobrostanu zwierząt, który w unijnym dorobku prawnym jest wartością wspólnotową. Dlatego poprzyjmy mocno tą, stworzoną przez francuskiego obywatela, który sam niestety niewiele robi w celu jej rozpromowania (w momencie jej odnalezienia przez nas podpisana została tylko przez 17 osób). Dlatego wysyłajcie petycję do wszystkich znajomych, w tym tych zagranicznych, bowiem podpisać ją może każdy. Na górze – po lewej stronie można wybrać każdy z ponad 20 języków UE. By podpisać petycję, trzeba się zarejestrować.

A CO SAMI HISZPANIE NA TO?

Większość uważa, że to okrutne i też są przeciwni takiemu zjawisku. Wiele osób ratuje te psy, adoptuje i pokazuje innym, jakimi świetnymi towarzyszami są. Problem w tym, że to nie zawsze jest łatwe i przyjemne. Ci którzy je krzywdzą, nie szczędzą złych słów tym, którzy je ratują, szczególnie na południu kraju i w mniejszych miejscowościach. Psy mają też wiele problemów z psychiką.

Nomad.dog – Sara i jej trzy adoptowane psy. Ula – pies rasy podenco, porzucona w lesie przez myśliwych. Joy – galgo, porzucona po sezonie łowieckim gdy przestała być potrzebna. Ginger – kundelek, zaadoptowana podczas podróży po Zambii w Afryce.

Na szczęście, Galgos stają się coraz popularniejsze i coraz więcej widać ich na ulicach dużych miast, szczególnie połnocnej Hiszpanii. Posiadanie ich staje się nie tyle co normalne, ale wręcz modne. „W Barcelonie nie kupuje się Galgo, je się adoptuje”  tłumaczy Klea Levin, założycielka Barcelonadogs.com

Klea Levin – ściśle współpracuje z fundacją SOS Galgos

Działają organizacje takie jak: SOSGalgos, GRIN, Galgos del Sol. Powstają projekty i filmy dokumentalne takie jak Yo Galgo https://yogalgoproductions.com/ . Każda z fundacji prowadzi swoje strony internetowe, gdzie opowiadają historie konkretnych psów, nagrywają filmy z pojedynczych akcji ratunkowych, zakładają ośrodki pomocy dla tych psów, pomagają w adopcji i wysyłają psy za granicę, zakładają szkółki, gdzie edukują młodzież i prowadzą projekty edukacyjne wśród miejscowej ludności, robią banery informacyjne na ulicach, piszą artykuły do gazet krajowych i zagranicznych. Zakładają konta na różnych social media i starają się nagłaśniać problem. Jednak, czy to coś pomaga? Czy my ich słyszymy?

fot. YoGalgo / trailer i film do obejrzenia na tej stronie lub vimeo

Abigail Christman, założycielka Galgo Rescue Internation Network (GRIN) mówi, że kluczem jest następne pokolenie”. Poza edukowaniem ogółu społeczeństwa na temat losów Galgo i Podenco, należy uczyć młodych ludzi humanitarnego traktowania zwierząt oraz zaprzestać szerzącej się hodowli.

Istnieją dziesiątki organizacji walczących przeciwko tej okrutnej tradycji w Hiszpanii, ale ich wysiłki skupiają się głównie na ratowaniu opuszczonych Galgos i apelowaniu do władz o ukaranie sprawców. Jednak większość z nich zdaje sobie sprawę z tego, że nie są to skuteczne długoterminowe rozwiązania i że jedynym sposobem na prawdziwą zmianę jest zmiana postrzegania psów przez ludzi i wartość ich życia. Czyli budzenie świadomości i edukacja, to jedyne rozwiązanie tej sytuacji.

W naszej prywatnej opinii, Hiszpanie mają bardzo dużo do zrobienia, bo chociaż psy się tam lubi, to wiele osób traktuje je jak zabawki. Czego innym, skrajnym przejawem, jest dość duża popularność ubierania ich w ubranka, malowania pazurów, robienia „fryzurek”. Szczeniaki sprzedaje się w sklepach zoologicznych, trzyma się je tam godzinami i dniami w klatkach. Równocześnie wiele lokali gastronomicznych, hotelowych czy nawet komunikacja miejska nie akceptują psów. Wielu właścicieli nie dba o socjalizację i wychowywanie psów, nieustannie trzyma je na smyczy – w żadnym, z dotychczas odwiedzonych przez nas krajów ze Snupim (25), inne psy nie były tak agresywne wobec niego, jak w Hiszpanii właśnie.

 

fot. YoGalgo – Pierwszy luty został nazwany międzynarodowym dniem Galgo (World Galgo Day) #FreeTheGalgo, więc zachęcamy Was do działań na social mediach tego dnia, ale ważniejsze poniżej…

A CO MOŻEMY MY – POLACY – Z TYM ZROBIĆ?

Jak już wspomnieliśmy, wielu członków instytucji reprezentujących władzę ma w tym szeroko pojęty „biznes” i są przekonani, że to sprawa, o której niewiele osób spoza Hiszpanii wie. Dlatego pora ich uświadomić, że bardzo łatwo mogą się o tym dowiedzieć tysiące osób i że ta wiedza może zaboleć Hiszpanię, która czerpie ogromne zyski z turystyki.

  1. NAMAWIAMY DO BOJKOTOWANIE WYJAZDÓW TURYSTYCZNYCH DO HISZPANII oraz UDOSTĘPNIANIE TEGO POSTA.(jego wersję na facebook dostępną pod tym linkiem – udostępniło go już ponad 12 tys. osób w tym osoby znane np. aktorzy, celebryci)

Tym bardziej, że koniec sezonu łowieckiego pokrywa się z okresem polskich wakacji zimowych, a Hiszpania jest popularnym kierunkiem dla polskich turystów. W dzisiejszej polityce i realiach świata liczy się tylko element ekonomiczny i tylko on jest w stanie zainteresować hiszpański rząd.

Co to ma dać? Wyślemy statystyki udostępnień oraz wyświetleń tego posta na naszych kanałach (facebook, ta strona) oraz statystki z dużych i znanych kont, które do udostępniły dalej u siebie (kont osób znanych, organizacji) oraz jego przedruki w portalach internetowych (już teraz uczyniła to m.in. WP Turystyka) do hiszpańskich organizacji walczących o poprawę losu tych psów. One następne wyślą go do rządu Hiszpanii, by uświadomić go o istnieniu akcji jawnie namawiającej do dyskredytacji.

Stworzyliśmy też ten artykuł w  angielskiej wersji językowej TUTAJ

2. Możecie podpisać NAJWAŻNIEJSZĄ PETYCJĘ do Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego – znajdzecie ją POD TYM LINKIEM. Czemu jest taka ważna? Bo nie jest petycją istniejącą samą dla siebie. Ta petycja w razie rozpoznania zmusi Hiszpanię do odniesienia się do problemu i skutecznego zajęcia się nim. W razie przyjęcia zobliguje Hiszpanię do stosowania wymogów dyrektyw z zakresu dobrostanu zwierząt, który w unijnym dorobku prawnym jest wartością wspólnotową. Zgodnie z regulaminem Parlamentu Europejskiego, nie można złożyć kolejnej petycji, dopóki jest otwarta w tym samym temacie inna petycja. Dlatego poprzyjmy mocno tą, stworzoną przez niemieckich obywateli, którzy sami niestety niewiele robią w celu jej rozpromowania (w momencie otrzymania przez nas informacji o niej, podpisana była tylko przez 9 osób). Dlatego wysyłajcie petycję do wszystkich znajomych, w tym tych zagranicznych, bowiem podpisać ją może każdy obywatel UE. Na górze – po lewej stronie można wybrać każdy z ponad 20 języków UE, jeśli ktoś nie zna angielskiego. By podpisać petycję, trzeba się zarejestrować.

2b. podpisać także wspomnianą w artykule petycję

3. Możecie też pisać listy z wyrazami sprzeciwu do ambasady Hiszpanii w Polsce (wzór oraz instrukcję załączam na samym końcu tego artykułu – pod źródłami oraz w osobnym wpisie TUTAJ) oraz komentarze na jej stronie internetowej .

4. Możecie użyć przygotowanych plakatów informacyjnych, które możecie pobrać TUTAJ, wydrukować i do rozwieszać w klinikach weterynaryjnych, sklepach zoologicznych, generalnie wszędzie, gdzie tylko ktoś sobie wymyśli czy dostatnie zgodę od właściciela obiektu. Można je też sobie wrzucić jako zdjęcie w tle na swoim profilu facebook, albo po prostu udostępniać we wszelkich social mediach.

5. Możecie też używać wspomnianego tagu #freethegalgo w swoich postach i opisach do zdjęć na wszelkich social mediach.

6. Możecie użyć nakładki na zdjęcie profilowe na facebook. To bardzo prosty sposób, by zasygnalizować i zaciekawić inne osoby istnieniem procederu i by mogły zainteresowane wyszukać potem dalszych informacji. Nakładka jest zatwierdzona przez facebook. BY JĄ USTAWIĆ – naprowadzamy kursor na swoje zdjęcie profilowe – wybieramy napis “aktualizuj”, który się na nim pojawi – po kliknięciu, pojawi się tam zakładka “dodaj nakładkę” – wpisujemy wyszukiwarce freethegalago i ustawiamy jedną z dostępnych – gotowe.

7. Udostępniajcie artykuł na stronach agencji turystycznych organizujących wycieczki do Hiszpanii i podejmujcie inne tego typu akcje, które przyjdą Wam do głowy.

Do wymiany pomysłów i ich realizacji utworzyliśmy grupę na facebook – Na Pomoc Galgo Dołączajcie do niej, jeśli macie jakieś konkretne pomysły, chcecie pomóc w realizacji pozostałych lub macie dodatkową wiedzę (bo materiałów w Polsce o tym jest bardzo niewiele). Razem możemy więcej! Po to właśnie, między innymi, istnieje nasz blog,  by mieć siłę zmieniania takich zjawisk.

Aktualizacja 1: Jak wiecie, jesteśmy w nieustannej podróży. Często z bardzo ograniczonym zasięgiem do internetu, dlatego nie nadążamy z odpowiedziami na wszystkie komentarze i wiadomości prywatne, nie jesteśmy w stanie też koordynować wszystkich inicjatyw do walki z procederem. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Dlatego stworzyliśmy grupę Na Pomoc Galgo  byśmy nie musieli pośredniczyć we wszystkim, bo jest to niemożliwe.

UWAGA: ostrzegamy przed zaagngażowaniem się w akcje osób Wake Up Doszły do nas głosy o ich niepoprawnym sposobie działania. Nie jesteśmy w stanie tego w pełni zweryfikować, więc nie przesądzamy. Z naszej strony tylko powiemy, że o niejasnych intencjach działania twórców tej społeczności może świadczyć fakt, że w żaden sposób nie korzystali z materiałów, które przygotowaliśmy do walki z tym procederem i ich nie promowali (np. list protestacyjny do ambasady). Nie szerzą również informacji o najważniejszej petycji do Parlamentu Europejskiego. Nie zaangażowali się także i nie skorzystali ze społeczności i akcji, które już zostały w tym temacie podjęte, na stworzonej przez nas grupie Na Pomoc Galgo. Zresztą zostali mianowani przez nas na chwilę jej administratorami i nie wykazywali tam żadnej aktywności.

Chciałbym Was jednak wszystkich poinformować, że planujemy i obmyślamy kolejne działa oraz przekazać, że dzięki Wam już ruszyła lawina! Dzięki udostępnieniom artykuł dotarł do organizacji i kont, które mają znacznie większą siłę niż my. Ten artykuł został przedrukowany już w portalach internetowych (m.in. WP turystyka oraz NOIZZ) oraz udostępnił go polski aktor walczący o prawa zwierząt Marcin Dorociński i mamy zapewnienia od kolejnych znanych osób o publikacji, np. Martyny Wojciechowskiej. Pracujemy też nad wersją tego artykułu w wersji angielskiej, byście mogli go wysłać swoim zagranicznym znajomym. Na razie możecie im wysłać jakiś z artykułów, które podane mamy poniżej

Aktualizacja 2: pytacie nas, jak można zaadoptować takiego psa. Piszcie do organizacji podanych poniżej, niektóre pomagają, inne odmawiają, bo nie mają swoich przedstawicieli – “kontrolerów” w Polsce. Jednak zachęcamy Was do adopcji psów z polskich schronisk, a w sprawie Hiszpanii najważniejsza jest pomoc w nacisku na władzę, by powstały rozwiązania systemowe, a nie tylko jednostkowe.

Podziękowania dla Sary z Nomad.dog oraz Robei z Viajerosperrunos, za wsparcie i pomoc merytoryczną.

 PRZYKŁADOWA TREŚĆ LISTU PROTESTACYJNEGO DO AMBASADY:

Szanowni Państwo

Chciałbym wyrazić swój sprzeciw i obrzydzenie wobec procederu, który ma miejsce w Hiszpanii. Co roku w Waszym kraju masowo zabija, torturuje, okalecza, porzuca i celowo zaniedbuje psy wykorzystywane przez niektórych Waszych rodaków do polowań oraz wyścigów (często nielegalnych). Szacuje się, że rocznie cierpi od 50 do 100 tysięcy psów, dotyczy to przede wszystkim psów rasy Galgo oraz Podenco.

Rząd Hiszpanii oraz ogół społeczeństwa mają wiedzę i świadomość o zachodzących wydarzeniach, tymczasem wciąż występuje społeczne przyzwolenie, a co gorsze, bezczynność rządu i organów państwa w celu zwalczania i zapobiegania temu zjawisku. Przyzwolenie na wieszanie psów na drzewach, by dusiły się przez kilka godzin czy nawet dni, zakopywanie ich żywcem, wrzucanie w kaniony, studnie, głębokie doły, przeciąganie za samochodem, zagładzanie na śmierć, łamanie kończyn, oblewaniem kwasem i wiele innych sadystycznych działań.

Chciałbym więc poinformować, że podejmę wszelkiego rodzaju działania, w których informować będę inne osoby o zacofaniu Hiszpanii względem europejskich standardów, nie tylko w kwestii formalnych praw zwierząt, ale także „humanitaryzmu” oraz wartości etycznych i moralnych.

Ogłaszam również, że w ramach osobistego protestu, powstrzymam się od wszelkich wyjazdów turystycznych do Państwa kraju, do tego samego będę namawiać pozostałe osoby. Hiszpańska branża turystyczna „czerpie garściami” z wizerunku swojego kraju, jako „pełnego życia, radosnego, zabawowego i ludzi o ciepłych sercach”. W obliczu wydarzeń, które mają tam miejsce, faktu że zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od turystycznych ośrodków i stolicy kraju odnajdywane są masowe groby zwierząt, niemożliwe jest podtrzymywanie tego mitu. Także dostarczanie środków finansowych ludziom, którzy z jednej strony uśmiechają się do nas – turystów i dzięki nam zarabiają, a weekendami urządzają tortury na zwierzętach na masową skalę lub ludziom, którzy „przymykają oko” na wydarzenia, o których mają wiedzę. Wiedza ta musi być powszechna, skoro rok w rok, zabijanych, torturowanych i okaleczanych jest kilkadziesiąt tysięcy psów. Nie jest możliwe, by wszystko to działo się w ukryciu. Niemożliwe by najbliżsi członkowie rodzin tych sadystów nie mieli wiedzy o praktykach swoich ojców, mężów, braci, dziadków, dzieci.

Podejmę także inne kroki, bojkotujące hiszpańskie interesy, jak bojkotowanie hiszpańskich marek odzieżowych, spożywczych, warzyw i owoców, itd. Będę także wspierał inne inicjatywy podejmowane przez pozostałe osoby w Polsce, które mają wiedzę o tym procederze – wśród nich m.in. rozwieszanie plakatów informujących o procederze w takich miejscach jak: kliniki weterynaryjne, sklepy zoologiczne itp. Sam dowiedziałem się o procederze z artykułu w internecie, który udostępniło już ponad 12 tys. ludzi i liczba wciąż rośnie, także za sprawą mojego udostępnienia.

Będę trwał w tych działaniach tak długo, jak długo nie dowiem się o rozpoczęciu faktycznych i skutecznych działań ze strony hiszpańskich instytucji państwowych, które będą miały na celu ukrócenie sadystycznych praktyk części hiszpańskiego społeczeństwa (nie tylko myśliwych i uczestników wyścigów, ale także hodowców, którzy ich zaopatrują i rozmnażają psy w skandalicznych warunkach).

Wielka szkoda, że moje działania dotkną również przeważającą część społeczeństwa Hiszpanii, która nie bierze udziału w procederze. Także osoby dobre i szlachetne, w tym takie, które starają się walczyć z procederem. Są one jednak ignorowane przez swój własny rząd i instytucje państwowe, które Państwo reprezentujecie.

Jestem przekonany, że tylko ostracyzm i uderzenie w finansowe interesy Hiszpanii jest w stanie przekonać Wasz rząd do działania, skoro przez dziesięciolecia pozostawał on bierny wobec tego procederu. Niech ma świadomość, że nie jest to już wyłącznie sprawa „hiszpańska”.

Z wyrazami szacunku
XYZ

List możecie adresować na 3 różne sposoby, najlepiej wykorzystajcie każdy z nich: 1) Fizycznie, klasycznym listem na adres ambasady Hiszpanii w Polsce: Ambasada Królestwa Hiszpanii, ul. Myśliwiecka 4, 00-459 Warszawa. 2) Na skrzynkę mailową ambasady emb.varsovia.info@maec.es oraz 3) W formie komentarza pod jakimkolwiek postem ambasady na ich fanpage na facebook – https://www.facebook.com/EmbEspPolonia/ Na marginesie dodam, że mój komentarz usunęli, więc zafundujmy im ostry spam, by nie nadążali z usuwaniem pojedynczych komentarzy 😉 ).

PLAKATY INFORMACYJNE (przygotowane do druku A3 lub mniejszego, w razie problemów z pobraniem w pełnym rozmiarze, napisz maila z prośbą o przesłanie na pk.miklaszewski@gmail.com) :

ŹRÓDŁA I PRZYDATNE LINKI:

Petycja do Komisji Parlamentu Europejskiego

https://petiport.secure.europarl.europa.eu/petitions/pl/petition/content/0516%252F2016/html/Petycja-nr-0516%252F2016%252C-kt%25C3%25B3r%25C4%2585-z%25C5%2582o%25C5%25BCy%25C5%2582%2528a%2529-P.E.-%2528Francja%2529%252C-w-sprawie-niew%25C5%2582a%25C5%259Bciwego-traktowania-ps%25C3%25B3w-w-Hiszpanii-?fbclid=IwAR1dBOZ2RbCQ6Q0mlY1p7mcMdWOc227d6dqivBwFoGvg0l4oKs2bRSt_CKg

Druga petycja, o mniejszej mocy sprawczej
https://www.spcai.org/other-ways-help/sign-our-petitions/sign-our-petition/

Filmy:
„YoGalgo” – film dokumentalny, social media, strona www.
Broken Spirit – The Galgo’s Last Run” – film dokumentalny Karen Soeters

Febrero, el miedo de los galgos – film dokumentalny Waggingtale Films

Organizacje w Hiszpanii:
Barcelona – SOSGalgos
Murcia – Galgos del Sol

Organizacje zagraniczne:
USA – GRIN (Galgo Rescue International Network)
Holandia – Dutch Galgo Lobby
Wielka Brytania – Greyhounds In Need
Francja – Galgos France

Niemcy – Galgo -hilfe

Belgia – https://www.greyhoundsinnood.be/

Artykuły:
2015/04/21 DODO
Tens Of Thousands Of Dogs Are Being Tortured For A Gruesome ‘Tradition‘”
2015/05/11 Pies.plHorror chartów w Hiszpanii
2015/08/21 National GeographicRestoring Dignity to Spain’s Mistreated Hunting Dogs
2016/10/26 National GeographicTraditional Hunting Dogs Are Left to Die En Masse in Spain
2017/02/01 Animals TodayPetition: ban the hunting with galgos in Spain
2017/02/10 OdditycentralThe Cruel Spanish Tradition That Kills Tens of Thousands of Greyhounds Every Year
2017/03/19 Animal Welfare Inter Group.euEnding the brutal fate of the Spanish galgo
2018/10/29 The Guardian Galgos: how rescue greyhounds became fashionable in Barcelona

The Holocaust of Galgos (MASS ANNIHILATION OF DOGS IN SPAIN)

The Holocaust of Galgos (MASS ANNIHILATION OF DOGS IN SPAIN)

In the past few weeks I found myself contemplating matter of Sota, a dog recently shot by an officer in Barcelona #justiciaparasota. I felt moved by an avalanche of memories from our trip through Spain and our stay in the Canary Islands. During that time, some things … connected with our passion and love for dogs, the work of rescue shelters in Spain, and atrocities we started reading about began to upset us greatly. Today, after reading… and checking … about the treatment of Galgos and Podencos dogs in Spain, I see that this country has large and complex problem. What is happening with these dogs is so brutal and cruel that we must take initiative now and unite our voices and stand as one. It is nearly unimaginable that it is the 21st century and these offenses our occurring in a European country, an EU member. It is an intentional holocaust of man’s best friend to an epic scale and horrific proportions (at least 50 000 to 100 000 dogs suffer each year)

fot. YoGalgo / Instagram

What are the Galgos and what is happening?

The Galgos breed (and Podenco breed) dogs have long traditionally been used for racing and hunting in Spain. We have no issues with the hunts or races themselves but the diabolical and barberous mistreatment of these animals themselves.

A Galgo Español is a Spanish Greyhound, an ancient race. Once, they were viewed as a valuable possession and breaded by noble families. Now, they are one of the most persecuted dog breeds in the world. These beautiful animals have become disposable tools, in the hands of Spanish galgueros (hunters). You can purchase Galgos dog for a mere 10 euros or $15 bucks! Due to the cheap supply of these animals, when they do not ‘work good’ or are no longer needed, they are murdered or brutally tortured and abused. It is estimated that every year, around 50,000 to even 100,000 are murdered, tortured, abused and/or abandoned. Do not adjust the monitor settings, you see a good number of zeros. A minimum 50,000 annually! This can not be estimated accurately because the farms (that produce dogs) are not controlled or regulated in any way, and there are for example, mass graves in the middle of nowhere which have been in existence for 20 years only now being discovered. One thing is certain, using the name “Holocaust greyhounds” is the most adequate.

fot. YoGalgo – Many people do not believe what is happening … only when they see it with their own eyes …
photo: YoGalgo – mass grave near Tarancón (near Madrid). Some of these dogs were hanged. The chips from the necks were all cut out.

 

fot. YoGalgo – When the team came back to remove the bodies, it turned out that at least 2 disappeared. The hunting community claims that the dogs abandoned or killed “is not their job”, they claim that the dogs were stolen, because “no galguero would treat his dog like this”. Question is … who would steal a tired, undernourished dog, then kill him, and then he would go back for the dog’s corpse?


Why are so many dogs being abandoned and abused?

Greyhounds used for hunting are usually used only for one season. Afterwards, they often are rejected and replaced with new ones. During the hunting season, lasting 4 months from November to February, galgueros have at least 10 galgos, and some of them even have up to 70! Because the dogs are so cheap to buy, their lives have virtually no value. At the end of February, when hunting season ends, hunters get rid of those they no longer need.

If dogs hunt poorly, they are tortured as punishment for the ‘shame’ they have brought their owners. The traditional explanation for their cruelty is that if a dog shames their master without meeting his expectations, defamation must be washed away by torture and the killing of the Galgo. In reality this practice is simply an exercise in sadism, and from an economic point of view, a reduction in costs. They often dispose of these animals in the most frightening ways imaginable. At times, strong acids are used purposefully poured over these living creatures to put them to a slow death. In other cases, they are simply dragged behind the car until they perish. Additionally and quite often, they are buried alive or thrown into deep wells or down canyons, leather stripped alive. It is only the lucky ones that may be simply shot and killed on the spot without experiencing the inhumane torture. But it is not all, there is one more traditional torture.

The most well known torture and killing method is called the “piano dance”. This consists of tethering the dog by the neck and fastening it so only the tips of the feet touch the earth. As the poor animal fights for each and every last breath, the animal slowly suffocates to death over hours and sometime over the course of 3 days. Why the name ‘piano dance’, because the dog during strangling makes characteristic noises.

The ‘Good’ hunting dogs are saved from torture and death if they are still young and strong…, because they may be used for more than one hunting season. They are kept in “zulos” – dirty, tight, unregulated kennels. Often in concrete bunkers, devoid of daylight, exercise, medical treatment and of course any sight of feelings. Often fed mainly with only bread, they eat each other when one falls from exhaustion. Before they are used for hunting, they are starved for days and embittered to make them better at hunting. There is a belief that a hungry greyhound gives more of himself in the chase and therefore makes a better hunter.

Even these dogs, the ‘good’ hunters, often perish by the age of three. After years of being weakened by malnutritment and lack of care, it is easier and cheaper to kill the dog rather than to pay to maintain them for the next season. Remember, you can purchase a new galgo for only 10 euros in a cattery, which supplies hunters with dogs. How it is possible that this cannibilistic cycle continues and the prices remain so low? Easy… there is a demand, there is a business, there is price competition. The farms set the prices and the vicious circle goes on.

Death through torture is not the only method to get rid off dogs. Those who do not “embarrass” their owner are “rewarded” by sending them to “perreras”. These are facilities like public dog shelters. However, when dogs are not adopted within 10 days can be euthanized (some provinces or cities in Spain have introduced a policy of not killing dogs in shelters, in others it is still the norm). Some Galgueros decide to simply abandon them as well. They transport them somewhere far away and leave them, often breaking their legs or tying them with chains so that they can not come back. If they have identity tattoos or microchips, their skin is cut to remove any traces of the owner. They usually die of hunger, car accidents, or end up in city shelters where after a few days they are put to sleep. Some galgueros who have “more heart” give them to private shelters, where dogs may have a chance for another life. Those shelters still are often overcrowded.

fot. YoGalgo
photo: YoGalgo Dogs also have many problems psychologically after the abuse.



T
here is also a group of ‘lucky’ dogs that are being recovered by volunteers through a type of intervention. This is not an easy task because dogs are often terrified, distrustful, and can not be caught easily. Additionally, volunteers are often met with hostility and contempt on the part of hunters for showing concern for race and dog deemed worthless. There are several shelters devoted exclusively to the rescue of galgos and podengos, another race used for the entertainment. Organizations and foundations help in veterinary care, adoption and fundraising. Almost all funds for helping these dogs currently come from outside Spain, namely from the USA, Great Britain, Belgium, Denmark, France, the Netherlands and Germany.

YoGalgo

 

And what about the Spanish government?

The most shocking thing about this situation is that the authorities in Spain are well aware of what is happening and it seems, however, that they do not want to put a stop to it. On the contrary, laws and regulations are being introduced in such a way that the Spanish Greyhound owners can avoid any and all punishment for their sadism. According to Spanish law, Galgos and Podencos are considered “business” or “working” dogs and as so are exempt from the provisions regarding cruelty to pets. They are simply tools to use and be thrown away when the owner does not consider them useful for work.

It would appear that little can be done in the hunting tradition rooted in hundreds of years of Spanish customs. Another fact making this epidemic difficult to correct is that many hunters are people from the “upper classes”, members of the political and financial elite, or at least from influences and acquaintances in these elites and state authorities. May I remind you that 5 years ago the previous king of Spain himself went to Africa and organizes elephant hunting. Leading by great example, right?

Additionally, attaching Galgos to cars, motorcycles, horses, etc. in order to check their speed is common practice, and is only viewed as an administrative offense. This is not criminal unless it results in death or serious injury. Though both occur frequently, these incidents are rarely reported nor enforced.

There is the National Federation of Galgos, which penetrates all areas of society and has political influence. They present the tradition of hunting greyhounds as a thousand-year cultural treasure practiced from generation to generation. Not one of the breeding farms have yet to be prosecuted, and many of Spanish associations that oppose this cruelty do not have a political voice.

And what about Spanish people?


Many of the people living in Spain think its cruel and they are against such treatment. Many people save these dogs and adopt them. The problem is that it is not always easy and pleasant. Those who harm them, do not spare bad words to those who save these “useless” dogs, especially in the south of the country and in smaller towns. Dogs also have many problems psychologically after the abuse.

Sara with rescued Joy – galgo, Ula – podenco, and Ginger mongrel from Zambia z Nomad.dog


Fortunately, Galgos are becoming more and more popular and more and more can be seen on the streets of large cities, especially northern Spain and big cities. Having them becomes not only normal, but fashionable as well. “In Barcelona you don’t buy galgos, you adopt them” says Klea Levin, designer and founder of Barcelonadogs.com.

Klea Levin, Barcelonadogs.com – works closely with the SOS Galgos foundation

There are the organizations such as SOSGalgos, GRIN, and Galgos del Sol. They work on different projects and documentary films such as Yo Galgo, https://yogalgoproductions.com/ to help raise awareness. Each foundation runs its own website, tell stories of specific dogs, record videos of individual rescue actions, establish help centers for these dogs, help in adoption, and send dogs abroad. They run classes where they educate young people and run educational projects among local people. They make informational banners on the streets and write articles for national and foreign newspapers. They set up accounts on various social media and try to publicize the problem. The question remains, is it helping? Does it help? Do we hear them?

YoGalgo / trailer and movie to watch on this site or vimeo

Private people and several organizations are fighting for the “rights” of these animals and something is slowly changing … However, progress appears too slow, and the lack of appropriate law and the ignorance of institutions are the law of the act.

Abigail Christman, the founder of the international Galgo Rescue network (GRIN), says “the next generation is the key.” In addition to educating the general public about the fate of Galgos and Podengos, young people should be taught the humane treatment of animals and stop poor breeding practices.

There are dozens of private organizations fighting against this cruel tradition in Spain, but their efforts are mainly focused on saving abandoned Galgos and appealing to the authorities to punish the perpetrators. Unfortunately, most of them are aware that these are not effective long-term solutions and that the only way to really change this situation is to change the perception of dogs by people and the value of their lives. Raising awareness and education is the only solution to this situation!

YoGalgo – The first February was named the international day of Galgo (World Galgo Day) #FreeTheGalgo, so we encourage you to take action on social media on that day


And what about the EU?

Nothing specific can be noted regarding the actions of the E.U.. Individuals try but it does not bring any visible effects.

On March 8, 2017, Anja Hazekamp, a Dutch deputy vice-president of the European Parliament’s Intergroup on Pet Care, organized the “Broken spirit – The “galgo’s last run” event. This event focused on raising public awareness about the situation and fate of greyhounds in Spain. She is trying to draw the attention of the European Parliament to the mistreatment of these dogs and to raise awareness about the issue of galgos among the memebers of EP in order to be able to “cooperate and end it”.

Karen Soeters, founder of Animals Today, went to Spain and made a document that she presented at this meeting https://vimeo.com/197089467 . More videos you will find at the bottom of the article in “sources”).

Stefan Eck, a German deputy, adds that people must be informed about this brutal reality, both Members of the European Parliament and civil society. The fact that Galgueros are already afraid of petitions and what Karen Soeters document shows, shows us that we are on the right track. Here you can find link to the petition https://www.spcai.org/other-ways-help/sign-our-petitions/sign-our-petition/

UPDATE – MUCH MORE IMPORTANT PETITION is the one submitted to the European Parliament, which you can find HERE If the link doesn’t work, find petition by entering its number 0516/2016. Why  is it so important? Because it is not a petition existing for itself. This one in case of recognition, will actually force spanish government to refer to the issue and to take care of it effectively. It will force Spain to apply requiremnts of regualtions concerning wellbeing of animals. This wellbing is in EU acquis is common value. That’s why let’s support the one made by French citizens. Unfortunately authors do little to promote it (when we found it, it was signed by 17 people). Beause of that send this petition to all your friends, it can be signed by every person. On the top left side you can choose one from more than 20 languages. You have to register to sign petition.

What can we do about it?

As we have already mentioned, many members of the institutions representing the authorities have broadly misunderstood the “business” in this and are convinced that this is a matter that very few people from outside of Spain know about. Therefore, it’s time to make them realize that thousands of people can easily learn about it and that this knowledge can hurt Spain, which derives huge profits from tourism.

First and foremost, we need to raise public awareness on the issue. Please talk about it loudly and condemn any manifestations of aggression towards dogs. Let your own voice be heard. Share this post, inform your friends and your neighbors. We need to unite and spread this story of gross mistreatment of animals. What is more:

1. WE RECOMMEND BOYCOTT TOURIST TRIPS TO SPAIN. Read more

Video relacja z gór Huayhuash w Peru

Video relacja z gór Huayhuash w Peru

Pierwsza część relacji z naszego 11 dniowego trekkingu w Cordillera Huayhuash. W tej części zobaczycie m.in. najpiękniejszy widok, jaki dotychczas widzieliśmy w naszym życiu, nasze górskie obiady, jak Snupi radzi sobie w górach i Izę jako Chinkę. Druga część relacji jest prawie gotowa, więc powinna być już za tydzień. Zachęcamy więc do subskrybowania naszego kanału na YT, wtedy będziecie mieli pewność, że informacja o nowym odcinku do Was dotrze.

AKTUALIZACJA DRUGA CZĘŚĆ:

Zapraszamy Was koniecznie do obejrzenia, bo wrzucenie kosztowało nas 3 dni jeżdżenia za internetem i mnóstwo kasy na doładowania internetu w telefonie, by dokończyć wgrywanie (robiliśmy to w Boliwii, gdzie internet to średniowiecze)  Dowiecie się czemu ja płakałem, a Iza wpadła w atak histerii. Zobaczycie Snupka w hawajskiej koszulce na środku lodowca i najtrudniejszy fragment szlaku. Za naszymi pięknymi zdjęciami i filmami, kryje się cała gama emocji. Często nie mamy nagranych tych najbardziej skrajnych, bo nie ma wtedy na to czasu, sił, chęci czy po prostu fizycznych możliwości. Mam nadzieję, że poczujecie chociaż namiastkę.

NÓŻ, SCYZORYK, MULTITOOL – rzeczy przydatne w podróży

NÓŻ, SCYZORYK, MULTITOOL – rzeczy przydatne w podróży

Zajeżdża tu lekką oczywistą oczywistością i nic w tym nietypowego, a jednak… Spotkaliśmy masę podróżników, którzy go ze sobą nie mieli. Większość o nim najzwyczajniej zapomniała. Wielu sądziło, że im się nie przyda, bo nie zapuszczają się w jakieś samodzielne trekkingi, ale przyznawali, że to był błąd i muszą sobie jakiś skołować. Drugi wątek – nie chodzi o taki zwykły nóż. Warto, by był on czymś bardziej wielofunkcyjnym. Można pokusić się nawet o jakiegoś multitoola, który będzie miał w sobie…np. kombinerki. Choćby przydać się one miały tylko 2 razy do roku, to okazać się to mogą bardzo istotne 2 razy.

Zanim rozwinę powyższe wątki, wyjaśnijmy jedno – nóż do samoobrony to sprawa drugorzędna, można wręcz powiedzieć, że nawet błędna i ryzykowna. Pamiętajcie, jeśli wyciągacie nóż, musicie być gotowi go użyć. To oznacza gotowość nawet do zabicia kogoś, Może to być czystym przypadkiem, w trakcie szamotaniny czy trafienie, akurat, w jakąś aortę. Co jednak ważniejsze – MUSICIE UMIEĆ SIĘ NIM POSŁUGIWAĆ, a miejcie świadomość, że napastnik raczej ma te zdolności większe, a przynajmniej mniejsze opory skrzywdzenia kogoś. Może wam go bardzo sprawnie odebrać i użyć przeciwko wam. Możecie się zranić sami lub swojego współtowarzysza podróży w szamotaninie. No i możecie tylko jeszcze bardziej zdenerwować napastnika. Wyciągnięcie nóż, a on wtedy wyciągnie broń palną… I co wtedy?! Te uwagi dotyczące noża można zastosować do wszelkich innych narzędzi, jak pałka teleskopowa itp. O wiele bardziej przydatne, zwłaszcza dla kogoś bez umiejętności walki, jest zaopatrzenie się w gaz pieprzowy (ale o nim innym razem) oraz posiadanie „fałszywego portfela”, który opisywałem wcześniej w cyklu rzeczy przydatnych w podróży

Narzędzie przyda się za to do dziesiątek innych czynności: otwarcia puszki konserwowej, kapsli od butelek, wina , pokrojenia owoców czy ich obrania, bo w warunkach podróży często nie mamy jak ich umyć (o tym, dlaczego to trzeba robić, pisałem przy okazji wpisu o innej przydatnej rzeczy – obieraczce), warzyw. Czy tak codziennej rzeczy, jak pokrojenia pieczywa i zrobienia sobie kanapki w każdym miejscu i każdej porze. Przecież w warunkach podróży jemy często coś “na kolanie”, przed chwilą zakupionego w sklepie. Ostrze przyda się także do oprawienia patyka, który ma pomóc w marszu, gdy nie mamy ze sobą żadnych kijków trekkingowych czy patyka do ogniska. Jednym słowem, zamiast samego noża – ostrza, warto mieć scyzoryk z kilkoma narzędziami.

To, jakich narzędzi potrzebujecie, zależy od sposobu waszego podróżowania. Jednak, pamiętajcie, czasem może się przydać coś, czego zupełnie nie przewidujecie, np. śrubokręt, bo coś się poluzuje w waszym sprzęcie fotograficznym czy kempingowym. Nawet śrubokręt mikro-precyzyjny, bo macie okulary i ich zauszniki się nieustannie luzują albo telefon wpadł do wody i będziecie mogli go dzięki takiemu śrubokrętowi otworzyć na części i próbować uratować. A może pęseta, by wyciągnąć kleszcza albo drzazgę z siebie/psa, albo wsadzić na miejsce jakaś malutką część, która wypadła ze sprzętu?! A może kombinerki? Nam by się przydały w ewidentny sposób tylko 2 razy w ciągu ostatniego roku, ale za to kiedy! Jednym z nich był trekking na wulkan Acatenango w Gwatemali. W planie mieliśmy nocleg na szczycie na 3700 m n.p.m z widokiem na czynny wulkan Fuego. Porywisty wiatr, wilgoć z chmur, przeszywająco zimno. Przy nieustannej walce z wiatrem, udało się postawić namiot. Ręce nam już odpadały z zimna, chceliśmy sobie ugotować wodę, a tu się okazuje, że pokrętło w naszym palniku się zablokowało (bo nie używaliśmy go przez 4 miesiące, a palnik ma już 4 lata, więc coś się „zapiekło”). 20 minut próbowałem złapać czymś pokrętło, by je rozruszać, ale mieliśmy przy sobie bardzo niewiele rzeczy (to miał być tylko 2-dniowy trekking i dlatego też nie sprawdziłem dokładnie sprzętu). W ruch poszły nawet zęby, ale żal mi ich było. Ostatecznie, udało się, ale gdyby skończyło się inaczej… to nie byłoby nam zbyt wesoło. Byliśmy mega zziębnięci, a wodę, którą mieliśmy ze sobą, chcieliśmy zagotować, bo nie byliśmy przekonani o jej czystości… Druga sytuacja, to gdy pękła tuleja na jednym z segmentów stelaża namiotu (przy jego składaniu jeden segment nie wszedł do końca i przy naprężeniu rozerwał końcówkę tulei, która musiała być wcześniej pewnie uszkodzona w transporcie). Odkryliśmy to dopiero w nocy, gdy wiatr zaczął miotać tropikiem. Materiał zaczepił o to pęknięcie i się rozdzierał. Zakleiliśmy pęknięcie grubo plastrem, ale wcześniej musieliśmy je czymś zagnieść. Udało się z wykorzystaniem kamieni, ale musieliśmy rozłożyć cały namiot w środku nocy. Gdybyśmy mieli kombinerki, moglibyśmy to zrobić w kilkadziesiąt sekund, wystawiając tylko ręce z sypialni namiotu. To była ciepła noc, w dość spokojnych warunkach, a co, gdyby stało się to gdzieś w wysokich górach albo przy ulewie?! Pewnie było jeszcze kilka innych sytuacji, gdy kombinerki okazałyby się przydatne, ale poradziliśmy sobie w inny sposób, szybciej i bez jakiś poważniejszych konsekwencji, dlatego nie zapadły mi w pamięć. No ale właśnie… są czasem sytuacje, gdy kilka minut może się okazać kluczowe dla całego dnia.

Dlatego sam nóż, który ważyć będzie jakiś 150-250 gram, warto zastąpić czymś z mniejszym ostrzem, ale z rozbudowaną ilością innych narzędzi. Jasne, waga będzie pewnie odrobinę większa, ale nie musi być to dramatyczny wzrost. Można dorwać toola pełnowymiarowego już 200-gramowego, np. Leatherman Signal waży 214 gram, ale można od niego oczepić 3 elementy (ostrzałkę, krzesiwo z gwizdkiem i klips do mocowania) i już będzie to poniżej 200. Wagi jakiś scyzoryków z sensownym ostrzem z kilkoma narzędziami też zaczynają się od 150 gram. Wielkie ostrze nie jest potrzebne, jeśli nie zamierzamy mieszkać samotnie w lesie i polować oraz budować sobie codziennie szałasu. No chyba, że ktoś ma jakieś kompleksy 

My właśnie zastąpiliśmy scyzoryk bez kombinerek na multitoola. Jest to element naszych przygotowań do przeprawy przez Kanadę, Alaskę i północno-wschodnie krańce Rosji (jeszcze tysiące kilometrów dalej niż Syberia). Będziemy na tak odludnych terenach, zdani często tylko sami na siebie – co nie jest nam obce z poprzednich doświadczeń ale jednak nie były to aż tak niewybaczalne błędów rejony i tak odseparowane – że musimy być w jak największym stopniu samowystarczalni. W prezencie otrzymaliśmy multitoola Leatherman Charge Plus.

Ogromną wadą tego modelu jest brak szydła/rozwiertaka, to moje największe zastrzeżenie. To narzędzie przydatne w ogromnej ilości sytuacji. Przydałaby się także odrobinę dłuższa piła oraz otwieracz do kapsli i konserw działa o wiele gorzej niż w scyzorykach Victorinox. Bity śrubokrętowe są wymienne i w zależności od modelu dostajecie od razu albo trzeba dokupić ich zestaw. Dla mnie bity są ważne, bo kilka razy już rozkręcałem nasze telefony, laptopy i aparaty fotograficzne, by uratować je po zamoczeniu, albo wyjąć dysk z zepsutego laptopa. Jednak w zestawie nie ma specjalnej przedłużki (trzeba ją dokupić osobno za 60-90 zł), która umożliwia rozkręcania śrub w bardziej trudno dostępnych miejscach, w moim przypadku to niemal połowa okoliczności.

Waży on już niemało, bo 235 gram, ale ma masę narzędzi, z których można zrobić kilka zastosowań. Jakość przyjdzie mi przetestować, na razie bazuję na tym, że jest legendarna – i to nie tylko marketingowo. Ten model nie jest tani, dlatego alternatywą może być prawie identyczny, a dużo tańszy, model Wave Plus czy wspomniany Signal – znacznie lżejszy i również tańszy. Ale nie myślcie też, że taki multitool musi być wielki i nieporęczny. Możecie wybrać coś już od wagi 55-60 gram (i to z kombinerkami! na przykład TAKI), a do tego osobny, drugi nóż. Można też znaleźć scyzoryki z małymi kombinerkami i mnóstwem narzędzi o wadze ok. 180-200 gram (przykład 1 albo przykład 2)

AKTULIZACJA: po roku używania mutlitoola musze z żalem stwierdzić, że Leatherman znacznie ustępuję produktom firmy Victorinox.  Narzędzia tej drugiej są odrobinę lepszej jakości, ale przede wszystkim – działają znacznie lepiej, chociażby otwieracz do kapsli (Leatherman mam czasem duże trudności zaczepienia niektórych kapsli) czy konserw/puszek (Victorinox tnie z dużo większą lekkością). Piła do drewna również jest znacznie lepsza w Victorinox. Jedyne czym wygrywa Leatherman to kombinerki. Zatem jeśli chcecie je mieć, ale nie jest to najważniejsze narządzie dla Was to polecam zamiast Leatherman – Victorinox model Swisschamp!  Albo pozostać przy scyzoryku bez kombinerek, a dokupić je sobie w takiej postaci – Knipex Cobra XS (100) najmniejszych “pełnozadaniownych” kombinerek na świecie. Waga zaledwie 65 gramów, a funkcjonalność ogromna.

No właśnie, przy wybieraniu swojego noża (mówiąc już ogólnikowo) musicie pomyśleć, jak chcecie połączyć narzędzia i gdzie je nosić. Można bowiem skorzystać z jednej z dwóch szkół: 1. Chcemy mieć wszystko w jednym przedmiocie – ryzyko w razie zgubienia/kradzieży, bo zostajemy z niczym oraz nieporęczna waga jednostkowa.
2. Rozbijamy potrzebne nam narzędzia na więcej przedmiotów, wtedy mamy zabezpieczenie w razie utraty, ale zwiększa nam się waga całości (bo przecież najwięcej ważą wszystkie rączki, a w takim scyzoryku czy multitoolu każdy niemal centymetr jest wykorzystany na coś). Musimy też pamiętać, gdzie jakie narzędzie mamy, znaleźć i by zabrać to, co potrzebujemy gdy przepakowujemy bagaż.

By pomóc wam podjąć decyzję, dorzucę kilka porad pobocznych:

– Przywiąż do noża jakiś troczek w wyrazistym kolorze, nietypowym dla natury, np. wściekło pomarańczowym, różowym itp. W razie jego upuszczenia/zgubienia w trawie, śniegu, wodzie, łatwiej będzie go wypatrzyć.

– Trzymaj go w miejscu łatwo dostępnym, by faktycznie ułatwiał ci życie, kiedy będziesz go potrzebował, a nie byś musieć go szukać 5 minut w plecaku, otwierać główną komorę plecaka czy przewalać wszystkie rzeczy w namiocie. (Dlatego uważnie zastanów się, czy lepiej u Ciebie się sprawdzi jedno narzędzie czy 2/3). Trzymaj go w kieszeni, albo specjalnej kaburze podpiętej do paska spodni.

Ja swój scyzoryk trzymałem dotychczas jako… wisiorek- naszyjnik. Trzeba tylko uważać, by nie wybić sobie nim zębów przy pochylaniu się, więc trzymać go trzeba zawsze pod bluzką – ja nabrałem tego odruchu. Niemniej bywało to bolesne w innych okolicznościach – gdy trzymałem nóż na wierzchu i zrobił się potwornie zimny, a potem wrzucałem na rozgrzaną klatkę piersiową  Za to jest to miejsce, gdzie nóż na pewno będzie zawsze z nami, nie zapomnimy go spakować do kieszeni, gdy wychodzimy tylko na kilka godzin i zostawiamy plecak, nie wypadnie z tejże kieszeni podczas wsiadania/wysiadania z auta/autobusu czy podczas biegu. Będzie zawsze, ale to zawsze, pod ręką (gdy plecaki są w bagażniku albo na dachu autobusu. Nóż może się przecież przydać w czasie długiej jazdy do zrobienia kanapki, albo w razie wypadku – do przecięcia pasów czy wybicia szyby). Gdy jesteśmy w namiocie, o dość mocno ograniczonej powierzchni, to taki naszyjnik z noża chroni przed gimnastykowaniem się w chińskie zero, w celu wyciągnięcia noża z kieszeni czy wbijania się go w tyłek, uda czy w żebra podczas siedzenia.

Można sznurek zrobić ze specjalnym węzłem, który skraca i wydłuża całość, co uchroni przed koniecznością zdejmowania całego naszyjnika przez głowę do prostego użycie noża. Ewentualnie, gdy noża jednak potrzebujemy na dłużej i bardziej swobodnie, to możemy go trzymać na tym sznurku na malutkim karabińczyku, by odpiąć sam nóż. Taka lokalizacja noża mocno też ogranicza jego utratę w razie napadu rabunkowego. Kieszenie napastnik zawsze nam zmaca i nie pogardzi takim nożem, na szyi raczej nie będzie szukał, jeśli nie mamy go na złotym łańcuszku 

Przy masie mojego obecnego multitoola, 235 gram, to miejsce staje się mało wygodne (ale taki model Signal by dał radę jeszcze). Nie smuci mnie to, bo teraz na szyi będę nosił kamerkę sportową w stylu gopro, bo waży 130 gram. Tak naprawdę bardzo dobrze wyszło, bo bardziej mi zależy na jej ochronie przed kradzieżą i zgubieniem niż noża (nie wiem czemu wcześniej o tym nie pomyślałem…)

Jeśli zdecydujecie się na noszenie narzędzia przy skórze, to unikajcie aluminiowych konstrukcji. Glin jest szkodliwy dla zdrowia. Nie chcę tutaj wchodzić w dyskusje, że otrzymujemy go we wszystkim i czy jest szkodliwy od samego dotykania skóry. Akurat rękojeść tego urządzenia jest aluminiowa, ale poddana została procesowi anodowania, który wytwarza warstwę bezpiecznego dla zdrowia tlenku. Dodatkowo sprawia powierzchnię bardziej odporną i chropowatą, co poprawia chwyt.
W planach mam wydrukowanie w drukarce 3D elementu, który podczepię na spodzie toola i będę mógł nim uderzać, jak młotkiem. Są multitoole (np. wspomniany model Signal), która mają już same w sobie taką konstrukcję.

Taki sznurek z naszyjnika jest też przydatny, bo gdy go zdejmujemy z szyi, to możemy zapleść go na nadgarstku, by nie zgubić noża/kamerki gdy ich używamy, np. kamery, gdy pływamy albo noża gdy wchodzimy na masz jachtu czy pracujemy w głębokim śniegu.

– Jeśli podróżujecie w parze, to warto mieć przynajmniej jeden dodatkowy nożyk, nawet coś malutkiego. Przyspieszy to ogarnianie obozowiska, albo umożliwi drugiej osobie szykowanie jedzenia. Dobrym zwyczajem może być, gdy ten dodatkowy nóż będzie właśnie tylko do jedzenia, a skomplikowany scyzoryk czy multitool zostawimy do zadań pozostałych. Po co? Taki prosty nóż jest najzwyczajniej łatwiej umyć. Częste mycie scyzoryka czy multitoola wypłukuje z niego smar, który gwarantuje gładkie i właściwe działanie. Drugi nóż jest też przydatny w kwestii bezpieczeństwa – może z jakiś powodów będziecie musieli się rozdzielić na trekkingu (bo jedno złamie nogę i drugie będzie musiało iść po pomoc), albo jeśli już dojdzie do sytuacji bez wyjścia, to nóż posłuży do próby obronienia się.

My, jako taki drugi nożyk, mieliśmy kiedyś plastikowy z decathlonu, ale zamieniliśmy go na coś znacznie bardziej przydatnego, a wciąż niezwykle lekkiego – Kershaw Reverb o wadze zaledwie… 45 gramów i z wbudowanym karabińczykiem, który może posłużyć jako otwieracz kapsli. W naszej wyprawie to niezwykle istotne, bo niemal każdy gram się liczy.  No i bardzo łatwo można go umyć, dzięki szerokim szczelinom pomiędzy ostrzem i dwoma stronami rękojeści i generalnie „otwartą” konstrukcją (czasem nie mamy jak umyć noża od razu po użyciu i jak go zamykamy, to wszystko wpada do wnętrza, tak samo też wszelkie “syfy” z kieszeni, piach, pył itd. itp.).

Kershaw reverb (zaledwie 45 gram) oraz nożyk z Decathlonu, wielkość ta sama, waga również piórkowa, za potencjał znacznie inny. Obydwa noże mają bardzo przydatne “fałszywe ostrze” – o czym poniżej.

 

Fałszywe ostrze, to przeciwległa do ostrza część na samym końcu nożna. Taki jego kształt umożliwia użycie go do wyczyszczenia ścianek albo dna pojemnika, w którym przechowywaliśmy jedzenie, czy, jak na załączonym obrazku, młynku po mieleniu kakao.

 

Wspomniana w tekście, “otwarta” konstrukcja nożyka i jego minimalizm.

Wybierz nóż z systemem otwierania jedną ręką. To nie tylko umożliwi jego błyskawiczne otwarcie, gdy drugą rękę masz czymś zajętą, ale także w rękawiczkach, albo ze zmarzniętymi dłońmi/palcami albo przy “słabych” paznokciach, gdy wydłubywanie ostrza w klasycznym scyzoryku byłoby, po prostu, bolesne i trudne. Taki system ułatwia otwieranie noża „po kryjomu”, np. w kieszeni spodni, za plecami, czy udając grzebanie w plecaku – w celu samoobrony. (UWAGA, w niektórych krajach noże z takim systemem są zakazane).

Wybierz nóż z system blokowania głównego ostrza, tzw. liner, frame, itp. lock (UWAGA, takie noże są zakazane w niektórych krajach), który uchroni przed niespodziewanym złożeniem się ostrza i zranieniem się przy wykonywaniu prac.

W wielu scyzorykach i multitoolach nie ma bardzo przydatnego narzędzia, jakim jest marszpikiel – mówiąc po ludzku – szpikulec/szpon. Zazwyczaj jest on tylko w nożach dedykowanych żeglarstwu, bo służy do luzowania węzłów. Szkoda, że producenci są tak ograniczeni twórczo, bo węzły rozwiązuje się przecież nie tylko na jachcie, a narzędzie przydaje się także do przebicia skorupy kokosa, jakiegoś kartonu czy zrobić nową dziurę w pasku do spodni. Taki szpon może też posłużyć do wyczyszczenia sobie brudu spod paznokci albo podważenia dużego kamienia z ziemi albo wypchnięcia ułamanej części śruby, nitu, czy rozbicia bryły lodu. Do części tych zadań, czasem nawet z większym powodzeniem, ale jednak nie do wszystkich, można użyć końcówki w scyzoryku/multitoolu – śrubokręta, albo – tego, co zazwyczaj nie-żeglarskie scyzoryki mają, zamiast marszpikiela – szydła/rozwiertaka. Ja swój marszpikiel zdemontowałem z badziewiastego scyzoryka, który kupiłem za 4 euro w Las Palmas, gdy obracaliśmy się w środowisku żeglarskim przed dłuższy czas, a nie chciałem ryzykować zniszczeniem/zgubieniem swojego normalnego scyzoryka. Uważam go za tyle przydatny, że noszę osobno, pomimo posiadania w dotychczasowym scyzoryku szydła/rozwiertaka.

Mój dotychczasowy zestaw, naszyjnik :D, w tym wspomniany – marszpikiel – Victorinox  Trailmaster. Zjechał ze mną kawał świata i chyba do niego powrócę, gdy dokupię wspomniane w aktualizacji kombinerki Knipex Cobra XS. 

 

Uważam, że bardzo przydatne jest ostrze ząbkowane. Najlepiej mieć dwa: jedno gładkie i drugie ząbkowane. Ale jeśli chcecie się ograniczyć tylko do jednego, to moim zdaniem dobrą opcją jest ostrze gładkie z ząbkowaną przednią lub tylną częścią. O tym, do czego się przydaje to ząbkowanie i czy takie mieszane ostrze wam się sprawdzi, musicie już poczytać na blogach stricte survivalowo-męskich, bo to temat rzeka. Na dodatek taki, który lubi być omawiany przez zakręconych na punkcie survivalu facetów, którzy wymyślają coraz to dziwniejsze „za” i „przeciw” oraz problemy takich konstrukcji, a przecież powinni być w stanie przeżyć w mrocznym lesie z nożykiem do masła 😉

Jakby ktoś chciał sobie poczytać więcej podstawowych informacji o budowie noży, to można zerknąć na 4-częściowy przewodnik tutaj https://www.combat.pl/blog/post/wiemy-czym-tniemy-nozowe-abc-2