WSTĘPNA RECENZJA BUTÓW MERRELL WATERPRO ULTRA-SPORT>

Czemu wstępna? Bo buty mam dopiero od 1,5 miesiąca i zdążyłem w nich jedynie polatać po lasach oraz na długie spacery ze Snupim. Prawdziwy sprawdzian zacznie się, gdy ruszymy w naszą wyprawę do Ameryki Południowej. Niemniej, najcieplejszy okres lata już zaraz, a buty wydają się stworzone na niego, więc może komuś się przyda ta niepełna, acz dokładna, recenzja.

Zwrot „water” (woda) w nazwie wydaje się jednoznacznie kategoryzować buty, jako przeznaczone do użytku w sportach czy środowisku związanych z wodą. Tymczasem wcale nie musi tak być. Buty idealnie sprawdzą się do trekkingu w upalne dni, nawet w bardziej wymagających górach. Są także ciekawą alternatywą w sytuacjach, gdy mamy pewność, że buty będą narażone na przemoczenie. Zamiast z tym walczyć, konstrukcja butów stawia na błyskawiczne ich wyschnięcie na nodze podczas marszu lub dłuższej przerwy.

Ja zdecydowałem się na te buty, ponieważ szukałem jakiś na naszą 1,5 roczną wyprawę do Ameryki Południowej. Chciałem czegoś maksymalnie przewiewnego, oddychającego, w czym będę mógł spędzić kilkanaście godzin w upale. Zarówno w samochodzie czy na drodze w trakcie autostopu, jak trekkingu w terenie. Przecież do Ameryki ruszamy w lipcu, w samym środku lata przedostajemy się do Hiszpanii i Maroko, temperatura będzie tam osiągała ponad 40 stopni. Potem Kanary, gdzie też będzie gorąco. No i Ameryka Południowa, w której zdecydowanie częściej będzie nam za ciepło niż zimno. W takich okolicznościach wydaje się, że jedynym słusznym wyborem byłyby sandały.

No… nie do końca. Po pierwsze, na plecach większość czasu będziemy mieli plecaki o wadze ok. 15 kg (oby udało nam się w tylu zmieścić :D). Tymczasem sandał nie zapewnia żadnej stabilizacji i podtrzymywania stawu skokowego, co przy długotrwałym obciążeniu może się zamienić w kontuzję. Sandał nie gwarantuje również żadnej ochrony w razie uderzenia o kamyk, korzeń itp. przeszkody. Nie chroni przed piaskiem i kamykami wpadającymi do butów, ani nawet przed słońcem (dlatego skarpety + sandały to takie świetne rozwiązanie :D) czy robakami i innymi zwierzętami (nie musi to być od razu najbardziej jadowity wąż, wystarczy osa czy czerwone mrówki). Poza tym, sandał nadaje się do warunków w miarę łatwych i komfortowych, a w naszym bagażu nie ma miejsca na rzeczy o tak wąskim zastosowaniu. Przed nami wspinaczka w górach, trekkingi w dżungli, na pustyni, a dwie pary butów to maksymalna ilość, jaką możemy zabrać. Dlatego mój wybór padł na Merrell Waterpro Ultra-sport. Zachęcony dotychczasowymi pozytywnymi wrażeniami z moich miejskich butów Merrell (model Versant, który użytkuję niemal codziennie już 3 okres letni i prałem w pralce 2 czy 3 razy, a nic się nie rozkleja), zdecydowałem się na ich zakup. Pomimo że w Polsce jest to marka niemal nieznana (co za tym idzie, brak miarodajnych testów i recenzji) w dziedzinie innych sportów niż bieganie. Za granicą, zwłaszcza w USA – skąd pochodzi ta firma, jest zupełnie inaczej.

Budowa:

But jest bardzo przewiewny, bo w ogromnej części zbudowany jest z siateczki o dużych oczkach. Tam, gdzie jest siatka, noga oddycha niemal jak bosa. Jednocześnie but ma dość mocno rozbudowaną i twardą osłonę palców (otok). Osłona palców jest bardzo dobra, nie za sztywna – nie wbija się w środek buta przy zginaniu (dzięki 3 nacięciom), nie ogranicza „czucia” buta, jednocześnie wzorowo chroni przed uderzeniem. Zastosowanie tak potężnej osłony może zaskakiwać w bucie z siatki i pozbawiania go niejako lekkości, ale właśnie ta osłona jest jedną z największych zalet tego buta. To ona sprawia, że buty stają się ogromnie uniwersalne i przydatne nawet w trudnym, skalistym terenie, ba, nawet przy wspinaczce, gdy musimy wciskać palce w przestrzenie między skałami. Najdelikatniejsze zaczepienie siatką o skały groziłoby całkowitym rozdarciem buta, osłona w mocnym stopniu zapobiega temu. Ta rozbudowana osłona palców ma także inną ogromną zaletę – w butach nie zamarzniemy, gdy temperatura nagle spadnie znacząco. Osłona świetnie chroni przed podmuchami wiatru. Dla jednych może być to wada, bo przecież taki wiaterek i chłód w bucie jest czymś, po co kupuje się buty z siatki. Spokojnie i to wszystko jest, ale w razie załamania pogody nie mamy w butach mroźnego huraganu.

Rozbudowana osłona chroni także przed zamoczeniem buta. Już tłumaczę. Zapewne nie raz chodziliście zaraz po/w trakcie deszczu? Przy każdym kroku chlapiemy sobie sami  wodą na czubki butów, które coraz mocniej nasiąkają i nasiąkają. I po kilku godzinach zamiast lekko mokrych czubków, mamy mokre buty do połowy stopy. Tutaj woda nie wsiąka w czubek. Jasne, trochę wody leci jeszcze kawałek dalej – za palce, ale ja nawet po 3 godzinach chodzenia w takich wilgotnych okolicznościach miałem suche stopy. Działo się tak, bo ta odrobina wody, która leciała za otok, a potem przesiąkała przez siateczkę do wnętrza buta, błyskawicznie wyparowywała dzięki ogromnej oddychalności buta.

Osłona pięty. Tutaj nie będę się aż tak rozpisywał. Jest dobra i także chroni przed silnym wiatrem i uderzeniem. Na podkreślenie zasługuje inna cecha tylnej części. Mianowicie dodatkowe taśmy i klamry ściągające w celu dopasowania całej tylnej części buta (tzw. obłożyny) do stopy użytkownika. W wielu butach jest tak, że but leży idealnie z przodu, ale z tyłu  mamy luz lub pięta (zapiętek) jest za ciasna (wtedy noga nie wpada idealnie w uformowane zagłębienia). Obydwie sytuacje oznaczają szybsze przecieranie się materiału wyściółki wewnątrz buta na zapiętku, czego większość producentów skandalicznie nie chce uznawać. Luz powodować może też obtarcia. Jest też ogromnie denerwujący przy wymagających precyzji sportach, np. chodzeniu po górach, kiedy noga niejako wychodzi trochę z buta, przez co tracimy poczucie jedności stopy i buta. Przez luźną przestrzeń do buta dostaje się też więcej kamyczków, piasku, pyłu wulkanicznego itd. Zbyt ciasne z kolei dopasowanie zapiętka powodować może najzwyczajniej nacisk czy pęcherze, które po kilku godzinach mogą niemal uniemożliwić dalszy marsz. Wielu producentów stara się rozwiązać problem dopasowania obłożyny poprzez różne systemy. Zazwyczaj systemy te powiązane są z głównym – przednim system sznurowania butów. Ostatnie dwa górna oczka sznurówek połączone są wtedy z wbudowaną wewnątrz buta taśmą/sznurkiem, który okala stopę pod kostką (w jednych butach to widzimy, bo jest to zrobione na zewnątrz buta, innym razem pod materiałem). Przy mocniejszym zawiązaniu tych dwóch ostatnich dziurek, zacieśnia się także pięta (obłożyna). To rozwiązanie ma wadę, bo uzależnia od siebie ciasnotę zawiązania przodu i tyłu butów. Tymczasem w Merrell’ach sznurówki z przodu i system dopasowania pięty są od siebie niezależne. Co nie wymusza ciasnego wiązania przodu. Jest to korzystne dla osób np. z wysokim podbiciem a z małą czy wąską piętą. Umożliwia też dostosowanie ciasnoty buta to danej sytuacji, np. podczas długiej jazdy samochodem możemy poluzować piętę (obłożynę). Klamry chodzą gładko, jednocześnie trzymają pewnie taśmy.

Komfort noszenia:

To sprawa ogromnie indywidualna. Chciałbym jednak wskazać Wam fakt, iż obecnie większość butów (nawet tych sportowych) tworzona jest w sprzeczności z zasadami zdrowych warunków dla stóp. Otóż większość butów jest wyszczuplana z przodu, by but wyglądał atrakcyjniej, by wyglądał mniej topornie. Tymczasem but z przodu powinien być szeroki. Na tyke, by palce miały duży zapas miejsca. Nie chodzi o zapas z przodu (on oczywiście też ważny) ale zapas na boki. W bucie powinniśmy móc swobodnie poruszać palcami. To, jaki kształt ma but, wystarczy sprawdzić poprzez obejrzenie jego wkładki.

North Face, Merrell i La Sportiva

Jasne, są osoby, którym taki kształt pasuje. Da się też dopasować takiego buta do każdej stopy, tylko kończy to się tym, że przymierzamy 4 pary, od rozmiaru 41, 41,5, … do 43 i żaden nie jest dobry. Jeden uwiera w mały palec, drugi za długi, trzeci ma za luźną piętę itp. A musimy pamiętać, że te wszystkie niedogodności spotęgują się w trakcie intensywnego używania. Nie będę się za wiele w tej kwestii rozpisywał, bo nie chcę grać lekarza i eksperta. Przytoczę tylko swój konkretny przykład. Większość butów mam 42. Gdy kupowałem swoje poprzednie buty North Face, to właśnie wahałem się między 3 rozmiarami i żaden mi nie pasował. Wziąłem rozmiar większy, a przy reklamacji usłyszałem, że to moja wina, że but się zepsuł, bo jest dla mnie za mały… Następnie kupiłem sobie buty La Sportiva, jest to firma uznawana (według mnie bardzo słusznie) za najlepszą markę obuwniczą. Kupiłem buty przez internet, bez przymierzania roz. 42 i co? Założyłem buty i poczułem nic… Nic mnie nie uwierało, nic mi nie przeszkadzało, prawie nie czułem, że mam buta na nodze. To były najwygodniejsze buty, jakie miałem w życiu na nodze.  Wiele z tego wynika właśnie z kształtu butów, co widać idealnie na zdjęciu wkładek. Jak widzicie, buty Merrell są o wiele bardziej zbliżone do butów La Sportiva, niż do wyszczuplonych North Face.

Wiele osób ma już zbyt zdeformowane nogi, zwłaszcza kobiety, od noszenia na co dzień butów bardzo wyszczuplonych i zdrowa szerokość buta może być dla nich problematyczna. Tutaj chciałbym wspomnieć o Izie, która również kupiła sobie buty Merrell – takie mocno oczojebne, które zobaczycie w czołówce naszego vloga. Iza ma bardzo wąską stopę. Gdy założyła je pierwszy raz, stwierdziła „odpadają, są za szerokie” – a rozmiar mniejszy był już za krótki. Ale gdy w nich chwilę pochodziła, to odkryła jak wiele komfortu wynika z takiego kształtu buta, który w części przedniej daje luz palcom. Po kilku dniach była już całkowicie przekonana.

Podeszwa:

Tutaj za wiele jeszcze nie mogę powiedzieć. Najbardziej zdradliwe podłoże, na jakim testowałem dotychczas buty, to wilgotna kora powalonych drzew. Trzymały się dobrze. W lesie i w piachu jest naprawdę super z przyczepnością. Jak sprawdzą się w terenie trudniejszym, zwłaszcza na skałach, przekonam się dopiero za 2 miesiące, w Maroko. Powinno być nieźle, bo podeszwa wykonana jest z Vibramu. Niestety nie wiem jakiej mieszanki (jest ich kilka odmian, każda o innej twardości, porównać można je na stronie producenta https://us.vibram.com/technology/compounds/ Dodatkowo, niektórzy producenci obuwia wraz z Vibramem tworzą swoje własne mieszanki). Generalnie Merrell powinien dopracować opisy swoich produktów, bo czasem ze wiele elementów jest niejasnych. Tak samo, jak brak zdjęć podeszwy, by zobaczyć jak skonstruowany jest bieżnik buta. Po jego wyglądzie da się określić, jak but będzie się zachowywał na danym podłożu. Z mojego doświadczenia, ale nie jestem jeszcze ekspertem, wygląda, że bieżnik w tym modelu ma być mega uniwersalny. Z jednej strony mamy głębokie wypusty, które sprawdzają się w piachu i błocie, z drugiej mamy też kilka dużych gładkich powierzchni, które pomagają trzymać się na skale. Oby się nie okazało, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Po tym, co na razie poczułem w butach, mam przeczucie, że będzie naprawdę zadowalająco. Np. najbardziej do mokrych skał, mogę jedynie porównać chodzenie z mokrymi podeszwami po schodach na klatce schodowej. Podeszwy bardzo dobrze kleją się do podłoża. A te schody są już nieźle wytarte i śliskie, bo blok pochodzi z lat 70. Ponadto mieszanka jest dość twarda, a bieżnik nie ma odstających -samotnych – małych elementów (wypustków), więc skała nie powinna zniszczyć podeszwy (pociąć, dzieję się tak, gdy mieszanka jest miękka – ani pourywać tych wypustków).

To, co za to już odkryłem, to że buty są dość twarde. Nie zrozumcie mnie źle – to nie znaczy, że nie mają amortyzacji chodu. Według mnie jest ona więcej niż dobra. Tylko sama podeszwa jest jakby twardsza, jakby bardziej zbita, trudno to wytłumaczyć. But amortyzuje, ale stopa nie zatapia się w nich przy chodzeniu jak w poduszce. Dla mnie to duża zaleta, bo nie lubię butów trekkingowych „kapci”, w których nie czuję swoich własnych kroków. Jak dokładnie jest z tą amortyzacją, dowiem się za jakiś miesiąc i pod obciążeniem dużego plecaka. Na dotychczasowe jednodniowe i weekendowe wyjazdy buty były dla mnie bardzo komfortowe. Ba, w butach nawet biegałem już kilka razy i było to bardzo przyjemne.

Co jeszcze na plus:

– wykonanie, buty są naprawdę dobrze wykonane, wszystkie elementy są podszyte, zaszyte, wszyte z dokładnością, nie odstają żadne luźne nitki, klej nie wypływa, nie odstaje,

-jakość materiałów wydaje się też wytrzymała, sama siatka powinna przeżyć zaczepienia o gałęzie itd., ja dotychczas zaczepiłem 2 razy i ani śladu, pod tymi 2 względami buty wydają się o wiele pewniejsze niż inny siatkowany model Merrell – Maipo, gdzie przedostatnie wiązanie taśmy (która pełni funkcję dziurki dla sznurówki) przyszyte jest do siatki… nie budzi to mojego zaufania…

– wnętrze buta, tzn. wykończenie na pięcie i bokach wykonane jest z materiału przypominającego kostium neoprenowy dla nurków. Ktoś może to uznać za mało przyjemne w dotyku. Inny powie wręcz odwrotnie. Dla mnie z kolei to kilka zalet: but szybciej schnie, but można założyć na stopę bez skarpetki i dobrze się na takiej stopie trzyma, to jeszcze ważniejsze gdy mamy stopę mokrą/wilgotną, przyjemniej się boso w nim chodzi niż przy klasycznym materiale. Jest też mniej podatny na przetarcie i zmechacenie, no i łatwiej się go czyści.

– wygląd zewnętrzny. Na zdjęciach buty wydają się mega plastikowe i trochę przypałowe, jednak na żywo prezentują się dużo bardziej spokojnie i harmonijnie, bo trudno do takich butów użyć określenia „elegancko” 😀 Występują też w kolorze biało-żółtym, który na lato ma dodatkowe korzyści (mniejsze wchłanianie promieniowania słonecznego, przez co będzie w nich jeszcze chłodniej),

-świetnie trzymają się na nodze, wyprofilowanie oraz rozłożenie mocowań sprawia, że noga się nie przesuwa, a ma wygodny luz.

Dog approved – Snupi podbija certyfikat jakości 😀

– sznurówki, z jednym mankamentem. Sznurówki są naprawdę super jeśli chodzi o rzecz najważniejszą – NIE ROZWIĄZUJĄ SIĘ nawet z luźnego i mało dokładnego zawiązania (ile ja się namęczyłem z poprzednimi butami North Face, gdy rozplątywały się nawet z podwójnego supła, czasem co kilometr… to były buty stricte w góry!, przecież można zginąć przez takie sznurówki). Tutaj sznurówki wymagają tylko przyzwyczajenia, bo są dość elastyczne i przy zawiązywaniu niespodziewanie się rozciągają, dodatkowy luz wychodzi też z taś, przez które są przeplatane. Po kilku wiązaniach już każdy będzie wyczuje jak wiązać buty, ale na początku będą zaskakiwać. No i sznurowadła mogłyby być odrobinę grubsze, żeby się tak nie wbijały w palce, skoro trzeba je tak ciągnąć i ciągnąć.

Co na minus:

– zapach, buty śmierdzą plastikiem niczym świeżo rozwarstwiona gruba torba plastikowa na zakupy. Zapach znika oczywiście wraz z czasem użytkowania, nie przenosi się też za bardzo na skarpetkę, ale po miesiącu używania u mnie wciąż jest minimalnie wyczuwalny. Nie wiem, co może tak pachnieć, może to neoprenowe wykończenie…

– buty wydają się ciężkie. Ważą niewiele ponad 700 g, to jest mało na buty, ale z drugiej strony niemało na buty z siatki, zwłaszcza gdy niektóre buty  trekkingowe z zamszu tyle ważą (ale kosztują wtedy 800 zł…). Buty wydają się ciężkie, bo ciężar nie jest równomiernie rozłożony i większość skupia się w części tylnej. Ale czuć to tylko w rękach, na nogach w żaden sposób to nie przeszkadza. Waga wynika zapewne z porządnych materiałów z jakich został but wykonany (co sprawia buty tak użytecznymi w różnych warunkach) i z dość grubej ilości gumy na podeszwie, co mam nadzieję gwarantuje, że amortyzacja będzie wystarczająca nawet przy długich dystansach z obciążeniem na plecach i podeszwa starczy na wiele lat, nim się zetrze.

Cena
Oficjalna cena to 380 zł. To dużo jak na buty z siatki, z drugiej strony to nie są zwykłe buty z siatki. Są o wiele bardziej uniwersalne i funkcjonalne. A gdy dodam, że buty można dorwać w innych sklepach za cenę od 260 zł, to robi się to już naprawdę bardzo sensowny zakup na letnie wypady. Na moje potrzeby „strzał w 10”.

Share on Facebook0Tweet about this on Twitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *