Czy myć psu zęby? + Recenzja pasty Vetfood Maxi Guard OraZn

narzędzia zbrodni

Czy trzeba, a raczej czy warto, psu myć zęby? WARTO! Wiele osób się nabija, gdy mówimy że myjemy Snupiemu zęby. Gdy dodajemy, że codziennie… oooo, to w ogóle zaczyna się zdziwienie… 😀 Sami przez ponad 3 lata nie dostrzegaliśmy takiej potrzeby. Gdy jednak zostaliśmy uświadomieni a przez kolejne lata sami doświadczyliśmy ogromnych korzyści z regularnego mycia zębów, to aż nam głupio, że wcześniej nie włączyliśmy myślenia. Jakie są te korzyści? (jeśli nie trzeba Cię przekonywać, to pomiń 6 pkt. korzyści i przejdź do recenzji pasty / żelu Vetfood Maxi Guard OraZn)

  1. PIENIĄDZE, tj. ich oszczędność.

Za jedną z wizyt Snupiego u psiego dentysty zapłaciliśmy, BAGATELA, 1 tysiąc złotych! A usługa objęła tylko wyczyszczenie kamienia, wyrwania dolnej 3-ki i lakowanie jeszcze jednego zęba. Rachunek mógł być o wiele większy, bo planach było plombowanie 2 górnych kłów.

[Snupi uwielbia wynajdywać jakieś kamyczki, śrubki i inne dziwaczne pierdoły, a potem je podgryzać. Na ulicy nie mamy z nim takich problemów, ale gdy siedzimy dłużej u znajomych, albo w pracy Izy, to Snupi wynajduje takie skarby z najgłębszych zakamarków. Prawdopodobnie właśnie tak uszkodził sobie kły. Mógł to także zrobić wtedy, gdy po przeprowadzce do nowego mieszkania, został pierwszy raz sam. W panicznym ataku lęku separacyjnego zaczął skakać i próbować złapać w zęby klamkę od drzwi (wiemy, bo klamka była cała porysowana). Przy tej akcji zdarł sobie skórę z nosa (do dziś ma po tym pamiątkę w postaci białej plamki na samym jego środku).]

Wracając do ich leczenia. Okazało się, że pozornie duże uszkodzenia nie były tak poważne, bo wnętrza zębów nie zostały odsłonięte, więc plombowanie nie było potrzebne. Skąd wzięła się zatem kwota 1000 zł? A no dlatego, że usunięcie kamienia u psa, czy nawet najdrobniejszy zabieg stomatologiczny, wymaga zazwyczaj podania narkozy (mało który pies grzecznie i nieruchomo pozwoli na takie grzebanie).  Narkoza zwiększa więc koszt usługi, a przecież  przed narkozą trzeba zrobić badania sprawdzające stan kardiologiczny psa. W ten oto sposób, grosz do grosza i uzbierała się pokaźna suma.

2.BEZPIECZEŃSTWO PSA

No właśnie, wszelkie zabiegi dentystyczne u psa przeprowadza się pod narkozą. A nie jest to czynność bezpieczna dla organizmu. Jeśli będą Was kiedyś operować, to zawsze powiedzą, że pacjent może się z narkozy nie wybudzić i każdy, nawet najprostszy, zabieg obarczony jest ryzykiem zgonu. Dokładnie to samo dotyczy psów. Również ich dotyczy analogia wieku. O ile młody organizm znosi narkozę w 99,9% przewidywalnie. To organizmy osób i psów starszych narażone są znacznie bardziej na komplikacje.

3. BEZ KOMENTARZA

Jasne, możemy psu zębów nie myć, ani nie leczyć jamy… ustnej…, tzn. pyskowej 😀 I wyeliminować w ten sposób ryzyko podawania narkozy i wszystkich kosztów leczenia. No… niestety to tak nie działa. Chyba nie muszę tłumaczyć dokładniej, że fatalny stan uzębienia doprowadzi w końcu do próchnicy, ogromnego smrodu, a w końcu stanów zapalanych czy nawet zakażenia całego organizmu z powodu przedostawania się szkodliwych bakterii do jego wnętrza. A to chyba już leczyć zacznie każdy, chyba że nie kocha swojego psa…

Problemy z zębami doprowadzają także do tego, że pies może nie lubić się bawić, bo gryzienie wywołuje u niego ból (niechęć do suchej karmu).

4.Najbardziej namacalną korzyścią mycia zębów jest poprawienie zapachu psiego oddechu.

No niech się zgłosi choć jedna osoba, której pies nie poliże po twarzy chociaż raz w miesiącu? Ktoś powie „przyzwyczaiłem się do zapachu z pyska psa”. No dobra, jednak pomyśl, że przyjemny zapach oraz sam fakt mycia zębów mogą być czymś, co przekona twoich znajomych do większej sympatii nie tylko Twojego psa ale psów generalnie (np. osoby, które uważają psy za brudne, albo rozhisteryzowane matki z małymi dziećmi, które dotychczas uwielbiały psy, ale nagle wszędzie widzą mordercze bakterie i pasożyty).

5. Wytworzy u psa odruch, by ze spokojem pozwalał nam zaglądać do swojego pyska.

„Po co?” – może ktoś zapytać. A no po to, gdy chcemy sprawdzić, czy nie rozwalił sobie właśnie jakiegoś zęba albo dziąsła, bo gryzł coś twardego albo ostrego. Albo podczas kontroli stanu generalnego w ramach wizyty u weterynarza. Sprawdzenia czy nie wziął do pyska czegoś szkodliwego, np. trutki. W końcu, żeby podać pastylkę/pastę odrobaczającą i inne lekarstwa, jeśli nie da się tego zrobić podstępem (wymieszane z pasztetem :D).

6. Czynność pośrednicząca naukom innej czynności lub tworzenia porządku i harmonogramu dnia.

Przykładowo: mycie zębów oznacza, że idziemy już spać, albo nie ma więcej spacerów tego dnia, albo nie dostanie już tego dnia jeść. Wiele psich behawiorystów itd. osób powie Wam, że psy czują się lepiej, gdy mają ustalony pewien porządek dnia i lubią powtarzalność pewnych procesów.

No dobra, teraz powstaje pytanie „jak zacząć myć psu zęby?”.

To żadna filozofia. Po prostu musimy zacząć to robić. Nieważne jak zaczniemy, w 99% przypadków na początku będzie źle… BARDZO ŹLE. Pies będzie się wierzgał, wymigiwał, prychał i wypychał język do przodu. O prawdziwym umyciu zębów możecie zapomnieć. Sukcesem będzie kilkusekundowe włożenie psu palca do pyska oraz to, że większość pasty wyląduje faktycznie na zębach, a nie na uszach, nosie, języku czy na pierwszych dwóch  zębach 😀 Przesadzam, ale chodzi o to, byście się nie zniechęcali. Bo z każdym dniem efekty będą coraz lepsze, a pies coraz bardziej spokojny i cierpliwy, musicie tylko to robić systematycznie i rutynowo. W końcu będziecie mogli w miarę spokojnie rozprowadzić pastę po wszystkich zębach. My myjemy zęby Snupkowi już 3 lata, a i tak nie jest tym wielce zachwycony. Przyznajemy jednak, że zdarza nam się zapomnieć, by robić to codziennie.
Co do tej regularności, to jeśli ktoś bardzo chce, może próbować myć psu zęby 2 razy dziennie. Jednak spokojnie wystarczy raz dziennie – najlepiej na noc przed snem, a przynajmniej tak późno, że będziemy mieli pewność, że pies już nic potem nie będzie jadł i mało pił.
Przy wdrażaniu czynności mycia istotne jest, czym zęby myjecie. Pierwsze kilka podejść powinno się odbyć bez użycia pasty. Gdzie tu zatem mycie?! Nie ma go wcale. Ale chodzi o to, by pies przyzwyczaił się jakkolwiek do tego, że pchacie mu coś do pyska. Pasty posiadają swój zapach (nawet jeśli dla nas jest on niewyczuwalny, to na pewno jest dla psa) i smak, pasta może szczypać, jeśli pies ma jakieś mikro rany, w skrajnych przypadkach może powodować alergie, to wszystko wywoła dodatkowy dyskomfort i niechęć. Dlatego najlepiej zacząć mycie od wkładania samego palca, posmarowanego dodatkowo czymś smacznym i przyjemnym: olejem, masłem itp. (warto mycie dodatkowo uatrakcyjnić, np. traktować jako element zabawy, albo dać psu jakaś nagrodę za to – przysmak, przytulanko, co tylko uznacie za właściwe, byle nie były to czynności i rzeczy, które błyskawicznie wytrą z zębów nałożoną pastę). Potem dopiero przejść na szczoteczkę.

Przed przejściem na szczoteczkę genialnym rozwiązaniem są waciki/płatki Oral Cleansing Wipes firmy Vetfood. Są one nasączone preparatem do mycia do zębów. Używa się ich poprzez zawinięcie na palec. Płatków możemy używać nawet, gdy pies toleruje już szczoteczkę. Ponieważ łatwiej dotrzeć nimi do dalszych zębów przy minimalnym ryzyku zadrapania dziąsła czy policzków plastikiem szczoteczki. Wacik wykonuje także podwójną pracę. Ponieważ równocześnie, gdy skupiamy się na myciu samych zębów, to pozostała jego owinięta wokół palca powierzchnia czyści tkankę policzków i języka, których przecież szczoteczką nie umyjemy. A przecież na nich osadza się równie dużo, jeśli nawet nie więcej, bakterii.Szczoteczka jest jednak o wiele lepsza do pozbywania się resztek osadów i jedzenia z zębów oraz wprowadzenia pasty w szczeliny. Szczoteczka znacznie też przyspiesza mycie zębów. Pod warunkiem że jest to dobra szczoteczka. Czym jest dobra szczoteczka? Najpierw powiem, czym jest gówniana szczoteczka. A taką jest najpopularniejsza w sklepach szczoteczka nakładana na palec. Zwłaszcza jeśli jest to szczoteczka „no name” (od nieznanego producenta). Takie szczoteczki mają zazwyczaj fatalne włosie, które w żaden sposób nie szoruje szkliwa, jest za miękkie.  Te szczoteczki mają też mało poręczny kształt  (więcej na nich plastiku niż włosia, jest gruba, toporna), bardzo trudno się nimi manewruje, trudno też wyczuć siłę nacisku, co uniemożliwia umycie zakamarków i jest ogromnie nieprzyjemne dla psa. Najgorsze co może być, to szczoteczki, które zamiast włosia mają gumowe wypustki.  Jak to mawiali kiedyś rodzicie do niesfornych dzieci, tym to możesz się po du*** podrapać. (Teraz pewnie do dzieci rodzicie już tak nie mówię, bo boją się, że ktoś wezwie opiekę społeczną, albo w ogóle do swoich dzieci nie mówią, bo nie mają czasu ich wychowywać, bo muszą zarabiać na kredyt). Takie wypustki nie mają żadnych właściwości czyszczących. Pasta, zamiast trafiać na zęby, trafia między te gumowe wypustki. Taka szczoteczka nadaje się tyko do masażu dziąseł, jeśli psi weterynarz to zaleci, albo w początkowym stadium – przyzwyczajania do mycia.

Najlepsza jest szczoteczka dwugłowicowa, która na raz myje zęby od dwóch stron. I to włosie stanowi jej przeważającą część. Takie szczoteczki występują też w kilku rozmiarach, odpowiednich do wielkości pyska psa. Ale równie dobrze sprawdzi się zwykła ludzka szczoteczka, której koszt jest 4 razy niższy niż „psiej”.CZYM MYĆ ZĘBY? 

Preparatów na rynku jest coraz więcej. My obecnie używamy preparatu OraZn firmy Vetfood. Jakie mamy o nim zdanie? Hmmm my bardzo dobre, Snupi zupełnie inne. Otóż preparat bardzo przyjemnie pachnie dla nas. Wprawdzie nie zawiera żadnych dodatkowych składników zapachowych, to pachnie ledwo wyczuwalnym zapachem świeżości, który powstaje zapewne z połączenia składników zasadniczych. Inne pasty często zawierają dodatkowe składniki zapachowe, które mają zachęcić psa do mycia zębów. Zazwyczaj te zapachy pachną ładnie dla psa, dla ludzi śmierdzą zgniłym kurczakiem i,niestety, czuć go cały dzień. Co więcej, wiele past na rynku zawiera także dodatki smakowe. OraZn jest ich pozbawiony, dla nas to zaleta. Bo one również dodają zapachu i zazwyczaj nie uzyskuje się ich składnikami pochodzenia naturalnego. Podsumowując, powiem tak, nieraz po myciu zębów Snupiemu innymi preparatami, śmierdziało mu przez te dodatki z pyska gorzej, niż bez mycia zębów. Tymczasem po OraZn z pyska Snupiego nie pachnie ładnie, najzwyczajniej NICZYM NIE PACHNIE i jest to stan wręcz idealny. Aż chce się, żeby pies ci mordę lizał 😀

Co do składu tej pasty, to ogromną zaletą jest, że ma w sobie bardzo mało świństw o wątpliwym dla zdrowia oddziaływaniu. Skład tej pasty jest naprawdę ograniczony do minimum (zaledwie 7, inna jakiej używaliśmy miała ich ponad 12 i były w niej Sodium Benzoate, Sodium Saccharin). Tutaj podstawę stanowią naturalne składniki (woda dejonizowana, glukonian cynku) i uzupełnienie stanowi nieokreślony metylo i propylo paraben (przydałoby się wskazanie ze strony producenta jaki).

OraZn na rynku wyróżnia konsystencja. Wiele psich past przypomina w niej ludzkie, a więc są gęste i zbite. Tymczasem ten preparat  to żel o bardzo płynnej konsystencji. Oczywiście nie płynie jak woda, ani olej,  ale nie da się jej nałożyć w jedną zbitą kulkę jak pastę. Zacznie się on rozlewać. W konsystencji jest minimalnie gęstszy niż mydła w płynie do mycia rąk. Dla jednych będzie to zaleta, bo trochę łatwiej rozprowadzić żel równomiernie na szczoteczce i na zębach. Dla innych wada, bo przy niechętnym udostępnianiu pyska przez psa, możemy żel ze szczoteczki stracić, zanim w ogóle dostaniemy się do pyska. Trudno mi powiedzieć, jak konsystencja wpływa na utrzymywanie się na zębach. Zasada jest jedna – im dłużej tym lepiej, bo składniki mają więcej czasu, by wykonać swoją pracę. Jedyne co mogę powiedzieć, to że po tej paście Snupi miał jakby mniej nalotu niż przy innych pastach, no i zapach z pyska stał się przyjemny już po pierwszym użyciu. Ale czy to efekt lepszego przylegania, czy po prostu jakiegoś składnika, nie wiem.

Pasta wyróżnia się też kolorem. Zazwyczaj pasty są białe, tutaj żel jest niebiesko-przezroczysty. Dzięki temu nie widać go, gdy ubrudzimy psu sierść, sobie ubranie, albo pościel łóżka, kanapę, czy cokolwiek innego. Z drugiej, w połączeniu z płynną konsystencją, nie pozwala z łatwością zauważyć na zębach –  gdzie preparat już jest, a gdzie nie. Może gdyby pasta była mniej przezroczysta, a bardziej intensywna w barwie, to ten niebieski kolor byłby ogromną zaletą.

Pasta ma też dobry system otwierania i zamykania. Gwarantuje szczelność w obie stron: z jednej strony pasta się nie rozleje i nie wyciśnie przypadkowo, np. podczas transportu w bagażu,  z drugiej strony do środka nie dostaje się powietrze. Nie ma też w tym systemie zakamarków, gdzie pasta pozostaje bez możliwości jej wyczyszczenia. System umożliwia też zaaplikowanie dokładnie takiej ilości pasty, jaką chcemy. Jeśli mamy psy z ogromny pyskiem, to system umożliwia też nakładanie preparatu bezpośrednio na zęby.

Dla nas pasta jest świetna, mogę chyba nawet powiedzieć „najlepsza” – używaliśmy dotychczas 5 różnych past. Snupi nie miał nigdy tak świeżego oddechu i ładnych zębów. Niestety, z jakiś powodów pasta nie pasuje Snupiemu. Jak wspomniałem, od 3 lata myjemy mu zęby, więc zdążył się do tego przyzwyczaić. Czasami wręcz wydaje nam się, że to lubi. Tymczasem gdy zaczęliśmy myć tym preparatem, to Snupi zaczął robić różne manewry w celu uniknięcia mycia zębów, łącznie z chowaniem się pod łóżko, skąd nie mamy fizycznej możliwości go wyciągnąć. Jest to też o tyle dziwne, że to właśnie OraZn był pierwszą pastą, od której zaczęliśmy dbać o zęby Snupiego 3 lata temu. Może właśnie dlatego teraz jej nie lubi 😀 Doszło do tego, że Snupi zaczął już nam uciekać codziennie, wie doskonale kiedy zbliża się godzina mycia, bo działa zasada schematu, o której wspomniałem w pkt. 6.

UWAGA: Wiele osób mówi, a ja nie muszę myć swojemu zębów, bo jest jeszcze młody. Albo mój je suchą karmę i gryzie kości. Cóż nie będę tutaj nikomu narzucał, co ma robić ze swoim psem. Ale na własnym przykładzie widzimy, że używanie gryzaków, czy suchej karmy (Snupi je suchą karmę od 7 lat) nie wystarczy do zapewnienia dobrego stanu jamy ustnej. Lepiej zacząć psu myć zęby już za młodu, bo go przyzwyczaimy od początku i uchronimy, a przynajmniej o wiele zredukujemy, ryzyko nieprawidłowości na wiele, wiele lat.

Produkt recenzowaliśmy w ramach corocznego konkursu Top For Dog (celem konkursu jest wyłonienie najlepszych produktów i usług dedykowanych psom i ich właścicielom. Zgłoszone produkty i usługi są zamieszczane na stronie internetowej konkursu www.topfordog.pl i poddane pod głosowanie konsumentów, którzy wyłonią zwycięzców w kilku kategoriach).

Dzielny, ale fochnięty, pacjent 😀

Test innej pasty do zębów znajdziecie TUTAJ

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *