Recenzja La Sportiva TX4 buty podejściowe, hikingowe i trochę trekkingowe, w jednym


Oceny i opinie o La Sportiva TX4 (a pośrednio także modelu TX3,bo jest on prawie o identycznej konstrukcji) przedstawiam po 15 miesiącach ich ciągłego używania.

La Sportivawłoska firma, choć jest jednym z najlepszych na świecie producentów obuwia górskiego, w Polsce jest stosunkowo mało znana. Lepiej firmę kojarzą zapewne jedynie osoby uprawiające wspinaczkę skałkową i na ściance, bo do tego sportu buty tej firmy były obecne na polskim rynku już od dawna. Do pozostałych dziedzin… cóż, gdy ja kupowałem swoje pierwsze La Sportivy, tj. 3,5 roku temu, w Polsce ich dostępność była taka sama, jak gumisiowego soku. Dorwać je można było tylko na serwisach aukcyjnych od prywatnych osób, czasem zdarzały się jakieś pojedyncze modele w sklepach internetowych. Ich cena była astronomiczna w porównaniu do cen zagranicznych. Teraz ceny są już wyrównane, czasem nawet bardziej korzystne w Polsce. Wciąż ilość pieniędzy, jakie dane nam będzie dać za buty tej marki, jest wysoka, jak na polskie standardy życia. Tak też jest z modelem TX4. Jednak jest ona według mnie zdecydowanie warta produktu, jaki dostajemy. Dokładając 100 czy 150 złotych, otrzymujemy produkt znacznie lepszej klasy, niż najpopularniejsze na polskim rynku „norffejsy”.

Kiedy kupowałem TX4, nie zapowiadało się, że ruszymy w kilkuletnią wyprawę dookoła świata. Bardziej prawdopodobne były  jedno-, dwu-, maksymalnie kilkudniowe wycieczki bez większego obciążenia w górach, podczas planowanych wakacje w Rumunii, w Szwajcarii oraz, od czasu do czasu, weekendowe wyprawy w polskie góry. Dlatego zamiast buta do „wszystkiego”, wolałem buta tzw. podejściowego. Przy poszukiwaniach spodobała mi się interpretacja tego pojęcia w rozumieniu La Sportivy. Mianowicie chciała ona stworzyć produkt do długich, wielogodzinnych podejść i wspinaczki, dlatego dołożyła do butów więcej amortyzacji i dość agresywny bieżnik, który dawałby radę na odcinkach górskich pozbawionych gołych skał.

Te dwa ulepszenia sprawiały, że buty okazały się właśnie butami do „wszystkiego” i nie zawiodły mnie ani razu, od ponad roku naszej nieprzerwanej podróży. Codziennie dźwigam w nich swój blisko 20-kg plecak. W Wenezueli zrobiłem w nich nieprzerwany 11-dniowy trekking do” i „po” szczycie płaskowyżu Roraima – choć z mniejszym obciążeniem, ale w dniu startu wciąż około 13 kg (zapas jedzenia). I co? Nogi mają się wyśmienicie, zarówno uda, kolana, kostki, jak i stopy. Żadnej kontuzji i żadna z tych części nigdy nie zaczęła mnie boleć ponad normę (relacja z pobytu na płaskowyżu możecie zobaczyć na naszym kanale YouTube ).Nazwałbym więc buty TX4 butami wszelkiego górskiego zastosowania do granicy 3000-3500 metrów nad poziomem morza w górach typu Alpy, Kaukaz, Tatry (oczywiście w sezonie ciepłym), ale także wyżej – na wszelkich górach w cieplejszej części świata np. azjatyckie wulkany, czy góry w okolicach równika.

W tle Mont Blanc. W ciągu dwóch dni na pograniczu szwajcarsko-francuskim przeszliśmy blisko 30 km.

Na marginesie tylko dodam, że te klasyfikacje butów, jak: podejściowe, alpinizm, trekking, hiking itd. oraz definicje, co się pod nimi kryje, rodzą coraz więcej zamieszania. Zwłaszcza gdy uwzględnimy, że np. w języku angielskim rzadko używa się słowa „trekking”, a raczej właśnie „hiking”, który jednak powoli zmienia swoje znaczenie w szybkie/krótkie wycieczki, a długie wyprawy z plecakiem – trekking, zastępuje się tam coraz częściej słowem „backpacking”. Ostatnio pojawia się także określenie buty „turystyczne” oraz „górskie”, to ostatnie ma być chyba czymś pomiędzy butami podejściowymi, a butami wysokogórskimi – alpinistycznymi). 

JAKOŚĆ WYKONANIA:

W ciągu ostatniego roku naszej podróży, buty przeżyły już wszystko. Upały i palące słońce na równiku w suchym klimacie Ekwadoru, tamtejszy pył i skały wulkaniczne, duchotę i wilgoć amazskiej dżungli w Brazylii, alpejskie skały na pograniczu szwajcarko-francuskim w Chamonix. No i wspomniany trekking na Roraime, kiedy w ciągu 11 dni naprzemiennie – co kilka godzin – mokły do ostatniej nitki, a następnie wysychały w słońcu podczas nieprzerwanego noszenia na stopie. Do tego wiele razy zakładałem je do miasta, ba, właściwie to przez ostatnich 5 miesięcy są moimi jedynymi butami i noszę je codziennie – wszędzie. Tymczasem ich stan jest… wzorowy, według mnie. Możecie go ocenić sami na podstawie zdjęć.

ani śladu rozklejania się materiałów, nawet w najbardziej newralgicznych miejscach

Jak widać, poza wycierającą się systematycznie podeszwą i jednym przetarciem na lince od systemu sznurowanie (całą linkę można w miarę łatwo wymienić, poza tym wytarta jest sama otulina a rdzeń linki jest jeszcze cały), but nie ma żadnych usterek. Jest podrapany i… tyle. Nic się nie rozkleja: żadna warstwa podeszwy, ani gumowy otok od skórzanej cholewki. Sama skóra jest w bardzo dobrym stanie – nigdzie nie pęka, jest ciągle miękka, a – co wymaga podkreślenia – w warunkach nieustannej podróży bardzo rzadko udaje mi się buty umyć i użyć jakiegoś środka do pielęgnacji skóry. Nie licząc impregnacji przed wyjazdem, od ponad roku udało mi się ze 2 razy zadbać jakoś mocniej o skórę w butach. Buty zostały uprane w pralce i wciąż skóra ma się wyśmienicie. Wszystkie nici także wyglądają jak świeżo zszyte. Spójrzcie nawet na wyściółkę wewnętrzną, zwłaszcza na pięcie. Tam, gdzie wiele butów przeciera się po kilku miesiącach – tutaj nie widać nawet odrobiny zmechacenia materiału! A przyznam, że często zdarza mi się pochodzić krótkie odcinki bez wiązania butów, a to wyjście na siku z namiotu, a to po hostelu, a to na szybki spacer ze Snupim.

Niebieski materiał, z którego wykonana jest wyściółka jest nadzwyczaj delikatny i przyjemny w dotyku. Dodatkowo, faktura wypustek poprawia przepływ powietrza. Wypełnienie zagłębienia pięty w żaden sposób się nie ubiło ani nie zdeformowało.

Sama podeszwa, poza starciem, również nie ma żadnych nietypowych zniszczeń – wypustki bieżnika nie mają żadnych pęknięć, żadnych oderwanych kawałeczków. Jedynym minusem podeszwy jest właśnie tempo jej wycierania. Znika ona, może nie gołym okiem, ale po każdej dłuższej wyprawie widać zużycie. Najgorzej jeśli w butach pochodzimy po asfalcie i chodnikach, wtedy podeszwa znika w oka mgnieniu. Ale to już ogólna przypadłość Vibramu Megagrip.

No właśnie, może chwila o samym Vibramie. Wiele osób myśli, że Vibram jest jeden. Tymczasem różnorodność dostępnych mieszanek tej gumy i ich najlepsze zastosowanie porównać można na stronie producenta https://us.vibram.com/technology/compounds/ Dodatkowo, niektórzy producenci obuwia wraz z Vibramem tworzą swoje własne mieszanki i kszałty bieżników.

Mieszanka Megagrip ma być przyczepna na suchych i mokrych skałach, ma być także kompromisem między wytrzymałością i elastycznością. Co mogę powiedzieć. Tyle, że nie mam żadnych zastrzeżeń, ta mieszanka z konstrukcją bieżnika sprawiają, że but trzyma się po prostu wszystkiego, niczym ślimak. Nawet mokrych czy wytartych pni powalonych drzew i kamieni znajdujących się poniżej poziomu wody (np. przy przekraczaniu strumyków). Nawet nie wiecie jaką frajdę i spokój to daje w naprawdę ekstremalnych warunkach. Na skałach ta podeszwa może się tylko poślizgnąć, gdy skała będzie pokryta jakąś średnio-cienką warstew piasku (bo gdy będzie go więcej, lub tyle co nic, to już trakcja powinna zostać zachowana). Co w terenie nie skalistym? Buty oczywiście nie mają tak głębokiego bieżnika, jak buty trekkingowe, jednak zachowują się dobrze. Powiem tak, zachowywały się tak samo dobrze, jak buty stricte trekkingowe Izy, innej marki. Poza i tak dość dobrze rozbudowanym bieżnikiem, na pięcie znajduje się jeszcze więcej jego deformacji, co skutecznie chroni przed poślizgnięciami przy schodzeniu po luźnych kamykach, żwirze, ziemnej czy trawiastej ścieżce. Jedynym problemem jest błoto, głębokość bieżnika jest niska i nie ma dużych szczelin miedzy wypustkami, więc podeszwa szybko się “zalepia” błotem i nie czyści się ona sama, tak, jak potrafią to robić niektóre buty trekkingowe. Po dłuższej chwili chodzimy więc nie bieżnikiem, a samy błotem przyklejonym do buta.

Jeszcze 3 miesiące temu podeszwa była o wiele grubsza.

By Was uspokoić, wytarcie podeszwy nie oznacza, że skończy się żywot butów. Bowiem większość obuwia La Sportiva jest tak skonstruowana, że można je „przepodeszwować”, tłumacząc dosłownie z języka angielskiego, czyli wkleić nową podeszwę. Niestety polski dystrybutor La Sportiva nie posiada żadnego autoryzowanego punktu do takiej usługi. Musicie znaleźć taki punkt sami, jednym z nich jest http://friction.pl/cennik.php albo udać się do któregoś z autoryzowanych punktów zagranicznych. Oto ich lista https://www.lasportiva.com/en/authorized-resolers

WYGODA

Dla mnie TX4 są jak druga skóra. Należy jednak pamiętać, że każdy ma inną budowę stopy. Wielu osobom dobranie odpowiedniego rozmiaru w numeracji La Sportivy sprawia trudności. Ale to dlatego, bo każdy model La Sporitva – w zależności od przeznaczenia: alpinizm, wspinaczka, bieganie, trekking, hiking, a nawet wśród tych grup ma pewne wahania i trochę inną konstrukcję. Przez co rozbieżność rozmiarów może u niektórych osób wynosić nawet cały jeden rozmiar – u mnie to pół rozmiaru. W TX4 mam rozmiar 42,5 i pokrywa on się z większością moich butów. Niektóre jednak modele La Sportivy są dla mnie dobre w roz. 43, a żadnych innych butów nie miałem nigdy w tym rozmiarze.

Te różnice wynikają z tego, że każdy rodzaj aktywności wymaga innych parametrów od buta (buty podejściowe powinny być bardziej dopasowane i twardsze, a buty trekkingowe, w których przyjdzie nam czasem maszerować nieprzerwanie przez kilkanaście dni, muszą dostarczyć stopie więcej luzu i amortyzacji, itd., itd.). Faktycznie La Sportiva mogłaby popracować nad zmianą sposobu produkcji butów, by jeśli ktoś już odnajdzie swój rozmiar, to mógł w ciemno kupować inne modele. Myślę jednak, że wariacja jest dobra, bo każdy może znaleźć produkt idealny pod siebie, bo gdy ktoś już odnajdzie swój krój i rozmiar w La Sportiva, to uzna je za jedne z najwygodniejszych butów, jakie miał na stopach. Gdy kupowałem TX4, przymierzałem dziesiątki innych butów: Millet, Scarpa, Zamberlan, Salewa, North Face, Hanwag, i w każdym coś mi przeszkadzało. Gdy pierwszy raz założyłem TX4, to było dziwne uczucie, bo poczułem … nic nie poczułem. Nic mnie nie uwierało, nic nie było za twarde, nic za sztywne, nic za luźne, nic za cienkie, nic za grube. Tak, jakby te buty były uszyte na wymiar dla mnie. Z czego to wynika?

Poza całą masą technologicznych rozwiązań, których nie widać gołym okiem (system Impact Brake System – czyli specjalne ukształtowanie, nachylenie i rozłożenie bieżnika w podeszwie, które zmniejszają przeciążenia przy schodzeniu i wchodzeniu o nawet 20% względem butów bez tego systemu oraz system STB – czyli wstawki z twardego plastiku stabilizujące buty po bokach i na pięcie, jednocześnie nie odbierającą im elastyczności) model TX4 zawdzięcza to także bardzo przyjaznemu dla stopy kształtowiczyli dużej ilości przestrzeni dla palców i przedniej części stopy.

Jednocześnie but jest tak skonstruowany, że wciąż umożliwia precyzyjne wciśnięcie stopy w malutką szczelinę czy stopień skalny. Buty podejściowe innych firm często charakteryzują się spiczastym czubkiem i ściskaniem palców, by właśnie to wciskanie umożliwić. Zresztą dużo producentów robi to też tylko dlatego, że buty wtedy ładniej wyglądają. Mylicie się, jeśli sądzicie, że ta szerokość TX4 utrudnia wspinaczkę. W praktyce okaże się, że ją wręcz ułatwia, bo zamiast wisieć całym swoim ciężarem na palcach, możemy oprzeć większa płaszczyznę stopy, co da odpocząć całemu ciału. Taka budowa gwarantuje też więcej gumy stykającej się ze skałą, gdy musimy zrobić kolejny krok, opierając się jedynie na płaskiej, mocno nachylonej płaszczyźnie. A jeśli już trafimy na stopień/szczelinę, gdzie naprawdę nie ma miejsca, to możemy wykorzystać „dziób” buta w okolicach dużego palca, wymaga to tylko odrobiny innego ułożenia stopy.

Widok z 4700 m.n.p.m z wulkanu Rumiñahui na najsławniejszy w Ekwadorze wulkan, i cały park narodowy, Cotopaxi.

 Ten but wygląda tak… prosto, a jednocześnie jest przemyślany i dopracowany w każdym detalu. Spójrzcie np. na otok po bokach, czy widzicie te delikatne nacięcia, czy raczej miejsca, gdzie użyto odrobinę cieńsza warstwę wzmocnienia? Detal, którego na początku nie widać, albo może wydawać się elementem ozdobnym.

ani śladu rozklejania się materiałów, nawet w najbardziej newralgicznych miejscach

Gdy przyjdzie nam jednak się wspinać i wyginać przednią część stopy w poszukiwaniu oparcia w skałach, nawet przez chwilę dzięki tym nacięciom nie odczujemy niewygodnej sztywności buta. But po prostu robi to, co wasza stopa i w żaden sposób was nie ogranicza.

Nie każdy rozumie frajdę trudności szlaku. Niektórzy idą w góry i myślą, że potrzebują buta “traktora”, który ochroni ich przed wszystkim “co czyha na szlaku”. Jednak gdy ktoś już trochę w tych górach czasu spędzi, zrozumie jaką frajdę daje pokonywania szlaku, czucia go, im on trudniejszy, tym więcej frajdy, a wysokie, toporne, ciężkie czy zbyt zamortyzowane lub zbyt chroniące stopę buty tą frajdę odbierają. Jak by to wytłumaczyć… to jak tańczenie w kaloszach, albo pływanie w czepku, albo zasypianie przy swojej partnerce/partnerze ubranym w 2 swetry, zamiast przy dotyku gołej skóry. Kiedy coś robisz i naprawdę to lubisz, chcesz to czuć całym sobą.

Nie dajcie sobie wmówić, że na wyprawę w góry typu Tatry potrzebujecie buty “do” lub “za” kostki. Oczywiście, potrzebujecie, jeśli idziecie z bardzo ciężkim plecakiem, albo w wysokim śniegu lub w fatalnych warunkach atmosferycznych (chociaż problem rozwiązać mogę stuptuty). Zadaniem butów wysokich jest wspieranie stawu skokowego i mięśni dolnych partii nóg przy dużym obciążeniu. Na 1- czy 2-dniową wycieczkę, z małym plecakiem takie buty są zbędne. Jeśli zakładasz wysokie buty, bo boisz się, że skręcisz nogę, to tylko dlatego, że pewnie nie próbowałeś/próbowałaś nigdy chodzenia w butach niskich. Znaczy też, że nie umiesz do końca chodzić po górach. Czemu tak uważam? Otóż wysokie buty często wręcz grożą większa kontuzją niż niskie. W niskich i lekkich butach czucie podłoża: jego nachylenia, punktów podparcia itp. jest dużo lepsze, niskie buty gwarantują też większa swobodę i przyspieszają czas reakcji w nagłej sytuacji, np. poślizgu czy utraty równowagi. Chodząc w niskich butach udoskonalicie swoje umiejętności. Zaczniecie chodzić szybciej i pewniej. 

Należy także zauważyć, że wiele modeli niskich butów, ma tak skonstruowane wcięcie na kość stawu skokowego, że jest ono lekko podwyższone i wystarczająco podpiera staw, by zapobiec delikatnym skręceniom. Tak też właśnie jest w modelu TX4.

Jak już jesteśmy przy okolicach kostki, to w TX4 wyróżnić wypada lekko przekrzywiony, asymetryczny język, który dzięki swojemu kształtowi w żaden sposób nie uciska w przód stawu skokowego. Można mu jedynie zarzucić, że nie jest połączony z resztą buta poprzez zszycie, co budzić może obawy o przedostawanie się przez tę szczelinę woda, kamyczki i pył. Jednak przy właściwym zawiązaniu, but staje się bardzo szczelny na takie drobne zanieczyszczenia (jedynie woda pozostaje zagrożeniem), jednocześnie wyeliminowane zostały wszelkie wewnętrzne fałdy i zagniecenia języka, które mogą drażnić.

Bardzo wygodne jest też wykończenie, które otula staw skokowy – ten czarny materiał. Jest miękkie i elastyczne. Przy maksymalnym wygięciu stopy w pozycję pionową, w żaden sposób nie wżyna się w tylną cześć kostki, zamiast tego zgniata się „mięciutko”.

Otok ochraniający po bokach oraz palce jest perfekcyjny, co już zasygnalizowałem. Dodam tylko, że w wielu butach innych firm otok przypomina bardziej swoimi właściwościami oponę samochodową. Ten w TX4 nie w sobie nic z takiej oponiarskiej „ciężkości” czy „sztywności”. Tylko na samym czubku jest trochę bardziej gumowy i mocny, chociaż wielu osobom i tak może się wydać za miękki, wręcz lichy. Jednak ta miękkość powoduje idealnie pochłanianie siły uderzenia. A wielkość tej części nie jest ani za duża, ani za mała, po prostu wystarczająca do ochrony palców, które najbardziej narażone są na bezpośrednie uderzenie o kamienie, korzenie itd. Cała reszta otoku jest elastyczna niczym skóra, z którą jest złączony. Otok bardzo skutecznie chroni but przed uszkodzeniem, a stopy przed uderzeniem spadających kamieni. Sama skóra również jest materiałem, który bardzo dobrze amortyzuje uderzające małe kamyczki i kamienie.

Do wygody buta należy dodać jeszcze bardzo niską wagę (producent podaje 370 gram dla roz. 42, moje buty w roz. 42,5 ważą 380 gram) oraz użycie skóry, która jest materiałem gwarantującym dopasowanie do kształtu stopy (bo jeśli trzeba, to się trochę rozciągnie).

Lepsze dopasowanie TX4 jest także możliwe poprzez sięgające nisko sznurówki – niczym w butach do wspinaczki, które pozwalają maksymalnie ciasno związać buta. Najlepsze jednak jest to, że system wiązania, jest jedną, zintegrowaną całością, która otula stopę równomiernie na całej swojej długości. Osiągnięto to poprzez zastąpienie klasycznych “oczek”, jedną, nieprzerwaną nigdzie, nylonową linką, która stanowi wszystkie szczeble sznurowadeł. Ta sama linka dochodzi aż do pięty, dzięki czemu regulować można stopień ściskania piętyJednocześnie ta sama linka pełni rolę troczka ułatwiającego zdejmowanie i zakładanie butów, czy umożliwia ich podpięcie do plecaka. Inne firm wymyślają jakieś dziwaczne systemy, przeganiają się w nadawaniu im jeszcze dziwaczniejszych nazw i robią z tego super hiper element marketingu i technologicznej innowacyjności. Tymczasem La Sportiva wykorzystała „zwykły” sznurek. Nie nazywa go super, hiper systemem, a sprawdza się wyśmienicie. Ten sznurek jest dla mnie idealną metaforą podejścia La Sportiva do tworzenia butów – innowacyjność z zachowaniem prostoty. 

Przykładowo, w swoich innych butach – modelach Stream i Spire, La Sportiva zrobiła dziury po bokach podeszwy, oraz wewnątrz buta – pod wkładką oraz kanały do tych dziur, przez które but zasysa świeże powietrze i jednocześnie wypycha nagrzane z wnętrza. Dziury zabezpieczone są wodoszczelną membraną Gore-Tex – to chyba najlepsze wykorzystanie technologii wodoodpornych membran, jaki widziałem dotychczas w odzieży turystycznej.

Wróćmy do TX4. Co jeszcze można powiedzieć o zaletach tego „sznurkowego” rozwiązania? A no tyle, że sznurek zapewnia większe tarcie niż metalowe oczka, dzięki czemu sznurówki nie mają tendencji do luzowania się i cofania między kolejnymi rzędami, co ułatwia wiązanie i umożliwia wielogodzinne noszenie buta bez konieczności – poprawiania. Tutaj jednak duże rozczarowanie samą sznurówką, która rozwiązuje się z klasycznej kokardki, bardzo łatwo. Jeśli więc faktycznie nie chcemy co chwilę poprawiać butów, wymagają one zakończenia sznurowania bardziej specjalistycznym węzłem, lub chociaż podwójną kokardką, która jednak po kilku godzinach również się luzuje. Zawiązanie lepszego węzła utrudnia „krótkość” sznurówek.

ODDYCHALNOŚĆ

Buty oddychają bardzo dobrze. Zawdzięczają to wykonaniu ze skóry zamszowej, która ma bardzo dobre właściwości pod tym względem, a dodatkowo jeszcze u La Sportiva punktuje jakość tej skóry. (drobna uwaga do wszystkich wegan – nie traktujcie z góry buta zrobionego ze skóry jako największa zbrodnię, bo zastanówcie się, ile świństw dla natury wytwarza się przy produkcji wszystkich sztucznych materiałów, a często żywotność butów ze sztucznych materiałów jest o wiele krótsza niż butów skórzanych. Jeśli to nie przekonuje to do wyboru jest model TX3 z siatki mesh).

W butach przeżyłem brazylijskie upały, sięgające 45 stopni i dużej wilgotności. Wiadomo, nie było perfekcyjnie, ale w połączeniu z dobrą skarpetką bez problemu mogłem nosić buty przez długie godziny. Moje stopy zaczęły się poważnie grzać, gdy buty totalnie zalepił drobniutki pył wulkanicznym w Ekwadorze. Po upraniu butów oddychalność się poprawiła, ale wciąż nie było tak, jak poprzednio. Dopiero gdy nawilżyłem buty odpowiednim preparatem wróciła ona do normy.

Mimo bardzo dobrej wentylacji, skóra jednocześnie bardzo dobrze chroni przed chłodem z zewnątrz. Jednak nie ma co rozwijać tego wątku, bo odczuwanie ciepła to zbyt indywidualna kwestia. Wiele zależy też od jakości używanych skarpetek.

tak wygląda praca przy Futrzaku :), już chcesz robić zdjęcie, a tu ci się wpycha wielki, mokry nos

ODPORNOŚĆ NA WODĘ

Moje TX 4 są bez jakiekolwiek membrany wodoszczelnej (ten model występuje też w wersji z membraną Gore-Tex). Po poprzednich butach, marki North Face, które oddychały okropnie z wbudowanym goretexem, no i nieświadom naszej wyprawy, zdecydowałem się na buty bez membrany. Jak teraz to analizuję, to chyba musiałem mieć jakieś chwilowe zaćmienie mózgu. Nawet jeśli zostalibyśmy w Polsce, to powinienem pamiętać, że membrana uratowała mi, może nie życie :D, ale samopoczucie nawet w środku lata, np. w Gruzji, gdy szliśmy przez szlak pokryty ogromną ilością kałuż, w których większość woda wymieszana była z krowimi odchodami. Membrana byłaby zbawienna nawet w upalnej Brazylii, gdzie w połowie dnia następuje potężne urwanie chmury i po ulicach płyną wręcz małe potoki.

Jak mnie już złapie deszcz lub woda, to jest kiepsko. But przesiąka błyskawicznie, czasem wręcz czuje, jak przez skórę przesiąkają pojedyncze krople deszczu. Na szczęście but też bardzo szybko wysycha. Zazwyczaj wystarczą 3 godziny ich leżakowania, by dało się je dość komfortowe nosić. Jeszcze szybciej wysycha na nodze, a dzięki dobrej oddychalności skóry zamszowej, nie kończy się to dramatycznym kiszeniem stopy.

Docenić za to można jakość łączenia podeszwy z otokiem i górną częścią buta, które zapewnia, że woda nie dostaje tędy do wnętrza – przynajmniej nie robi tego w tempie błyskawicznym w razie wdepnięcia w kałużę. Skóra w TX4 jest naprawdę dobrej jakości, więc pewnie dobrą wodoodporność można osiągnąć poprzez użycie dużej ilości dobrego impregnatu.

AMORTYZACJA:

Amortyzację należy rozumieć jako amortyzowanie sił przy stawianiu kroków, jak i tłumienie nierówności podłoża.

Buty bardzo dobrze amortyzują piętę, jednocześnie nie zapadamy. Bezpoleśnie jestem w stanie w nich nosić 20-kg plecak. Amortyzacja przedniej części jest już trochę mniejsza , ale to niezbędne do czucia podłoża. Po wielu godzinach marszu można czuć lekki ból przedniej części stopy, bo but nie zapewnia dodatkowego wsparcia stopie w tej części – w sensie nie ma żadnego systemu, jak np. lekko wyprofilowana kształt podeszwy (tzw. drop), który wspomagałby przetaczanie stopy w krokach. TX4 są niemal całkowicie płaskie. No i choć zastosowana amortyzacja jest dobra, to nie sprawdzi się przy naprawdę długich trasach po nierównym terenie, bo jest za mała, bywygłuszyć” wszystkich nierówności. But też jest bardzo elastyczny, więc palce i przednia cześć stopy wyginają się „w pełni” przy każdym kroku, co jest męczące przy długich dystansach. Jeśli jednak chodzi o chodzenia po wyższych górach, to buty są wręcz idealnym złotym środkiem między amortyzacją a czuciem podłoża. Zachowanie pewnej twardości jest też zdrowsze dla prawidłowego funkcjonowania stóp. Tymczasem wielu producentów obuwia ma teraz manię maksymalnego amortyzowania, jakbyśmy chodzili po łóżku wodnym.

PODSUMOWANIE:

TX4 to nowoczesne rozumienie buta podejściowego, a może jednak ulepszone hikingowego… hmm… Tak czy inaczej, posiada w sobie najważniejsze cechy butów podejściowych uzupełnionych o rozwiązania z butów trekkingowo/hikingowych. Czyli jednocześnie twarda podeszwa o płaskim profilu, która umożliwia czucie podłoża po którym się wspinamy, możliwość ciasnego dopasowania i kształt pozwalający zachować precyzję i swobodę kroków oraz odporność konstrukcji, a jednocześnie jej metaforyczną “lekkość”, wygodę dla stopy przy kilkugodzinnym noszeniu, amortyzację i bieżnik umożliwiające wielogodzinny marsz.

Buty są idealne dla tych, którzy wiedzą konkretnie czego chcą i mają duże górskie doświadczenia, i będą potrafili wykorzystać je do granic ich możliwości. Jak i dla tych, którzy do końca nie wiedzą lub dopiero zaczynają swoje przygody w górach, albo dla tych, których nie stać na posiadanie kilku par butów: lekkich trekkingowych, podejściowych, do wspinaczki skałkowej czy halowej (pod warunkiem, że nie jest to wspinaczka w szczelinach i stopniach wielkości paczki zapałek :D). Nazwałbym więc buty TX4 butami wszelkiego górskiego zastosowania do granicy 3000-3500 metrów nad poziomem morza w górach typu Alpy, Kaukaz, Tatry (w sezonie ciepłym) ale także wyżej na wszelkich górach w cieplejszym klimacie np. azjatyckie wulkany i góry w okolicach równika.

Jedyne, czym na pewno nie są, to butem turystycznym do ciężkiego trekkinguczyli w moim rozumieniu butami do wielogodzinna noszenia z dużym obciążeniem. Choć u mnie się jako takie sprawdzają, tak samo, jak wszedłem w nich na 4600 metrów w delikatnym śniegu. Jednak tylko dlatego, że nie miałem alternatywy. Aczkolwiek istnieje model TX4 w wersji pół wysokiej (tj. dochodzącej do stawu skokowego), który już takim butem może być (aczkolwiek wciąż pozostają pewne braki technologiczne podeszwy i niewystarczające podparcie stawu skokowego). Dlatego jeszcze lepszym wyborem może być model TX5, czyli niemal w całości TX4 , ale już w wersji w pełni wysokiej i z delikatnie zmodyfikowaną podeszwę. Żaden z tych butów nie będzie jednak dobrym wyborem do wycieczek w śniegu i lodzie. Problemem będzie podeszwa, która jest zbyt elastyczna I miękka do wygodne zintegrowania z rakami oraz zamszowa skóra, która wchłaniać będzie wilgoć (choć ją osłonić można stuptutami, które dzięki bardzo nisko schodzącemu wiązaniu, osłonią niemal niemal całego buta). Z kolei jeśli chcemy coś jeszcze bardziej lekkiego I przewiewnego (czy dla przeciwników skóry naturalnej), to występuje model TX3, który jest idealną kopią TX4 tylko z cholewką wykonaną z siatki mesh. TX4, jak i WSZYSTKIE WYMIENIONE MODELE WYSTĘPUJĄ TAKŻE W WERSJI KOBIECEJ.

Pozostałe uwagi:

na początku but za mało trzymał mi piętę – ale to pewnie zależy już od kształtu stopy danej osoby. Dało się to także mocno poprawić naciągnięciem linki na pięcie, ale wciąż nie było do końca wzorowo Na szczęście po kilku dniach użytkowania buty dopasowały do moich pięt,

nie wiem, jak rozwiązana jest konstrukcja języka w wersji z membraną Gore-tex, ale jeśli tak samo jak tutaj, tzn. brak zszycia z butem na całej swojej długości., to należy na to uważać przy głębszych kałużach,

– świetny wygląd – agresywny, nowoczesny, jednocześnie prosty, harmonijny, bez żadnej krzykliwości i rażenia w oczy. Jeśli ktoś jednak woli, może wybrać bardziej wyraźne kolory – czerwony, żółty, jasno-niebieski  

Snupi się pyta, gdzie są jego butki?!  😀

 

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *