NÓŻ, SCYZORYK, MULTITOOL z cyklu rzeczy przydatne w podróży

Zajeżdża tu lekką oczywistą oczywistością i nic w tym nietypowego, a jednak… Spotkaliśmy masę podróżników, którzy go ze sobą nie mieli. Większość o nim najzwyczajniej zapomniała. Wielu sądziło, że im się nie przyda, bo nie zapuszczają się w jakieś samodzielne trekkingi, ale przyznawali, że to był błąd i muszą sobie jakiś skołować. Drugi wątek – nie chodzi o taki zwykły nóż. Warto, by był on czymś bardziej wielofunkcyjnym. Można pokusić się nawet o jakiegoś multitoola, który będzie miał w sobie…np. kombinerki. Choćby przydać się one miały tylko 2 razy do roku, to okazać się to mogą bardzo istotne 2 razy.

Zanim rozwinę powyższe wątki, wyjaśnijmy jedno – nóż do samoobrony to sprawa drugorzędna, można wręcz powiedzieć, że nawet błędna i ryzykowna. Pamiętajcie, jeśli wyciągacie nóż, musicie być gotowi go użyć. To oznacza gotowość nawet do zabicia kogoś, Może to być czystym przypadkiem, w trakcie szamotaniny czy trafienie, akurat, w jakąś aortę. Co jednak ważniejsze – MUSICIE UMIEĆ SIĘ NIM POSŁUGIWAĆ, a miejcie świadomość, że napastnik raczej ma te zdolności większe, a przynajmniej mniejsze opory skrzywdzenia kogoś. Może wam go bardzo sprawnie odebrać i użyć przeciwko wam. Możecie się zranić sami lub swojego współtowarzysza podróży w szamotaninie. No i możecie tylko jeszcze bardziej zdenerwować napastnika. Wyciągnięcie nóż, a on wtedy wyciągnie broń palną… I co wtedy?! Te uwagi dotyczące noża można zastosować do wszelkich innych narzędzi, jak pałka teleskopowa itp. O wiele bardziej przydatne, zwłaszcza dla kogoś bez umiejętności walki, jest zaopatrzenie się w gaz pieprzowy (ale o nim innym razem) oraz posiadanie „fałszywego portfela”, który opisywałem wcześniej w cyklu rzeczy przydatnych w podróży

Narzędzie przyda się za to do dziesiątek innych czynności: otwarcia puszki konserwowej, kapsli od butelek, wina , pokrojenia owoców czy ich obrania, bo w warunkach podróży często nie mamy jak ich umyć (o tym, dlaczego to trzeba robić, pisałem przy okazji wpisu o innej przydatnej rzeczy – obieraczce), warzyw. Czy tak codziennej rzeczy, jak pokrojenia pieczywa i zrobienia sobie kanapki w każdym miejscu i każdej porze. Przecież w warunkach podróży jemy często coś „na kolanie”, przed chwilą zakupionego w sklepie. Ostrze przyda się także do oprawienia patyka, który ma pomóc w marszu, gdy nie mamy ze sobą żadnych kijków trekkingowych czy patyka do ogniska. Jednym słowem, zamiast samego noża – ostrza, warto mieć scyzoryk z kilkoma narzędziami.

To, jakich narzędzi potrzebujecie, zależy od sposobu waszego podróżowania. Jednak, pamiętajcie, czasem może się przydać coś, czego zupełnie nie przewidujecie, np. śrubokręt, bo coś się poluzuje w waszym sprzęcie fotograficznym czy kempingowym. Nawet śrubokręt mikro-precyzyjny, bo macie okulary i ich zauszniki się nieustannie luzują albo telefon wpadł do wody i będziecie mogli go dzięki takiemu śrubokrętowi otworzyć na części i próbować uratować. A może pęseta, by wyciągnąć kleszcza albo drzazgę z siebie/psa, albo wsadzić na miejsce jakaś malutką część, która wypadła ze sprzętu?! A może kombinerki? Nam by się przydały w ewidentny sposób tylko 2 razy w ciągu ostatniego roku, ale za to kiedy! Jednym z nich był trekking na wulkan Acatenango w Gwatemali. W planie mieliśmy nocleg na szczycie na 3700 m n.p.m z widokiem na czynny wulkan Fuego. Porywisty wiatr, wilgoć z chmur, przeszywająco zimno. Przy nieustannej walce z wiatrem, udało się postawić namiot. Ręce nam już odpadały z zimna, chceliśmy sobie ugotować wodę, a tu się okazuje, że pokrętło w naszym palniku się zablokowało (bo nie używaliśmy go przez 4 miesiące, a palnik ma już 4 lata, więc coś się „zapiekło”). 20 minut próbowałem złapać czymś pokrętło, by je rozruszać, ale mieliśmy przy sobie bardzo niewiele rzeczy (to miał być tylko 2-dniowy trekking i dlatego też nie sprawdziłem dokładnie sprzętu). W ruch poszły nawet zęby, ale żal mi ich było. Ostatecznie, udało się, ale gdyby skończyło się inaczej… to nie byłoby nam zbyt wesoło. Byliśmy mega zziębnięci, a wodę, którą mieliśmy ze sobą, chcieliśmy zagotować, bo nie byliśmy przekonani o jej czystości… Druga sytuacja, to gdy pękła tuleja na jednym z segmentów stelaża namiotu (przy jego składaniu jeden segment nie wszedł do końca i przy naprężeniu rozerwał końcówkę tulei, która musiała być wcześniej pewnie uszkodzona w transporcie). Odkryliśmy to dopiero w nocy, gdy wiatr zaczął miotać tropikiem. Materiał zaczepił o to pęknięcie i się rozdzierał. Zakleiliśmy pęknięcie grubo plastrem, ale wcześniej musieliśmy je czymś zagnieść. Udało się z wykorzystaniem kamieni, ale musieliśmy rozłożyć cały namiot w środku nocy. Gdybyśmy mieli kombinerki, moglibyśmy to zrobić w kilkadziesiąt sekund, wystawiając tylko ręce z sypialni namiotu. To była ciepła noc, w dość spokojnych warunkach, a co, gdyby stało się to gdzieś w wysokich górach albo przy ulewie?! Pewnie było jeszcze kilka innych sytuacji, gdy kombinerki okazałyby się przydatne, ale poradziliśmy sobie w inny sposób, szybciej i bez jakiś poważniejszych konsekwencji, dlatego nie zapadły mi w pamięć. No ale właśnie… są czasem sytuacje, gdy kilka minut może się okazać kluczowe dla całego dnia.

Dlatego sam nóż, który ważyć będzie jakiś 150-250 gram, warto zastąpić czymś z mniejszym ostrzem, ale z rozbudowaną ilością innych narzędzi. Jasne, waga będzie pewnie odrobinę większa, ale nie musi być to dramatyczny wzrost. Można dorwać toola pełnowymiarowego już 200-gramowego, np. Leatherman Signal waży 214 gram, ale można od niego oczepić 3 elementy (ostrzałkę, krzesiwo z gwizdkiem i klips do mocowania) i już będzie to poniżej 200. Wagi jakiś scyzoryków z sensownym ostrzem z kilkoma narzędziami też zaczynają się od 150 gram. Wielkie ostrze nie jest potrzebne, jeśli nie zamierzamy mieszkać samotnie w lesie i polować oraz budować sobie codziennie szałasu. No chyba, że ktoś ma jakieś kompleksy 

My właśnie zastąpiliśmy scyzoryk bez kombinerek na multitoola. Jest to element naszych przygotowań do przeprawy przez Kanadę, Alaskę i północno-wschodnie krańce Rosji (jeszcze tysiące kilometrów dalej niż Syberia). Będziemy na tak odludnych terenach, zdani często tylko sami na siebie – co nie jest nam obce z poprzednich doświadczeń ale jednak nie były to aż tak niewybaczalne błędów rejony i tak odseparowane – że musimy być w jak największym stopniu samowystarczalni. W prezencie otrzymaliśmy multitoola Leatherman Charge Plus.

Brakuje mi w tym multitoolu szydła/rozwiertaka lub marszpikiela, to moje największe zastrzeżenie. Przydałaby się także odrobinę dłuższa piła. Bity śrubokrętowe są wymienne i w zależności od modelu dostajecie od razu albo trzeba dokupić ich zestaw. Dla mnie bity są ważne, bo kilka razy już rozkręcałem nasze telefony, laptopy i aparaty fotograficzne, by uratować je po zamoczeniu, albo wyjąć dysk z zepsutego laptopa.

Waży on już niemało, bo 235 gram, ale ma masę narzędzi, z których można zrobić kilka zastosowań. Jakość przyjdzie mi przetestować, na razie bazuję na tym, że jest legendarna – i to nie tylko marketingowo. Ten model nie jest tani, dlatego alternatywą może być prawie identyczny, a dużo tańszy, model Wave Plus czy wspomniany Signal – znacznie lżejszy i również tańszy. Ale nie myślcie też, że taki multitool musi być wielki i nieporęczny. Możecie wybrać coś już od wagi 55-60 gram (i to z kombinerkami! na przykład TAKI), a do tego osobny, drugi nóż. Można też znaleźć scyzoryki z małymi kombinerkami i mnóstwem narzędzi o wadze ok. 180-200 gram (przykład 1 albo przykład 2)

No właśnie, przy wybieraniu swojego noża (mówiąc już ogólnikowo) musicie pomyśleć, jak chcecie połączyć narzędzia i gdzie je nosić. Można bowiem skorzystać z jednej z dwóch szkół: 1. Chcemy mieć wszystko w jednym przedmiocie – ryzyko w razie zgubienia/kradzieży, bo zostajemy z niczym oraz nieporęczna waga jednostkowa.
2. Rozbijamy potrzebne nam narzędzia na więcej przedmiotów, wtedy mamy zabezpieczenie w razie utraty, ale zwiększa nam się waga całości (bo przecież najwięcej ważą wszystkie rączki, a w takim scyzoryku czy multitoolu każdy niemal centymetr jest wykorzystany na coś). Musimy też pamiętać, gdzie jakie narzędzie mamy, znaleźć i by zabrać to co potrzebujemy, gdy przepakowujemy bagaż.

By pomóc wam podjąć decyzję, dorzucę kilka porad pobocznych:

– Przywiąż do noża jakiś troczek w wyrazistym kolorze, nietypowym dla natury, np. wściekło pomarańczowym, różowym itp. W razie jego upuszczenia/zgubienia w trawie, śniegu, wodzie, łatwiej będzie go wypatrzyć.

– Trzymaj go w miejscu łatwo dostępnym, by faktycznie ułatwiał ci życie, kiedy będziesz go potrzebował, a nie byś musieć go szukać 5 minut w plecaku, otwierać główną komorę plecaka czy przewalać wszystkie rzeczy w namiocie. (Dlatego uważnie zastanów się, czy lepiej u Ciebie się sprawdzi jedno narzędzie czy 2/3). Trzymaj go w kieszeni, albo specjalnej kaburze podpiętej do paska spodni.

Ja swój scyzoryk trzymałem dotychczas jako… wisiorek- naszyjnik. Trzeba tylko uważać, by nie wybić sobie nim zębów przy pochylaniu się, więc trzymać go trzeba zawsze pod bluzką – ja nabrałem tego odruchu. Niemniej bywało to bolesne w innych okolicznościach – gdy trzymałem nóż na wierzchu i zrobił się potwornie zimny, a potem wrzucałem na rozgrzaną klatkę piersiową  Za to jest to miejsce, gdzie nóż na pewno będzie zawsze z nami, nie zapomnimy go spakować do kieszeni, gdy wychodzimy tylko na kilka godzin i zostawiamy plecak, nie wypadnie z tejże kieszeni podczas wsiadania/wysiadania z auta/autobusu czy podczas biegu. Będzie zawsze, ale to zawsze, pod ręką (gdy plecaki są w bagażniku albo na dachu autobusu. Nóż może się przecież przydać w czasie długiej jazdy do zrobienia kanapki, albo w razie wypadku – do przecięcia pasów czy wybicia szyby). Gdy jesteśmy w namiocie, o dość mocno ograniczonej powierzchni, to taki naszyjnik z noża chroni przed gimnastykowaniem się w chińskie zero, w celu wyciągnięcia noża z kieszeni czy wbijania się go w tyłek, uda czy w żebra podczas siedzenia.

Można sznurek zrobić ze specjalnym węzłem, który skraca i wydłuża całość, co uchroni przed koniecznością zdejmowania całego naszyjnika przez głowę do prostego użycie noża. Ewentualnie, gdy noża jednak potrzebujemy na dłużej i bardziej swobodnie, to możemy go trzymać na tym sznurku na malutkim karabińczyku, by odpiąć sam nóż. Taka lokalizacja noża mocno też ogranicza jego utratę w razie napadu rabunkowego. Kieszenie napastnik zawsze nam zmaca i nie pogardzi takim nożem, na szyi raczej nie będzie szukał, jeśli nie mamy go na złotym łańcuszku 

Przy masie mojego obecnego multitoola, 235 gram, to miejsce staje się mało wygodne (ale taki model Signal by dał radę jeszcze). Nie smuci mnie to, bo teraz na szyi będę nosił kamerkę sportową w stylu gopro, bo waży 130 gram. Tak naprawdę bardzo dobrze wyszło, bo bardziej mi zależy na jej ochronie przed kradzieżą i zgubieniem niż noża (nie wiem czemu wcześniej o tym nie pomyślałem…)

Jeśli zdecydujecie się na noszenie narzędzia przy skórze, to unikajcie aluminiowych konstrukcji. Glin jest szkodliwy dla zdrowia. Nie chcę tutaj wchodzić w dyskusje, że otrzymujemy go we wszystkim i czy jest szkodliwy od samego dotykania skóry. Akurat rękojeść tego urządzenia jest aluminiowa, ale poddana została procesowi anodowania, który wytwarza warstwę bezpiecznego dla zdrowia tlenku. Dodatkowo sprawia powierzchnię bardziej odporną i chropowatą, co poprawia chwyt.
W planach mam wydrukowanie w drukarce 3D elementu, który podczepię na spodzie toola i będę mógł nim uderzać, jak młotkiem. Są multitoole (np. wspomniany model Signal), która mają już same w sobie taką konstrukcję.

Taki sznurek z naszyjnika jest też przydatny, bo gdy go zdejmujemy z szyi, to możemy zapleść go na nadgarstku, by nie zgubić noża/kamerki gdy ich używamy, np. kamery, gdy pływamy albo noża gdy wchodzimy na masz jachtu czy pracujemy w głębokim śniegu.

– Jeśli podróżujecie w parze, to warto mieć przynajmniej jeden dodatkowy nożyk, nawet coś malutkiego. Przyspieszy to ogarnianie obozowiska, albo umożliwi drugiej osobie szykowanie jedzenia. Dobrym zwyczajem może być, gdy ten dodatkowy nóż będzie właśnie tylko do jedzenia, a skomplikowany scyzoryk czy multitool zostawimy do zadań pozostałych. Po co? Taki prosty nóż jest najzwyczajniej łatwiej umyć. Częste mycie scyzoryka czy multitoola wypłukuje z niego smar, który gwarantuje gładkie i właściwe działanie. Drugi nóż jest też przydatny w kwestii bezpieczeństwa – może z jakiś powodów będziecie musieli się rozdzielić na trekkingu (bo jedno złamie nogę i drugie będzie musiało iść po pomoc), albo jeśli już dojdzie do sytuacji bez wyjścia, to nóż posłuży do próby obronienia się.

My, jako taki drugi nożyk, mieliśmy kiedyś plastikowy z decathlonu, ale zamieniliśmy go na coś znacznie bardziej przydatnego, a wciąż niezwykle lekkiego – Kershaw Reverb o wadze zaledwie… 45 gramów! W naszej wyprawie to niezwykle istotne, bo niemal każdy gram się liczy. A to waga z już wbudowanym karabińczykiem (który posłużyć może za otwieracz do kapsli) i klips do noszenia. No i bardzo łatwo można go umyć, dzięki szerokim szczelinom pomiędzy ostrzem i dwoma stronami rękojeści i generalnie „otwartą” konstrukcją (czasem nie mamy jak umyć noża od razu po użyciu i jak go zamykamy, to wszystko wpada do wnętrza, tak samo też wszelkie „syfy” z kieszeni, piach, pył itd. itp.).

Kershaw reverb (zaledwie 45 gram) oraz nożyk z Decathlonu, wielkość ta sama, a potencjał znacznie inny.

Wspomniana w tekście, „otwarta” konstrukcja nożyka i jego minimalizm.

Wybierz nóż z systemem otwierania jedną ręką. To nie tylko umożliwi jego błyskawiczne otwarcie, gdy drugą rękę masz czymś zajętą, ale także w rękawiczkach, albo ze zmarzniętymi dłońmi/palcami albo przy „słabych” paznokciach, gdy wydłubywanie ostrza w klasycznym scyzoryku byłoby, po prostu, bolesne i trudne. Taki system ułatwia otwieranie noża „po kryjomu”, np. w kieszeni spodni, za plecami, czy udając grzebanie w plecaku – w celu samoobrony. (UWAGA, w niektórych krajach noże z takim systemem są zakazane).

Wybierz nóż z system blokowania głównego ostrza, tzw. liner, frame, itp. lock (UWAGA, takie noże są zakazane w niektórych krajach), który uchroni przed niespodziewanym złożeniem się ostrza i zranieniem się przy wykonywaniu prac.

W wielu scyzorykach i multitoolach nie ma bardzo przydatnego narzędzia, jakim jest marszpikiel, mówiąc po ludzku – szpikulec/szpon. Zazwyczaj jest on tylko w nożach przystosowanych do żeglarstwa, bo szpikulec służy do luzowania węzłów. Szkoda, bo węzły rozwiązuje się przecież nie tylko na jachcie, a narzędzie przydaje się także do przebicia skorupy kokosa, jakiegoś kartonu czy by zrobić nową dziurę w pasku. Taki szpon może też posłużyć do wyczyszczenia sobie brudu spod paznokci albo podważenia (np. dużego kamienia z ziemi) albo wypchnięcia (ułamanej części śruby, nitu), czy rozbicia (np. bryły lodu). Do części tych zadań, czasem nawet z większym powodzeniem, ale jednak nie do wszystkich, można użyć końcówki w scyzoryku/multitoolu – śrubokręta, albo – tego, co zazwyczaj nie-żeglarskie scyzoryki mają, zamiast marszpikiela – szydła/rozwiertaka. Ja swój marszpikiel zdemontowałem z badziewiastego scyzoryka, który kupiłem za 4 euro w Las Palmas, gdy obracaliśmy się w środowisku żeglarskim przed dłuższy czas, a nie chciałem ryzykować zniszczeniem/zgubieniem swojego normalnego scyzoryka. Uważam go za tyle przydatny, że noszę osobno, pomimo posiadania w dotychczasowym scyzoryku szydła/rozwiertaka.

Mój dotychczasowy zestaw, naszyjnik :D, w tym wspomniany – marszpikiel. Zjechał ze mną kawał świata.

Uważam, że bardzo przydatne jest ostrze ząbkowane. Najlepiej mieć dwa: jedno gładkie i drugie ząbkowane. Ale jeśli chcecie się ograniczyć tylko do jednego, to moim zdaniem dobrą opcją jest ostrze gładkie z ząbkowaną przednią lub tylną częścią. O tym, do czego się przydaje to ząbkowanie i czy takie mieszane ostrze wam się sprawdzi, musicie już poczytać na blogach stricte survivalowo-męskich, bo to temat rzeka. Na dodatek taki, który lubi być omawiany przez zakręconych na punkcie survivalu facetów, którzy wymyślają coraz to dziwniejsze „za” i „przeciw” oraz problemy takiej konstrukcji, a przecież powinni być w stanie przeżyć w mrocznym lesie z nożykiem do masła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *