PIES W GÓRACH – NA JAKICH WARUNKACH I JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ?

Góry Huayhuash w Peru. My na wysokości ok. 5 000 metrów, a szczyty za nami mają ponad 6 500.

Odnośnie obecności psa w górach istnieją dwie kwestie, które wywołują w „internetach” liczne kontrowersje: 1) bezpieczeństwo i zdrowie psa, 2) wpływ psa na środowisko, a dokładniej dzikich zwierząt w górach żyjących (to odnosi się też trochę do przebywaniem psa w innych środowiskach niż góry). Ponieważ mam już dość jednostkowego tłumaczenia i odpowiadania na te wątki, zarówno przeciwnikom, jak i zwolennikom – ale łamiącym wszelkie zasady szacunku do natury, to rozprawię się z tymi kwestiami w poniższym artykule.

Obydwa te zagadnienia to sprawa banalnie prosta do rozwiązania, pod warunkiem używania przez nas, właścicieli mózgu. Myślenia logicznego i spokojnego, okazywania szacunku i kultury innym zwierzętom, no i włożenia w to wychowanie psa i samego „spaceru” odrobiny pracy.

Zacznijmy od wpływu na środowisko. To temat, który interesuje zapewne więcej osób, w tym te, które tu zajrzały a mają negatywne nastawienie do przebywania psów, nazwijmy to, na łonie natury. W niektórych rejonach pełnych dzikiego życia, zwłaszcza tych o niskim natężeniu ruchu turystycznego, samo pojawienie się psa (lub jego zapachu) wywoływać może niepokój. Przypuszcza się, że zwierzęta kojarzą go z wilkiem lub lisem itp. drapieżnikami. Bardzo wrażliwe są np. niektóre gatunki ptaków – choć obecność człowieka wywołuje u nich również niepokój, to o wiele słabszych skutkach i o innych reakcjach niż obecność psa (wskazują to np. badania z okolic Sydney w Australii – artykuł o tym). Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo wyniki zależą od wielu innych czynników. Przykładowo – inaczej wygląda reakcja zwierząt przy szlakach wybitnie uczęszczanych przez turystów, gdzie obecność ludzka już dawno spowodowała przeniesienie się zwierząt lub zmianę ich zachowań (co wyczytać można między wierszami z tych samych badań z Sydney, jak też wielu innych badań). Jeszcze inne badania pokazują, że pies biegnący luzem po ścieżce jest mniej inwazyjny niż człowiek idący poza szlakiem z psem na smyczy – a więc dodatkowo dochodzi tutaj kolejna zależność, która udowadnia, że to nie pies jest meritum ingerencji, a sam fakt tej ingerencjistrona z badaniami ). Sprawa nie jest też prosta przy uwzględnieniu innych zmiennych. By je uwypuklić, podać należy dwie skrajne sytuacje. Z jednej strony, co z ekosystemami, w których pies jest całkowicie nieznany, tak samo nie istnieją tam drapieżniki, z którymi zwierzęta mógłby utożsamiać psa? Czy niepokój zwierząt będzie duży? Z drugiej strony, co z ekosystemami, gdzie takie drapieżniki są bardzo powszechne (i inne zwierzęta nauczyły się doskonale odróżnić psa od wilka, a niektóre są wręcz niejako przyzwyczajone do jego [wilka, lis itp.] obecności.

Podsumowując, bardzo wiele zjawisk zależy od charakterystyki danego miejsca i gatunków tam występujących. To o tyle istotne, że np. w górach, powyżej danej wysokości, ilość dzikich zwierząt spada diametralnie w porównaniu do np. lasu (aczkolwiek należy uwzględnić jeszcze zależność klimatu, w jakich te góry się znajdują. W Andach w amazońskiej części Ameryki Południowej na 2500 m n.p.m. mamy wciąż las deszczowy, podczas gdy w Europie już tylko ostre skały. Tutaj jednak znowu pojawia się cały łańcuch zmiennych zależności, zaczynający się od tego, że w obydwu tych miejscach występują zupełnie inne gatunki zwierząt. Zamiast wilków czy lisów, w Ameryce Południowej są pumy, jaguary i inne kotowate).

Dlatego proponuję Wam na spokojnie przeczytać różne badania, do których odnośniki załączam na końcu artykułu. Byście sami mogli zobaczyć jak wiele zależności oraz czynników może mieć duże znaczenie dla całej sytuacji. Trzeba je samodzielnie wyczytać między głównymi tezami, bo z jakiś powodów często nie są one zauważane (czy podkreślane) przez samych autorów tych opracowań. Jest to efekt prowadzenia bardzo uproszczonej dedukcji (co z kolei może wynikać z bardzo wielu przyczyn: braku wystarczającej wiedzy i inteligencji, celowego działania, a być może – jak mi się wydaję – głównie dlatego, że autorzy rozpatrywali tylko konkretne sprawy oraz przypadki i nie spodziewali się, że ktoś rezultaty ich badań będzie chciał uogólniać, wyrywać z kontekstu i wykorzystywać w innych sytuacjach o diametralnie różnej charakterystyce.

Najważniejsze, co wyłania się z niemal wszystkich badań, jest to, że inwazyjność psa jest zazwyczaj wypadową licznych BŁĘDÓW WŁAŚCICIELA. Badania ukazują bowiem szkodliwość psa w ekosystemie na podstawie jego zachowań, do których dochodzi przy braku kontroli nad nim przez właściciela lub patologicznego przyzwolenia z jego strony na takie: zagryzanie dzikiej zwierzyny, głośne i nieustanne szczekanie, rozkopywanie nor, schodzenie z wyznaczonych ścieżek, pozostawianie odchodów i przenoszenie chorób. Wiele z nich dotyczy wręcz wprost psów zdziczałych, bezdomnych, porzuconych, które zaczynają na stałe żyć w ekosystemie. Jak widzicie, bardzo wiele zależy więc od nas samych. Tymczasowe oraz kontrolowane przebywania zdrowego psa w ekosystemie tą inwazyjność diametralnie obniża, a  może nawet w ogóle jej nie powodować. Dlatego:

1. KONTROLUJEMY SWOJEGO PSA:

a) Poprzez smycz lub pewność na wzorowe, podkreślam – WZOROWE (a nie czasem tak, czasem nie) reagowanie na komendy. 

Nie pozwalamy psu schodzić ze ścieżki, ani odejść samodzielnie na większy dystans. Pies ma cały czas być blisko nas. Na dystansie, który gwarantuje nam możliwość NATYCHMIASTOWEJ reakcji i przywołania psa do porządku. Pies biegnący kilkanaście metrów przed nami, samopas, wywoływać może u zwierzyny dużo większy strach, niż maszerujący w naszym sąsiedztwie.

NIGDY nie pozwalamy psu gonić dzikiej zwierzyny lub niszczyć jej siedlisk – np. lisich nor. Straszne jest to, że niektórzy ludzie się wręcz tym szczycą i traktują jako rozrywkę dla psa (jest takich ludzi mnóstwo i nie są to tylko zdegenerowani myśliwi).

Nie pozwalamy też psu stać dłużej pod jakimś drzewem czy skakać na nie. Może się bowiem okazać, że jest tam ptasie gniazdo albo żyje tam inne stworzenie, które traktuje drzewo za swoje schronienie.

Mam pytanie do ludzi, którzy pozwalają psom na takie zachowania – czy byłbyś zadowolony gdyby wielki (stereotypowo) Rottweiler gonił twojego psa przez 15 minut? No byłbyś oburzony, żądałbyś kary śmierci dla psa i dla właściciela pewnie też, albo przynajmniej kagańca, kolczatki czy porządnej i krótkiej smyczy. Kochasz swojego psa i traktujesz jak dziecko, a jednocześnie gardzisz emocjami, strachem i wysiłkiem innych zwierząt: sarny, lisa, dzika, świstaka, kozicy, ptaków? Czy to są grzyby bez mózgu? Te zwierzęta czują dokładnie tak samo, jak twój pies. Druga uwaga – jesteś takim słabym właścicielem, że nie potrafisz psu zapewnić sam odpowiedniej zabawy? Jesteś tylko gościem w danym ekosystemie, bez swoich ubrań, telefonu komórkowego i zapasów batoników zginąłbyś tu w ciągu 2 tygodni, a pewnie o wiele szybciej.

Nie będę tu rozwijał wątków, że smycz według prawa wielu krajów jest bezwzględnie wymagana czy niebezpieczeństwa dla samego psa… Nic mnie nie obchodzi, że pies, który pogonił jakieś zwierzę, sam został zaatakowany przez dzika czy wilka (na marginesie, których spotkanie w wyższych partiach górach jest niemożliwe). Twoja decyzja, twoje konsekwencje, więc nie płacz potem w internetach. My rezygnujemy często ze smyczy, ale nasz Snupi jest z nami od 9 lat i byliśmy w setkach nietypowych sytuacji. Wiemy, że nie interesuje go gonienie dzikich zwierząt, a jeśli jednak czasem mu coś odwala,  to po naszej jednej i stanowczej komendzie zostaje na miejscu.  W ekosystemach z dużą ilością zwierząt nie pozwalamy mu być dalej niż 3-4 metry od nas. Musimy jednak zrozumieć, że większość psów w Polsce nie jest poddawana żadnej tresurze, ani nawet nauce posłuszeństwa. Dlatego my pochwalamy nakaz trzymania psa na smyczy na łonie dzikiej natury i nie zamierzamy w żaden sposób z tym nakazem walczyć. Jeśli oberwie się nam – w pełni kontrolującym swojego psa samymi komendami – kiedyś jakimś mandatem, to po prostu go przełkniemy. Dopóki w Polsce nie zostanie wprowadzone rozwiązanie znane np. ze Szwajcarii – iż każdy pies i właściciel muszą przejść wspólnie szkolenie z tresury, tak długo nakaz smyczy jest w Polsce potrzebny.

Badania pokazują także, że pies luzem jest bardziej inwazyjny dla ekosystemu niż pies na smyczy. Te sformułowania nie są jednak w żaden sposób bardziej szczegółowo wyjaśnione. Należy więc przypuszczać, że wynika to z tego, że bez smyczy pies goni właśnie zwierzynę, zagryza ją, schodzi ze ścieżki i wyprzedza właścicieli na kilkadziesiąt metrów itd., a my nie wiemy gdzie pozostawił odchody. Trudno bowiem przypuszczać, by chodziło o sam fakt braku smyczy (bowiem dzikie zwierzęta nie są raczej w stanie jej dostrzec, a już tym bardziej rozumieć jej funkcji).

b) Nie pozwalamy psu szczekać. OK… pies szczeknie raz na jakiś czas – nie ma problemu, ale nie pozwalaj mu szczekać całą serią na coś, co zobaczył lub tylko dla zabawy. Zabawy, w których pies szczeka pozostaw na powrót „do” , lub bliżej cywilizacji, na obrzeża dzikich rejonów, a nie w ich samym środku.

Koziorożec ze Snupim wymieniali spojrzenia przez 10 sekund. Po czym Koziorożec wrócił do jedzenia trawy. Jak widać, spokojny pies i spokojny człowiek u niektórych zwierząt nie wzbudzają panicznego strachu.

2. REGULARNIE DBAMY O ZDROWIE NASZEGO PSA

a) Poprzez szczepienia. Nie tylko szczepienie przeciw wściekliźnie, którego obowiązek corocznego powtarzania nakłada na nas prawo. (Chcesz łamać prawo – OK, nie rób tego co rok, a jeśli chcesz być choć trochę fair wobec natury i reszty świata – to zrób to chociaż raz w życiu psa, a potem powtarzaj co 2 lub 3 lata).

b) Niezwykle ważne jest także powtarzanie kombinowanej szczepionki na kilka CHORÓB WIRUSOWYCH (niestety prawo nie zmusza do jej powtarzania, ale należy ją powtarzać przynajmniej raz na 3 lata. Nie jest tak, jak myślą niektórzy, że jedno szczepienie wystarczy na całe życie). Czy wiesz, że część z tych chorób wirusowych roznosi się poprzez MOCZ!? Tak śmiertelnie niebezpieczna – nosówka rozprzestrzenia się nie tylko poprzez mocz, ale wydzielinę z nosa, spojówek i ślinę. Coraz popularniejsze w Polsce stają się też choroby zwierząt, które kiedyś występowały tylko w klimatach tropikalnych np. robaczyca serca (dirofilarioza) czy erlichioza. Twojego pupila da się jeszcze wyleczyć, ale kto wyleczy zakażone dzikie zwierzęta? To teraz wyobraź sobie, że czyjś chory pies może zabić całe stado jakieś zwierzyny, a może nawet całą populację w danym ekosystemie. No i wyobraź sobie, jak łatwo pies może zarazić się taką chorobą w dużym mieście, gdzie każdy trawnik obsikany został w ciągu roku przez, dajmy na to, 200 różnych psów. Tak więc robisz to dla zdrowia własnego psa, siebie samego i członków swojej rodziny.

c) Regularne odrobaczanie. Twój pies chodzi zazwyczaj po trawnikach w mieście, gdzie jest mnóstwo kup innych psów, kotów – nie tylko tych domowych, ale też bezpańskich, poza tym ptaków, szczurów itp. Wszystkie wymienione żerują wcześniej na śmietnikach, w kanalizacjach. Na miejskich trawnikach znajdziecie też kupy dzieci, których matki nie mają kultury czy osób bezdomnych. W tych wszystkich kupach i glebie żyją larwy i jaja pasożytów, możliwa jest też zakażona krew tych zwierząt i ludzi.

Szwajcaria to nasz ulubiony przykład. Kraj, w którym na KAŻDY SZLAK (z wyjątkiem jednego parku narodowego) można wejść z psem. Na każdym szlaku spotyka się dużo ludzi, w tym tych z psami, a i tak bardzo często można zaobserwować dzikie zwierzęta blisko ścieżek. Potrzeba tylko, a może aż, właściwego zachowania ze strony ludzi i wspólna egzystencja jest możliwa.  Należy tu wspomnieć, że Szwajcarii jest nakaz przejścia przez psa i jego właściciela kursu tresury.

3. SPRZĄTAMY ODCHODY SWOJEGO PSA. Z uwagi na to, że takie odchody mogą się stać posiłkiem dla dzikich zwierząt (bo ingerują w ich system znakowanie terenu, więc będą się chciały pozbyć obcych zapachów lub dlatego, że wciąż mają odchody naszego psa w sobie atrakcyjne składniki odżywcze). Przy uwzględnieniu wszystkich uwag o chorobach i pasożytach z poprzedniego punktu jest to ważne. Jeśli masz 100% pewność, że Twój pies jest zdrowy i odrobaczony nie musisz latać jak szalony za każdą kupą, niemniej staraj się nawet wtedy stosować do poniższych uwag:

Na szlakach krótkich i masowo obleganych przez turystów, należy te odchody najzwyczajniej sprzątnąć do torebki i zabrać ze sobą do cywilizacji i kosza na śmieci. To także z uwagi na szacunek do innych turystów, w końcu kto z nas chciałby pośrodku szlaku wdepnąć w psią kupę. Jednak jeśli ruszamy w teren na kilka dni czy trudnodostępny, najlepiej kupę naszego psa po prostu zakopać w ziemi. Nie przykryć byle trochę, bo to nie utrudni dzikim zwierzętom styczności z nią, ani nie ułatwia przetworzenia przez glebę, ale wykopać chociaż kilkucentymetrowym dołek (w wysokich górach przykryć kamieniami). Jeśli jesteśmy przy obozowisku, gdzie możliwe jest odpalenie otwartego ognia i będziemy to robić, to kupę możemy spalić.

Na szczycie góry Roraima, i kilku sąsiednich, istnieje unikalny ekosystem. Niepowtarzalne nigdzie indziej: ptaki, owady, żaby, rośliny. By chronić ten ekosystem, a także czystość rzek, które spływają z tych gór i zaopatrują w wodę gigantyczne tereny, wprowadzono nakaz sprzątania po sobie odchodów. Każdy turysta wchodzący na teren parku otrzymuje torebki z wapnem. Po powrocie często strażnicy parku dokonują kontroli. Ważą śmieci, jeśli waga znacząco odbiega od normy, wlepiany jest mandat. Mimo tego mogliśmy wejść tam ze Snupim – oczywiście pod warunkiem zbierania też jego bobków.

Tutaj bardzo ważna uwaga, na litość boską, nie traktujemy rzek oraz strumieni jako śmietników i nie wrzucajmy tam żadnych zanieczyszczeń. Tymczasem zauważyłem, że takie źródła wody stają się ulubionym miejscem załatwiania potrzeb fizjologicznych, mycia rąk, zębów, naczyń. Wszelkie te czynności należy wykonywać jak najdalej od źródeł wody, by gleba była w stanie je choć trochę przefiltrować nim dostaną się do wód gruntowych. Jedna rzeka, strumień i potok dostarczają życiodajną wodę często na ogromne połacie terenu. Będąc gdzieś w terenie ta woda może Ci uratować życie, chcesz pić ją z czyimś moczem, kałem, szkodliwymi dla zdrowia składnikami mydeł? Pewnie nie, to nie zmuszaj do tego innych. Tak wiele wysiłku kosztuje nalanie wody do butelki i użycie jej kilkadziesiąt metrów dalej? Druga sprawa to używaj w terenie mydeł naturalnych! W Polsce jest kilka firm produkujących takie produkty w bardzo przystępnych cenach (np. mydlarnia cztery szpaki w kostce, a firma yope w płynie).

4. Ponadto, jeśli pies korzysta z obroży przeciwpchelnej, to ZDEJMIJ JĄ Z PSA na czas jego pobytu w ZBIORNIKACH WODNYCH: jeziorach, strumieniach, potokach. Woda intensywnie i szybko absorbuje toksyczne substancje z obroży, które zabijają organizmy żyjące w tej wodzie, a także szkodzą zwierzętom, które tą wodę potem piją.

Jeśli zachowamy te podstawowe zasady działania, które służą przecież zdrowiu nas samych i naszego psa, to obecność psa w żaden sposób nie będzie gorsza od obecności człowieka. To człowiek robi kupę na szlaku i poza nią samą zostawia jeszcze tonę papieru toaletowego, tampony, podpaski, pieluchy dziecięce. To nie pies idzie po szlaku z włączoną muzyką z telefonu czy głośnika przenośnego. To nie pies idzie po szlaku nieustannie dyskutując ze swoimi towarzyszami, nawołując głośno tych, którzy oddzielili się od grupy. To nie pies drze mordę po pijaku, po urządzeniu sobie ogniska. To nie pies postanawia zerwać ładnego kwiatka, owoc, grzyba, tylko po to, by go sobie ponosić chwilę w ręce albo zobaczyć z bliska dla ciekawości. Pies nie pije z plastikowych – jednorazowych butelek, które „gubi” po drodze (albo przynajmniej ich nakrętki lub folijkę z etykiety). To nie pies je cukierki z plastikowych lub aluminiowych foli, które potem gubi z kieszeni. To nie pies robi siku i kupę do małych potoków i strumyków, to nie pies myje swoje stopy, ręce i zęby mydłem wprost w strumieniu, zamiast 15-20 metrów od niego, by gleba mogła wsiąknąć i choć trochę przefiltrować toksyny. To nie pies rozpala ogniska w miejscach zabronionych. Możemy jeszcze porozmawiać o kwestii zapachu, ale to sprowadza się do kwestii poruszonej na początku – dzikie zwierzęta tak samo odstraszać będzie ślad człowieka z psem, jak ślad samego człowieka. Mogę wymieniać jeszcze długo, więc przejdźmy do drugiej kwestii.

Na takie odcinki mamy dla Snupiego specjalne szelki alpinistyczne (firmy hifica.pl), a dla nas uprząż do przypięcia go na swoje plecy. Jednak gdy sprzęt znajdował się 200 km od nas, trzeba było znaleźć inne rozwiązanie. Snupi już tak nam ufa i jest tak przyzwyczajony do wysokości, że w pewnym momencie po prostu zasnął

BEZPIECZEŃSTWO PSA:

Zacznijmy może od tego, że zdecydowana większość ZDROWYCH psów ma sprawność fizyczną i wydolność kondycyjną dużo lepszą od człowieka. A już na pewno konkretny pies od swojego właściciela. Chyba że ty uprawiasz sport intensywnie a swojego psa trzymasz wiecznie w domu. No i są jeszcze schorowane mutanty genetyczne, jakimi są mopsy i różnego rodzaju buldogi, które hodowane są z dalszym pogłębianiem tych wad genetycznych. Ale to już osobna historia.

Tymczasem wiele osób mówi, bo „mój pies woli kanapę i nie lubi długich spacerów”. Najczęściej w takich sytuacjach ta rzekoma nieporadność czy zamiłowanie do kanapy „siedzi” tylko w głowach właścicieli. To, że dany pies uwielbia kanapę nie wynika z jego DNA, ani z tego, że to jedyna czynność, jaką chce w życiu robić. (Są oczywiście wyjątki, takie jak Akity, które z natury preferują spokojny i domowy tryb życia, ale jak piszę, i nie znaczy to, że pies nie chce dostarczać sobie żadnych nowych bodźców). W pozostałych przypadkach wynika to zapewne z tego, że ta kanapa to jedna z najlepszych rozrywek, jakie psu zapewnia właściciel. Pies przyzwyczaja się do życia właściciela i tego, co mu ten właściciel zapewnia. Na pewno widzieliście, słyszeliście albo czytaliście jakąś opowieść o psie, który przywiązał się nawet do takiego właściciela, który go bije.

Psy są więc mistrzami adaptacji i da się je przyzwyczaić do każdych warunków. To, czego naprawdę potrzebują, to nas – opiekunów. Jeśli zmienimy swoje nawyki, zmieni je również pies. Jasne jest, że jeśli ktoś od wielkiego dzwonu zabierze swojego psa na długi spacer, to pies może nie okazywać wspaniałej radości z tego powodu. Czy wyobrażacie sobie, żeby zawodnik zapasów Sumo od tak, z dnia na dzień, stał się mistrzem lekkoatltetyki? Czy to, że będzie na pierwszym treningu lekko zdezorientowany, to znaczy, od razu że mu się nie podobało? Ty zatuszujesz swoje zmęczenie i ból, by nie pokazać innym jaki jesteś mięczak, twój pies jest prawdziwy i szczery – zawsze. Kiedy jest zmęczony lub lekko przestraszony, to to pokaże. I nie znaczy to wcale, że cała sytuacja mu się w ogóle nie podoba. Nam też sporo czasu zajęło zamienienie kanapy z filmem na bycie aktywnym na świeżym powietrzu, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.

Wulkan Misti w Peru. 5822 m n.p.m.

Pies w górach potrzebuje wody, jedzenia oraz ochrony przed długotrwałym upałem. Na pewno przyda się też zamiana obroży na szelki i zwykłej smyczy na smycz amortyzowaną. Można także wspomóc psa pastylkami z witaminami (ich podawanie należy rozpocząć już na kilka przed wyprawą) – np. Gammolen Active. Cała reszta to rzeczy, które mogą ułatwić mu aktywność górską, ale ich brak nie spowoduje zagrożenia życia i da się je zastąpić innymi rzeczami. Przykładowo, czy pies idący w góry, potrzebuje bucików? Nie, o wiele lepsze będzie zadbanie o jego opuszki na kilka dni przed i w trakcie wyprawy poprzez ich nawilżanie kremem (ważne jest właśnie, by zacząć kilka dni przed). U nas buty przydają się na „młodych” wulkanach z ostrymi skałami lub nagrzewający się szybko pyłem wulkanicznym i trekkingach w terenie skalistym/kamienistym powyżej 6 dni. W innych wypadach z butów rezygnujemy. Sposób działania i rozwiązania musimy po prostu wypracować systematycznym podwyższaniem poprzeczki z dostosowaniem do konkretnego psa. Czego innego będzie potrzebował duży pies, czego innego mniejszy. Czego innego pies z krótkimi łapami, czego innego z długimi, itd. Nasz pies też pokazuje nam, co sądzi o danym rozwiązaniu, np. Snupi szalał jednego dnia w butkach po wulkanie w Gwatemali, a gdy 2 dni później założyliśmy mu je w prostszym terenie, to nie chciał w nich iść. Musimy więc umieć czytać naszego psa.

Szelki alpinistyczne od hifica.pl ze specjalnym uchwytem umożliwiają łatwe złapanie psa i pomoc mu czy nawet jego przeniesienie w wygodnej pozycji dla niego. Smycz amortyzowana z kolei gwarantuje, że ani my psa, ani on nas nie wytrąci z równowagi w razie nieskordynowanych ruchów.

Wymieńmy zatem obiektywne cechy, które pokazują, że pies w górach nie tylko sobie poradzi, ale radzić sobie będzie lepiej niż człowiek:

a) Pies ma 4 łapy z pazurami i chropowatymi opuszkami, położony jest bliżej ziemi. Zatem jego przyczepność, balans równowagi, punkt ciężkości i wyczucie podłoża jest o wiele lepsze niż człowieka,

– ryzyko poślizgnięcia się u psa, podtknięcia itp. jest bardzo niskie. Nawet jeśli do tego dojdzie, to z uwagi na lepszy refleks i bliskie położenie względem ziemi pies powinien dobrze poradzić sobie w takiej sytuacji,

Pies idealnie sobie radzi na skałach, nawet przy nadchodzącym zmroku. W czasie kiedy ja robię jeden ostrożny kroczek, on przemieszcza się o ponad metr. Zdjęcie z góry Toubkal w Maroko, najwyższej góry północnej Afryki – 4167 m n.p.m.

b) Dzięki znajdowaniu się bliżej ziemi i gigantycznemu kątowi widzenia (240 stopni w poziomie, a czasem nawet i więcej stopni, w porównaniu do ludzkiego wzroku – niespełna 180°, równie duża różnica jest w pionie) ułatwione ma także wyszukiwanie trasy i orientowanie się, co znajduje się w jego najbliższej okolicy. Wprawdzie kąt widzenia obuocznego, tj. widzenia tego, co na wprost przed nim obydwojga oczu jest mniejszy, to właśnie dzięki temu pies może być lepiej skupiony na tym, co dokładnie przed nim, nie rozprasza go więcej detali po bokach, jednocześnie może je kontrolować i reagować w razie konieczności,

– ta umiejętność kontrolowania otoczenia wzrokiem oraz wyczulenie zmysłu wzroku na rzeczy w ruchu w połączeniu z lepszym: słuchem i refleksem sprawiają, że pies szybciej zareaguje, np. na spadający czy obślizgujący się spod ścieżki kamień, głaz itp.

To właśnie odnajdywanie najbardziej optymalnej ścieżki po kamienistym szlaku sprawia Snupiemu największą frajdę. Widać jak używa mózgu i jak dużą radość mu to sprawia. Tutaj wdrapywaliśmy się na wulkan Imbabura w Ekwadorze 4630 m n.p.m., a w tle widać wulkan Cayambe.

UWAGA: Z tego powodu należy w ostateczności używać butów dla psa, które tak naprawdę mogą tylko te cechy zaburzyć, dodatkowo – zwłaszcza te z gumowymi elementami – powodować odciski, odparzenia. Buty dla psa zalecamy tylko przy długich wyprawach (powyżej 5 dni) i używania tylko na stosunkowo płaskich czy łatwych odcinkach trasy (nie w terenie trudnym (gdzie pies musi mieć pewność swoich ruchów) oraz na ostrych wulkanicznych kamieniach oraz rozgrzanych powierzchniach (np. pył wulkaniczny bardzo mocno się nagrzewa)

W takich warunkach zalecamy buciki na łapy. Chodzenie po takiej nawierzchni ściera nie tylko opuszki (temu łatwo zapobiec poprzez ich kremowanie), ale także pazury (czemu nie da się w żaden inny sposób zapobiec). Na płaskowyżu Roraima w Wenezueli, pod koniec naszego 11 dniowego trekkingu, Snupiemu pazury starły się aż do nerwów i zaczęły krwawić. Musieliśmy go nieść przez kilka godzin. Gdy tylko się trochę zagoiły, już chciał sam iść.

„Ty się o mnie nie bój, tylko strzelaj fotę, ile można czekać!” Często „przyłapujemy” Snupka, gdy staje sobie na jakimś głazie i przed długie sekundy, a czasem minuty, wpatruje się w okolice… nasłuchuje, węszy. Jak ktoś mi powie, że nie czerpie z tego przyjemności, to zapraszam z nami w góry. Zobaczyć go, gdy go z tego wytrącamy albo gdy roznosi go radość pierwszego dnia w górach.

c) Pies ma instynkt, więc wbudowany respekt i świadomość niebezpieczeństwa wysokości (przynajmniej większość zdrowych psów), jednocześnie pies nie posiada wyobraźni, przynajmniej takiej, jaką znamy u nas samych. Nie tworzy więc w swojej głowie niepotrzebnych, czarnych scenariuszy, które tylko wytwarzają paraliżujący strach – co mam na myśli? Pies tak samo zareaguje na 10 metrową przepaść, jak na 100 metrową. Podczas gdy człowiek potrafi bagatelizować niebezpieczeństwo tej mniejszej, a przecież upadek w nią skończy się tak samo tragicznie, z kolei przy 100 metrowej szczelinie pewność siebie u człowieka maleje i rozprasza go to. Jednym słowem pies reaguje na to, co się dzieje, nie zaprząta sobie głowy mnóstwem rozpraszających go kwestii.

d) Serce psa bije szybciej, ma większy puls/tętno oraz pies jest mniejszy niż człowiek, a wykonuje tyle samo lub więcej oddechów na minutę, co – w połączeniu z generalnie lepszą wydolnością organizmu – sprawia, że lepiej jego organizm znosi wysokość.

Dlaczego? Bowiem tlen, którego spadające stężenie tak mocno niektórzy ludzie odczuwają na wysokościach (choroba wysokościowa), jest szybciej rozprowadzany w organizmie psa. Dzięki temu pies szybciej się aklimatyzuje i ma mniejsze ryzyko odczucia poważnych symptomów choroby wysokościowej. U naszego Snupiego nigdy nie zaobserwowaliśmy objawów choroby wysokościowej. Być może męczy się on szybciej, niż na standardowej wysokości, ale i tak jego aktywność była zawsze większa niż nasza. Na 5000 m n.p.m. Snupi biegał sam dla siebie, wydłużał sobie trasę chodząc i węsząc na boki lub wyprzedzając nas i wracając do nas, podczas gdy my ledwo szliśmy.

e) Pies, kiedy się źle czuje/jest zmęczony, to wie, że musi iść spać, odpocząć. Jeśli dobrze znamy swojego psa, od razu zobaczymy, że potrzebuje on przerwy. Pies nie ma dumy i obaw o swój wizerunek by kontynuować marsz, gdy nie ma sił. Jedyne, co go może dalej motywować do marszu dalej, to nasza aktywność, dlatego tak ważne jest rozumienie i umiejętność „czytania” swojego psa.

Woda prosto z lodowca – pychota! Tylko Tylko strasznie… taka no… lodowata

Ważne jest również by nie panikować za szybko. Wiele osób pisze do nas „ja nie wiem, jak wasz Snupi daje radę. Mój pies, jak tylko robimy przerwę, to od razu się kładzie i widać, jaki jest potwornie zmęczony”.

No przepraszam bardzo… ale co pies ma robić innego? Strzelać sobie fotki selfie telefonem? Czy przeglądać te już zrobione? Oglądać mapę? Gotować kawę? Porozmawiać z wyimaginowanym kolegą? Zastanawiać się nad pogodą i obraniem odpowiedniego szlaku? Pies regeneruje siły, a sen jest najlepszym do tego sposobem. Jeśli pies czuje się bezpiecznie w danym miejscu, to po prostu pójdzie w nim spać. Iza reaguje podobnie. Zasypia w sekundę i już po 20 minutach ma dużo więcej energii i tak bardzo nie marudzi, że trzeba iść pod górę 😀

Psy potrafią przemierzyć naprawdę ogromne dystanse. Mają 4 nogi, nie mają bagażu. Tak długo, jak nie ma upałów, mamy zapas jedzenia i wody, a pies nie ma kontuzji czy schorzeń, to nie możemy skrzywdzić psa zwykłym marszem.

no… ewentualnie do atrakcji psa podczas przerwy można jeszcze dołożyć zapozowanie do zdjęcia

f) Temperatura – pies, jeśli ma futro, o wiele lepiej znosi niskie temperatury niż człowiek. Psie futro jest genialną izolacją, która zatrzymuje w dolnej warstwie ciepło z organizmu, jednocześnie w górnej chroni przed chłodem. Dopóki pies jest w ruchu, nie pada gigantyczna ulewa i nie ma mocnego wiatru, pies z futrem dobrze znosi niskie temperatury. Przykładowo, nasz Snupi nie odczuwał dyskomfortu nawet przy minus 25 stopniach, podczas 4-godzinnego spaceru. Dopiero przerwy powodowały, ze robiło mu się zimno. Wysiłek fizyczny znacząco ułatwia zachowanie odpowiedniej temperatury ciała. Normą jest spotykanie osób w podkoszulce z krótkim rękawem na dużych wysokościach, nawet w chłodne pory roku. Poza tym problem temperatury to problem, który banalnie można rozwiązać – wspomagając psa jakimś ubraniem. Ważne jest by ubranie faktycznie spełniało swoją rolę, by było wygodne dla psa i przypadkiem nie osłabiało pracy naturalnej izolacji psa – futra (przykładowo zostanie ono zbyt mocno uklepane). W tym celu przydatne mogą być też buty, ale to chyba tylko w warunkach śniegowych lub przy gigantycznych porywach wiatru. Jeśli chodzi o nocleg psa w takich temperaturach, to istnieją małe śpiwory dla psów, ale najprościej psa po prostu zaprosić do swojego śpiwora – co także nam umili górską noc, lub przykryć go naszymi ubraniami. Chociaż niektóre psy wolą spać zwinięte na śniegu poza namiotem jak np. Malamuty, warto im na to pozwolić.

Podsumowując, dla zdrowego psa oraz dla zdrowego człowieka nie jest problemem wejść na 6 – 6,5 tys. m.n.p.m – od samej strony fizycznej. Dopiero od tej wysokości zaczynają się poważne niedobory tlenu, niska temperatura. Oczywiście nie można zrobić tego z marszu. Istnieją wcześniej cały czas pewne zagrożenia, które niosą góry, ale to jest coś, z czym należy sobie radzić poprzez indywidualne i odpowiednie przygotowanie, zdobywanie doświadczenia oraz odpowiednią reakcję na bieżąco.

Jeszcze jedna bardzo istotna uwaga – to co dla nas jest bardzo wysoko, w innych rejonach świata jest normą. Piszę to, bo w głowie mam jeszcze mój ulubiony „rodzynek” ignorancji i definiowania rzeczywistości na podstawie wyłącznie własnych – a czasem nawet nie własnych, tylko wyssanych z kosmosu – doświadczeń i definiowania rzeczywistości „bo mi się wydaję”. Otóż pewna kobieta twierdziła, że bezpieczna wysokość dla psa, to maksymalnie do 1000 m n.p.m. Chciałbym więc poinformować, że istnieją rejony świata, jak Ameryka Południowa, Azja Środkowa i wiele innych, gdzie gigantyczne ilości osad ludzkich położone są na wysokości 2500 m.n.p.m i wyżej. Na takich wysokościach są nawet nawet stolice czy największe miasta krajów: jak Quito w Ekwadorze, Bogota w Kolumbii, La Paz w Boliwii. Ludzie, psy, koty, chomiki, kanarki, świnki morskie żyją tam, jak gdyby nigdy nic. W Peru czy Ekwadorze znajdziecie wulkany powyżej 6000 m. gdzie nigdy nie ma śniegu, ewentualnie przez krótką chwilę, gdy nadciągnie burza, a w Europie jeszcze kilkadziesiąt lat temu był wieczny lodowiec na wysokościach od 2500m n.p.m.

W drodze do inkaskiego miasta Choquequirao w Peru. 1,5 dnia marszu na wysokości 2500 – 3 000 m n.p.m. Po wcześniejszych naszych wizytach na 4 czy 5 000 metrów przez 10 dni, to był niemal poobiadowy spacerek 😀 Jednak według niektórych „psiarzy” to już dawno strefa śmierci 😀

Nie pozwalajmy z psów robić wydmuszek, którym grozi uszkodzenie od najmniejszej niedogodności. Nie róbmy z psów wyrwanych cesarskim cięciem schorowanych wcześniaków. Choć niektóre rasy psów wydają się bliższe pluszowym misiom niż wilkom, kojotom czy lisom, to nie zapominajmy, że właśnie od dzikiego zwierzęcia, które żyło w lesie, pochodzi pies. Wiele naszych milusińskich wciąż o tym pamięta, np. wykonując nawyk kręcenia się i kopania przed położeniem, który zapewne wziął się od tworzenia legowiska w ściółce leśnej. Pies potrzebuje i lubi się zmęczyć, wybrudzić. Psy uwielbiają myśleć, używać swojego mózgu i się rozwijać, o czym świadczy chociażby zamiłowanie do zabawy i radość z możliwości bawienia się w nowy sposób (np. z nową osobą, która wykonuje zupełnie nowe ruchy względem znanych ruchów właściciela).

Snupi odnalazł swoją atrakcję podczas wizyty w lodowcu – możliwość jego lizania. Sprawiało mu to przyjemność mimo panującego chłodu.

Przykład namacalny – rasa psów ratlerek. Wiecie czym jest ratlerek? To tak naprawdę pinczer miniaturowy. A wiecie jakie jeszcze inne psy są tą rasą? DOBERMANY, czyli pinczery duże. Po środku mamy pinczery średnie. Wszystkie te psy mają bardzo podobne potrzeby, np. duża ilość ruchu. Ktoś dalej będzie chciał mi powiedzieć, że miejsce ratlerka jest w torebce Paris Hilton, a dobermana na posesji do pilnowania domu szefa mafii? Widzieliśmy takiego kurdupla w górach w Wenezueli, radził sobie bardzo dobrze.

Jeśli ktoś twierdzi, że zabranie psa w góry to jego krzywdzenie, mam nadzieję że tak samo myśli o zabieraniu psa na 5 minutowe spacery – dzień w dzień dookoła bloku, malowaniu mu paznokci, ubierania w sukienki, albo zabierania go na wystawy (Niektórzy mają na tym punkcie chore obsesje. Dbają tylko o to, by pies był piękny i lśniący, a gdzieś mają jego psychiczne, fizyczne i emocjonalne potrzeby – są ludzie zdolni do tatuowania nosów swoich psów, by były idealnie czarne!). Jakby wszelkie dyscypliny sportowe z psem miały powstać w dzisiejszych czasach, to internet byłby pełen sprzeczek na ten temat. Bo jak to?! Pies w zaprzęgu przy minus 20 stopniach. Jak to?! Pies biegnący przy rowerze 40 km/h ?! A może by się tak czepnąć agility – tego, że teraz każda nastolatka chce mieć border collie, co będzie robił salta, fikołki i cuda na kiju. To może wprowadzić dla nich nakaz kupowania każdemu psu preparatu na wzmocnienie stawów, może obowiązkowy kurs podstaw psychiki psiej?!

Wróćmy jeszcze na chwilę do wpływu psa na ekosystem. Mamy ogromną prośbę – DAWAJMY DOBRY PRZYKŁAD – nie tylko swoim zachowaniem. Także zwalczajmy patologię w swoim środowisku. Gdy widzimy innego właściciela psa, który zachowuje się źle, zwróćmy mu uwagę. Ale nie róbmy tego chamsko i w sposób bezużyteczny – zamiast tego wytłumaczmy mu na spokojnie, dlaczego właściwe zachowanie jest tak potrzebne. Że inaczej doprowadza do niechęci innych grup społecznych wobec nas – posiadaczy psów… że za chwilę jedyne zielone miejsce, gdzie pies będzie dozwolony (już nie mówiąc, że dozwolony bez smyczy) to będzie ogródek własnego domu. Z Polski coraz więcej dochodzi do nas wieści o zamykaniu kolejnych terenów dla psów, zamiast ich otwieraniu. Właśnie z uwagi na niewłaściwe zachowanie nas – posiadaczy psów. Przykład narzekania na psie kupy na ulicy. Ileż psiarzy narzeka na innych na różnego rodzaju grupach internetowych, a ilu z nich podejdzie do drugiego na ulicy i powie „ej stary – masz torebkę, sprzątnij po swoim psie, będziemy lepiej postrzegani przez resztę społeczeństwa”. Być może ktoś nas zwyzywa, a może jednak zapoczątkujemy, a przynajmniej zakiełkujemy, u kogoś proces myślowy.

Jeśli doceniasz pracę, jaką włożyliśmy w stworzenie tego obszernego poradnika, znacząco on Ci pomógł lub czytanie naszego bloga jest dla Ciebie najzwyczajniej… przyjemnością, to będziemy ogromnie przeszczęśliwi, jeśli zdecydujesz się nam odwdzięczyć i wykonać darowiznę. Każda złotówka się liczy i nawet taką kwotę możesz przekazać. Jeśli każdy, kto skorzystał z naszych poradnikowych artykułów, przelałby zaledwie po „tej 1 złotówce”, to zebralibyśmy w ten sposób ponad 20 tys. zł. Co, przy naszym sposobie podróżowania, starczyłoby na blisko rok życia w trasie i możliwość przecierania szlaku dla kolejnych psi podróżników. Tak, jak uczyniliśmy to tym artykułem.

  1. Możesz wesprzeć nas poprzez platformę Patronite https://patronite.pl/podroze-z-pazurem
  2. Lub, jeśli wolisz, poprzez bezpośredni przelew na konto bankowe 62 1090 1014 0000 0001 3754 5690 Izabella Miklaszewska, w tytule darowizna (według polskiego prawa, każda osoba fizyczna może każdej innej wykonać darowiznę). Przelew możesz wykonać także poprzez PayPal – na to samo nazwisko i odnośnik do naszego konta paypal.me/zpazurem

Za darowizny znacznie przekraczające nasze oczekiwania, będziemy wysyłać różne podziękowania, o czym dokładnie poczytać możesz na stronie Patronite. Np. zaproszenie do „tajnej” grupy, gdzie możesz być z nami w stałym kontakcie,  zadać bardziej skomplikowane i indywidualne pytania. Czy to poprosić o pomoc w doborze sprzętu, czy poradę ws. podróżowania z psem, z plecakiem, w trudne tereny, w góry… Zapytać o kulisy prowadzenia bloga, czy poprosić o wskazówki do rozpoczęcia/prowadzenia swojej twórczości. Inna opcje, to że do Ciebie zadzwonimy z miejsca, gdzie aktualnie jesteśmy, umówimy się na spacer, a może nawet dołączysz do nas na jakimś etapie wyprawy i nauczymy Cię wszystkiego, co potrafimy. Dziękować też będziemy m.in.  przypinkami (tzw. button) lub magnesami na lodówkę z otwieraczem do kapsli z grafiką naszego bloga (zdjęcie poniżej).

3. Wesprzeć nas także możesz poprzez zakup koszulki/bluzy z wzorami naszego autorstwa w sklepie Power Canvas TUTAJ (20% zysku z nich idzie do nas).

4. Możesz także wykorzystać nasz „link polecający” przy dokonywaniu swojej rezerwacji noclegu w wyszukiwarce airbnb. Jeśli dokonasz rezerwacji za minimum 300 zł po wejściu na airbnb przez ten link https://www.airbnb.pl/c/piotrm1636?currency=PLN , to otrzymasz zniżkę 100 zł, a my 50 zł „nagrody”.

Ten blog od strony czysto finansowej to dla nas spory wydatek, a nie źródło realnego dochodu (o czym poczytać możecie TUTAJ). Pomóż nam go prowadzić.

Przypinka i magnes mają po 56 mm średnicy.

Z projektu bluzy jesteśmy najbardziej dumni, ale są także 3 zacne wzory koszulek. Wszystko w wersji damskiej i męskiej TUTAJ.

Linki do badań i opracowań:
1. https://www.researchgate.net/publication/301800852_Impacts_of_dogs_on_wildlife_and_water_quality

2. https://cdn.fbsbx.com/v/t59.2708-21/11643403_10154256061793538_1160130609_n.pdf/ReedMerenlender2011.pdf?_nc_cat=109&_nc_oc=AQn4XphLJlQYpdx76bGrfc9jriZw_vyY9DC8lSm6mH3LEMK55QuEAoaFsldiivTOKuc&_nc_ht=cdn.fbsbx.com&oh=3f7ed2a09a3dce5678d6d37e97ad2c43&oe=5D2EF3DE&dl=1&fbclid=IwAR0x5LUH2_kPwwB44YGqftsgmJ-zhVbMmabluLb5iaP-95aBadd5WRRWvlY

3. https://www.tau.ac.il/lifesci/zoology/members/yom-tov/inbal/dogs.pdf?fbclid=IwAR0ZmawAnY-Sr5ZOiLbG7qc4kao41gMVSkkxi1Jrs0vUlk4tYUOOy2MWu3M

4. http://tchester.org/srp/lists/dogs.html?fbclid=IwAR20PBZAPLMvcJmH_CS1M6lI_qUuhwsJpnJINetxIy3o-aFGeOFzpSd7EsU

5. https://www.telegraph.co.uk/news/earth/earthnews/3305601/Dog-walking-can-harm-wildlife.html?fbclid=IwAR20PBZAPLMvcJmH_CS1M6lI_qUuhwsJpnJINetxIy3o-aFGeOFzpSd7EsU

6. https://cdn.fbsbx.com/v/t59.2708-21/14703574_1283707788358704_953506310492520448_n.pdf/Artykul-profesora-Tadeusza-Kalety.pdf?_nc_cat=111&_nc_oc=AQkmKR-YJ3-x0e3vQ7zwJ00FBUI6Pm-4eWjBQa_nb4E77W1xMLexiJvduoPvcWWJkuk&_nc_ht=cdn.fbsbx.com&oh=4e66b8d445a10414c0256806d4c45801&oe=5D2F0A60&dl=1&fbclid=IwAR3fCRqo7dcfUVicV7XD_jyoNMkIRXvjppi_D98n0cJQRyuixYF4bWEumJ8

7. https://www.telegraph.co.uk/news/earth/earthnews/3305601/Dog-walking-can-harm-wildlife.html?fbclid=IwAR20PBZAPLMvcJmH_CS1M6lI_qUuhwsJpnJINetxIy3o-aFGeOFzpSd7EsU

5 Comments
  1. Super artykuł! Wiele mało popularnych i dla mnie sporo nowych informacji – dzięki!
    Odczarowaliście mocno temat psa w górach i w podróży – oby tekst trafił do wielu. Rok temu, będac zimą na Szrenicy z psem, usłyszałam komentarz: „jak można zabrać psa w takie miejsce!” Bez komentarza 🤪

  2. Podoba mi się Wasze podejście do podróżowania z czworonogiem. Jak wielu dziedzinach życia – najważniejsze jest zachowanie zdrowego rozsądku.

    PS. Niesamowite widoki, świetne zdjęcia i przepiękny pies, który wygląda na naprawdę szczęśliwego członka ekipy podróżniczej:)

  3. Podoba mi się Wasze podejście, z głową, rozsądkiem i bez bezsensownych ocen i wystawiania wyroków. Mądry tekst o smyczy, w czasach, kiedy każdy kto puszcza psa w lesie jest hejtowany, trafiacie w sendo sprawy. Bo nie smycz, czy jej brak, a kultura, poszanowanie natury i zdrowy rozsądek to kluczowe sprawy. Łapa dla Was! Pozdrawiamy Huncwotową ekipą – Ala, Piotrek i Mauro <3

Pozostaw odpowiedź Ala Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *